<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345</id><updated>2011-10-11T21:43:01.502+02:00</updated><title type='text'>gat za granicą</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>70</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-4740686444772893790</id><published>2011-08-26T10:58:00.000+02:00</published><updated>2011-08-26T10:58:26.371+02:00</updated><title type='text'>Jak uratować życie...</title><content type='html'>Zawsze uważałam się za osobę raczej egoistycznie nastawioną do życia i taką, którą trudno wzruszyć czyimś losem. Zwłaszcza, jeśli to los zwierzęcia. A tu się okazuje, że nie znam siebie tak dobrze, jak myślałam...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-RKx2VL8svX8/TldgKUNER4I/AAAAAAAAAPg/wwHMiCH7ktc/s1600/277006_184327094970690_2637710_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/-RKx2VL8svX8/TldgKUNER4I/AAAAAAAAAPg/wwHMiCH7ktc/s1600/277006_184327094970690_2637710_n.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Kilka tygodni temu odwiedziłam razem z mamą i Maćkiem moją siostrę w miasteczku westernowym, gdzie pracuje podczas wakacji. Bawiliśmy się świetnie rzucając tomahawkiem (najlepiej poszło mamie), strzelając z łuku (tu rządził Maciek) i tańcząc tańce liniowe (nawet dawałam radę...), a także lejąc się kijami na słupkach (Olka pokonała wszystkich). Dzień udał się nadzwyczaj, bo poza wyjątkowymi rozrywkami spędziliśmy czas w swoim towarzystwie. No i mogliśmy podziwiać, jak Ola opiekuje się końmi, jak jeździ i skacze. Opowiedziała nam historię jednego konia, który niedawno przyjechał do nich - tak płochliwy, że nikt nie mógł sobie z nim dać rady. Bał się wszystkiego, nie dawał się dosiąść - generalnie do jazdy rekreacyjnej się nie nadawał. Kiedy jednak poznał moją siostrę i ona zaczęła się nim zajmować, nabrał trochę więcej odwagi, zmienił się. Mogliśmy oglądać, jak Ola na nim skacze i poobserwować, jak bardzo jej na tym zwierzęciu zależy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalszy ciąg historii jest smutny. Jego właściciel chce konia sprzedać, a że nie udaje mu się znaleźć normalnego kupca, to postanowił skontaktować się z handlarzami końskim mięsem. Jeżeli Oli nie uda się zebrać do niedzieli (a na pewno do końca wakacji) 2000 zł potrzebnych na wykupienie konia, to pojedzie on do rzeźni. Bardzo chcę pomóc mojej siostrze - zwłaszcza że jest to koszt jednorazowy. Jej koleżanka mieszka na wsi, może zwierzę trzymać u siebie i zapewnić mu dobre warunki. Tylko nie stać jej na kupno konia. Ja na konto podane na FB już przelałam ile mogłam. Jeżeli ktoś chciałby się włączyć w pomoc dla szlachetnego zwierzęcia, to po więcej informacji i do kontaktu z moją siostrą zapraszam przez stronę &lt;a href="http://www.facebook.com/event.php?eid=184327094970690"&gt;http://www.facebook.com/event.php?eid=184327094970690&lt;/a&gt; .&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zdjęcia z tego cudnego dnia wstawię w najbliższym czasie...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-4740686444772893790?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/4740686444772893790/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/08/jak-uratowac-zycie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4740686444772893790'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4740686444772893790'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/08/jak-uratowac-zycie.html' title='Jak uratować życie...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-RKx2VL8svX8/TldgKUNER4I/AAAAAAAAAPg/wwHMiCH7ktc/s72-c/277006_184327094970690_2637710_n.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-5255079129838006195</id><published>2011-07-06T11:53:00.000+02:00</published><updated>2011-07-06T11:53:18.568+02:00</updated><title type='text'>strzelając do wroga</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Hmm... z mojego bloga zrobił się miesięcznik. Jest tak trochę dlatego, że przez jakiś czas nie miałam w domu połączenia internetowego, a przez kilka dni w ogóle komputera, który stanowczo odmówił współpracy. Na szczęście - znów dzięki Grzeniowi - komputer działa. A dzięki Maćkowi mam dostęp do internetu.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Od kiedy wróciłam, rodzina i przyjaciele troszczą się o moje pierwsze razy. Już trzy udało mi się zaliczyć od momentu przekroczenia granic Warszawy - chociaż na dwa z nich musiałam znów wyjechać. Do rzeczy jednak...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Dzień po moim powrocie w rodzinne progi walnęła mnie niespodzianka. Mój Ukochany do spółki z Moją Siostrą zawiązali mi oczy, zabronili podglądać i wsadzili do samochodu, nic nie tłumacząc i tajniacząc się okropnie. Nie chcąc psuć im niespodzianki nie próbowałam podglądać, chociaż moje podejrzenia* na temat obecności osób trzecich w samochodzie nie dawały mi spokoju. Maćkowi biednemu też :) W związku jednak z tym, że ufam tym, co mnie kochają, nie bałam się jakoś bardzo. Nawet jak po zdjęciu opaski z oczu okazało się, że jestem w... lesie. A potem - o niespodzianko - znów zawiązali mi oczy, poprowadzili po jakichś dołach i kiedy znowu pozwolili patrzyć, okazało się, że otaczają mnie znajomi i przyjaciele, z którymi przez ostatni rok tak bardzo tęskniłam! Cudna niespodzianka! A po czułych powitaniach owi bliscy mi ludzie oznajmili, że teraz będą do mnie strzelać. Za to, że wyjechałam...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Jak powiedzieli, tak też zrobili. Pierwszy raz w życiu grałam w paintball i bardzo mi się podobało. Dostać żółtą farbą między oczy (na szczęście chronione goglami) - bezcenne. Skradanie się do bazy przeciwnika**, przedzieranie się przez chaszcze, a nade wszystko strzelanie do Czerwonych - bezcenne. Tacy Przyjaciele, Siostra, Facet - brak słów wręcz. Bezcenni. Poza tym, że świetnie się bawiłam zarówno podczas samej gry, jak i podczas ogniska które nastąpiło później, byłam niesamowicie wzruszona. Nie ma to jak wrócić do domu i zastać takie powitanie. Dziękuję!&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;P.S. Zdjęcia dokleję, jak je wreszcie zdobędę.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;* słuszne - Grzeniowi gratulujemy opanowania i umiejętności bezgłośnego oddychania&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;**&amp;nbsp; Albo się nie skradanie. Jak mi się skończyły kulki, to po prostu  poszłam do bazy Czerwonych i spytałam, czy nie oddadzą mi flagi. Nie  wiedzieć czemu, nie chcieli pozytywnie rozpatrzyć mojej prośby...&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-5255079129838006195?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/5255079129838006195/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/07/strzelajac-do-wroga.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/5255079129838006195'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/5255079129838006195'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/07/strzelajac-do-wroga.html' title='strzelając do wroga'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-681766509233056444</id><published>2011-06-10T16:59:00.000+02:00</published><updated>2011-06-10T16:59:16.997+02:00</updated><title type='text'>Queen's Brithday</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-4DDSV8atDJE/TfIu_-uUeYI/AAAAAAAAAOs/GjFBH-RY_50/s1600/IMG_4038.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-4DDSV8atDJE/TfIu_-uUeYI/AAAAAAAAAOs/GjFBH-RY_50/s320/IMG_4038.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, wiem, minął miesiąc. Bez zbędnego więc przedłużania przechodzę do mocno zaległego opisu Urodzin Królowej (która &lt;i&gt;de facto&lt;/i&gt; ma urodziny w styczniu czy lutym, ale wtedy jest zimno i ble i dlatego Holendrzy się bawią na konto jej babci czy prababci).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-8RO3apCeTTQ/TfIvBA-qTRI/AAAAAAAAAOw/seBLyK99U6M/s1600/IMG_4054.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-8RO3apCeTTQ/TfIvBA-qTRI/AAAAAAAAAOw/seBLyK99U6M/s320/IMG_4054.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-FhIos1_BKtM/TfIu-VYqwKI/AAAAAAAAAOo/Z98FCFwF1EQ/s1600/IMG_4023.JPG" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-FhIos1_BKtM/TfIu-VYqwKI/AAAAAAAAAOo/Z98FCFwF1EQ/s320/IMG_4023.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Bardzo chciałam jeszcze przed wyjazdem z Holandii zaliczyć element folkloru zwany &lt;i&gt;Queen's Birthday&lt;/i&gt;.  Jest to dzień, kiedy Holendrzy znów na pomarańczowo (oraz w kolorach  flagi, jak ktoś lubi urozmaicenia) wychodzą na ulice i się bawią. Albo  sprzedają - wtedy każdy może stanąć gdziekolwiek (byle nie tamować  ruchu) i sprzedawać co mu się żywnie podoba (no, może broń, narkotyki  itp. to przesada, ale niewielka). My (bo Maciek specjalnie przyjechał  dzień wcześniej) wzięliśmy Zsofi i za radą tubylców udaliśmy się do  Utrechtu na spotkanie przygody oraz Tima i jego dziewczyny Frużi (pisze  się to po węgiersku nieco inaczej, ale nie mam pojęcia jak, serwuję więc  wersję fonetyczną). I się nie rozczarowaliśmy. Był to pełen radości  dzień, z kreatywnym ozdabianiem ciał na wiadomy kolor, piciem wina nad  kanałem i pozdrawianiem przepływających tymże kanałem ludzi na łodziach,  w kajakach i innych jednostkach pływających. W pewnym momencie nawet  zacieśnialiśmy z nimi więzi, pytając czy nie widzieli zagubionego  Dżonego Depa. Nie widzieli, ale pytanie zadane we właściwy sposób  wywołało uśmiech na i tak już uśmiechniętych twarzach, a o to przecież  chodziło. Ostatni dzień pobytu w Holandii wspominam więc arcyprzyjemnie i  polecam doświadczenie Dnia Królowej (30 kwietnia) każdemu, kto się  wybiera do kraju wiatraka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ZFb7t_OXlRs/TfIwi7yYYII/AAAAAAAAAO4/IHS5-h-BYpg/s1600/IMG_4058.JPG" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-ZFb7t_OXlRs/TfIwi7yYYII/AAAAAAAAAO4/IHS5-h-BYpg/s320/IMG_4058.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-681766509233056444?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/681766509233056444/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/06/queens-brithday.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/681766509233056444'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/681766509233056444'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/06/queens-brithday.html' title='Queen&apos;s Brithday'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-4DDSV8atDJE/TfIu_-uUeYI/AAAAAAAAAOs/GjFBH-RY_50/s72-c/IMG_4038.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-1249180995167862884</id><published>2011-05-10T12:32:00.000+02:00</published><updated>2011-05-10T12:32:28.360+02:00</updated><title type='text'>bociuś! Czyli znów w domu...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Tak, tak, jestem z powrotem! Nie zamierzam jednak w związku z tym ani zmieniać nazwy bloga ani przestawać pisać - w końcu jakby się tak od filozoficznej (albo pseudofilozoficznej) strony zastanowić, to każdego dnia przekraczamy jakąś granicę. Choćby tę wyznaczoną przez datę. Dlatego zostaje jak jest - mam nadzieję, że tematów mi nie zabraknie. A jeśli stwierdzicie, że to jednak głupi pomysł i o Polsce nie piszę tak fajnie jak o Holandii, to dajcie znać w komentarzach.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; Mam trochę do napisania o ostatnich chwilach w Tilburgu, jednak trochę nie mam czasu - właśnie jestem w trakcie rozpakowywania się w nowym mieszkanku. Za to poczęstuję drogich czytelników swego rodzaju mix'em z 65 postów niniejszego bloga - zmiksował Piotrek K., którego poczucie humoru podziwiam od kiedy go znam. Dobrej zabawy!&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;i&gt;No i robi się coraz poważniej - kupiłam bilety. A jak się trochę  prześpię po tej dobie pełnej wrażeń, to napiszę więcej. Na razie jednak  mam pełne ręce roboty, wszystko jest nowe i czeka na poznanie przez  Agatę z Polski. Czasem wymieniamy się z Jeanette - nie będę robić  wszystkiego sama. Wsiadłam więc, nacisnęłam pedały i... wpadłam na  ścianę. &amp;nbsp;Chwilami mam wrażenie, że jest mi tu za dobrze. Dzisiaj na  przykład pierwszy raz w życiu pełłam ogródek. W innych grupach pewnie  też są sympatyczne&lt;br /&gt;osoby, ale... no właśnie, nie tego chciałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Biorę się za czasowniki, bo mi jeszcze trochę zostało do jutra...  Niesamowicie sympatyczna sprawa taki drugi Polak (w tym przypadku Polka)  na obczyźnie... I w ramach tej nauki uparła się nauczyć mnie słów  znanej szanty o nietrzeźwym żeglarzu. Przyjęcie urodzinowe w każdym  razie się udało. Niestety, ostatnio nie miałam aparatu, kiedy widziałam  psa w przyczepce z boku roweru, ale nauczę się mieć go zawsze przy  sobie. Gdyby jednak w Chinach czy na Kubie obalono komunizm, to raczej  zwróciłabym na&lt;/i&gt; &lt;i&gt;&lt;br /&gt;to uwagę. Widząc, jak rozwija się technika i umiejętności człowieka,  sądzę, że kiedyś to nastąpi. Do tego jeszcze na rynku zajęła miejsca  orkiestra dęta i jak zadęła..! Na przedmieściu, w mieście i na  kompletnej wsi - wszędzie. Pomyślałam wtedy, że piękno bywa trudne i  połączone z cierpieniem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pewnego dnia, odczuwając samotność mocniej niż na ogół, wynurzyłam się  spod pokładu w momencie, kiedy spadał żagiel. Przeżyłam swoją pierwszą  wizytę z dzieckiem u lekarza - i to po angielsku! Mój akcent pozostawia  jednak wiele do życzenia, więc ostatecznie powiedziałam, że chcę się  rozmnażać (breed), ale tu się nie da. Obawiam się, że jeśli by mi  zaproponowano miejsce na promie kosmicznym, to też bym na niego wsiadła.  W każdym razie jako nagrodę pocieszenia dostałam pluszowego kwiatka i&lt;/i&gt; &lt;i&gt;&lt;br /&gt;zrobiło mi się miło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plecak spakowany, jedzenie prawie przygotowane, życzenia miłych wakacji  wysłuchane. Robię więc za co-pilota, co samo w sobie jest przygodą.  Jestem pod coraz większym wrażeniem południowych Francuzów - niemal  wszystkie literki oraz znaki przestankowe są poprzestawiane. Chwyciłam  więc dawno niewidziany instrument i zagrałam oraz zaśpiewałam jedyną  piosenkę po angielsku, którą znam na pamięć. Za to na sławetny most  weszłyśmy wszystkie, żeby oddać do naprawy samochód i połazić po  miasteczku.&lt;/i&gt; &lt;i&gt;&lt;br /&gt;Niemniej, sugeruję jednak GPS, jeśli ktoś chciałby gdzieś kiedyś ze mną jechać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziwne jest życie i dziwny jest świat - pełen trudnych wyborów i  rozdarć, kiedy już tych wyborów dokonamy. W ogóle prezenty to fajna  rzecz, nie sądzicie? Ale jeśli skutki spożywcze utrzymają się dłużej,  czeka nas przejście na zupkę z papierka. Poznawałam wtedy sposób  funkcjonowania podopiecznych i pracowników, bo kto w dzisiejszym  zwariowanym świecie nie goni za sławą? Że jednak w karmę nie wierzę, to  znowu uruchomiłam gorącą linię Gat-święty Antoni. Dużo śmiechu przy tym  było, a ja zaliczyłam&lt;/i&gt; &lt;i&gt;&lt;br /&gt;kolejne dwa "pierwsze razy". No i ta szarość za oknem - a nuż uda mi się  jednak nie zardzewieć..? I wszyscy razem: DZIĘ-KU-JE-MY!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza błędami jednak artykulik jest sympatyczny, pokazuje mnie w miłym  świetle i raczej zachęca do zaproszenia au pair. Na przymierzenie  luksusowej sukni (złota z czarną koronką - cudo!) zabrakło mi jednak  energii. To czas, kiedy można pogadać ze Świętymi i puścić oko  zaświatom. I jakie wnioski można wyciągnąć z tego bólu obecnego czy  przewidywanego? Otóż okazało się, że "pić wódkę" oznacza nieco co innego  w Holandii i u nas. Cała ta sytuacja - chociaż oczywiście bardzo  skomercjalizowana - ma&lt;/i&gt; &lt;i&gt;&lt;br /&gt;też jeszcze jeden plus. Oczywiście, mowa o Świętym Mikołaju, znaczy Sinter Klaasie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Życie to jest bycie szczęśliwym. Ja rozumiem, że jak jest zbyt  cukierkowo, to może się człowiekowi znudzić. Robię więc permanentny i na  dłuższą metę cholernie niewygodny szpagat. Szczęście w nieszczęściu -  choć może egoistyczne - że w tej samej sytuacji znalazło się wielu  innych Polaków - w środku nocy, w Wigilię, wzięli i przyjechali tę jakąś  niesamowitą liczbę kilometrów tylko po to, żebyśmy mogły spędzić Święta  razem! Dzisiaj, kiedy człowiek jest nieco mniej szczęśliwy usłyszałam  jakieś&lt;/i&gt; &lt;i&gt;&lt;br /&gt;niepokojące dźwięki z dołu. Teraz więc czekam na imprezę 1 marca -  tutejszy Dzień Kobiet. A w dzień patrzę na ogródek, w którym już jakieś  dwa tygodnie temu zakwitło mnóstwo krokusów. A nawet - o zgrozo! - w  kościele. Przybytek ten w moim osobistym rankingu wyprzedził nawet Euro  Disneyland. Co jest - oczywiście - bardzo miłe, ale też wiąże się z  pewnym dylematem... W koszyku pod wózkiem Noeme w pewnym momencie były  cztery małpki jednocześnie! Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko  dziękować&lt;br /&gt;Bogu, że postawił na mojej drodze takich cudownych ludzi.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-1249180995167862884?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/1249180995167862884/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/05/bocius-czyli-znow-w-domu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1249180995167862884'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1249180995167862884'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/05/bocius-czyli-znow-w-domu.html' title='bociuś! Czyli znów w domu...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-8129261226215257877</id><published>2011-04-26T14:09:00.000+02:00</published><updated>2011-04-26T14:09:29.621+02:00</updated><title type='text'>Szukając jaj...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-75VoFphBjDI/Tba1S69VTrI/AAAAAAAAAN0/p7UC5GOn1Z8/s1600/IMG_4004.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-75VoFphBjDI/Tba1S69VTrI/AAAAAAAAAN0/p7UC5GOn1Z8/s320/IMG_4004.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-msBbSItlSDo/Tba1cncALvI/AAAAAAAAAN8/V249XS8dJjI/s1600/IMG_4009.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-msBbSItlSDo/Tba1cncALvI/AAAAAAAAAN8/V249XS8dJjI/s320/IMG_4009.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Tutejsze tradycje wielkanocne - podobnie jak podejście do życia i świąt - różnią się nieco od tych naszych rodzimych. Nikt tu się jakoś strasznie nie przejmuje wiosennymi porządkami, panie domu nie szaleją specjalnie w kuchni i nawet w holenderskim Kościele nie ma tradycji święcenia pokarmów. Śmigusa-Dyngusa też nie uświadczysz. No, może z wyjątkiem tego roku, ale przy temperaturze ok 30 stopni w słońcu, dzieciaki polewają się wodą niezależnie od daty... Jedno jednak się zgadza: tutaj też maluje się pisanki. Potem się je chowa w nocy z soboty na niedzielę, a rano dzieciaki szukają. Annique miała z tym mnóstwo zabawy! Ja zresztą też - pierwszy raz w życiu zrobiłam wydmuszkę i jestem z tego naprawdę bardzo dumna...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Święta spędziliśmy w powiększonym gronie - w ubiegłą środę przyjechała Zsofi - Węgierka, która mnie zastąpi jak już wyjadę (świetna dziewczyna), oraz rodzina dziewczynek z Niemiec. Było więc wesoło i sympatycznie, chociaż oczywiście brakowało mi naszych, polskich Świąt. Tak sobie myślę, że jeśli tylko będę miała na to wpływ, nigdy już nie będę spędzać żadnych świąt poza Polską...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-oZEvSN0cr9M/Tba1bPNSeLI/AAAAAAAAAN4/dCkhgcyAn_g/s1600/IMG_4016.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-oZEvSN0cr9M/Tba1bPNSeLI/AAAAAAAAAN4/dCkhgcyAn_g/s320/IMG_4016.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-8129261226215257877?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/8129261226215257877/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/04/szukajac-jaj.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8129261226215257877'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8129261226215257877'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/04/szukajac-jaj.html' title='Szukając jaj...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-75VoFphBjDI/Tba1S69VTrI/AAAAAAAAAN0/p7UC5GOn1Z8/s72-c/IMG_4004.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-2601171815918967264</id><published>2011-04-19T17:11:00.000+02:00</published><updated>2011-04-19T17:11:02.459+02:00</updated><title type='text'>Rzuć ręką, czyli wycieczka pożegnalna do Antwerpii...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Czy ja już pisałam, że kocham Jeannette? I dziewczynki, oczywiście, też? Nie? To piszę właśnie. Naprawdę nie mogłam trafić na lepszą rodzinę, w której mogłabym aupairować. A co piękne - one wszystkie też mnie kochają. Wyraz temu J. postanowiła dać zabierając nas wszystkie na pożegnalną wycieczkę do Antwerpii. Jejuńciu, jakie to piękne miasto!&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-zR_fymph7F0/Ta2laI5CAzI/AAAAAAAAANw/BEK2MEvj0lc/s1600/IMG_3981.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-zR_fymph7F0/Ta2laI5CAzI/AAAAAAAAANw/BEK2MEvj0lc/s320/IMG_3981.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Nazwa Antwerpia wywodzi się z dwóch słów &lt;i&gt;hand&lt;/i&gt; (ręka) i &lt;i&gt;werpen&lt;/i&gt; (rzucać). Legenda głosi, że kiedyś u wejścia do portu na rzece Skaldzie stał sobie olbrzym i pobierał opłatę za cumowanie. Każdemu, kto nie chciał zapłacić odcinał prawą rękę, do czasu, kiedy bohater Brabo zrobił coś takiego olbrzymowi i jego ogromną dłoń wrzucił do rzeki. No i mamy Antwerpię - miasto, w którym przepiękne, stare budynki zachwycają oko, a nowe też jakoś tego oka nie rażą. Na ogół. Miasto pełne przeuroczych kafejek i restauracji, z przepiękną wielostylową katedrą i wielką populacją ortodoksyjnych Żydów. Obawiam się, że kiedy zobaczyłam pierwszego przedstawiciela tej religii, nastoletniego młodzieńca z pejsami, w czarnym płaszczu i kapeluszu, gapiłam się na niego straszliwie. Za to z zachwytem. Przy kolejnych takich spotkaniach, których było niespodziewanie wiele zachowywałam się już dużo uprzejmiej.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-3bA0SfeckcQ/Ta2lLigxz2I/AAAAAAAAANs/9q31za1Kwu4/s1600/IMG_3956.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-3bA0SfeckcQ/Ta2lLigxz2I/AAAAAAAAANs/9q31za1Kwu4/s320/IMG_3956.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;W związku z tym, że cały wyjazd był prezentem dla mnie, Jeannette robiła bardzo dużo rzeczy, które normalnie robiłabym ja. I nawet dostałam śniadanie do łóżka! Przez cały czas czułam się wyróżniona, trochę jak królowa. Pięknie było i spacerować po prostu po mieście i pić kawę przy katedrze i leżeć na plaży leniąc się niemiłosiernie... A w ogóle cudownie było pójść na Mszę Świętą w Palmową Niedzielę do katedry razem z tymi moimi kobietami. Nie myślałam, że będą chciały mi towarzyszyć, a tu taka niespodzianka! Jeannette sama to zaproponowała! Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko dziękować Bogu, że postawił na mojej drodze takich cudownych ludzi.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-2601171815918967264?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/2601171815918967264/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/04/rzuc-reka-czyli-wycieczka-pozegnalna-do.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2601171815918967264'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2601171815918967264'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/04/rzuc-reka-czyli-wycieczka-pozegnalna-do.html' title='Rzuć ręką, czyli wycieczka pożegnalna do Antwerpii...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-zR_fymph7F0/Ta2laI5CAzI/AAAAAAAAANw/BEK2MEvj0lc/s72-c/IMG_3981.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-4320256410164860767</id><published>2011-04-13T11:02:00.000+02:00</published><updated>2011-04-13T11:02:25.066+02:00</updated><title type='text'>Z wizytą u protoplastów :)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-vQ_4TEiGjlQ/TaVkill9byI/AAAAAAAAANk/cqF4cDueDWc/s1600/IMG_3944.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-vQ_4TEiGjlQ/TaVkill9byI/AAAAAAAAANk/cqF4cDueDWc/s320/IMG_3944.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;W ubiegłą sobotę zrobiłyśmy sobie przecudną wycieczkę do Apenheul - parku, w którym małpy żyją sobie na wolności. Genialne miejsce! Najróżniejsze rodzaje małp i małpek z różnych zakątków świata rzeczywiście chodziły sobie wolno, a niektóre nawet właziły ludziom na głowy i inne części ciała. Oraz do wózków - bo już wiedzą że tam bywa jedzenie. W koszyku pod wózkiem Noeme w pewnym momencie były cztery małpki jednocześnie! To było super. Oczywiście te bardziej niebezpieczne - jak na przykład orangutany i goryle - też chodziły wolno, ale jednak od ludzi było odgrodzone wodą.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-_cE5dRjtre0/TaVkjvZkYjI/AAAAAAAAANo/WsodPwbrdJw/s1600/IMG_3951.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-_cE5dRjtre0/TaVkjvZkYjI/AAAAAAAAANo/WsodPwbrdJw/s320/IMG_3951.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Najpiękniejszy widok stanowiły mamy małpy z noworodkami małpkami przyczepionymi do ich brzuchów - i orangutanica z dzieciaczkiem (który to dzieciaczek - choć przyczepiony - potrafił też chodzić sam) i dwie gorylice i dwie lemurki (czy lemurzyce?) z takimi zupełnie małymi i chyba nie chodzącymi jeszcze samodzielnie małpuniami. Z tymi lemurkami to w ogóle miałyśmy szczęście, bo wychodziłyśmy na samiutkim końcu, kiedy w parku było już niewielu ludzi, więc zwierzaki z Madagaskaru nie bały się nas i podeszły bardzo blisko, a jedna (właśnie matka z dzieckiem) nawet pozowała Jeannette do zdjęcia - ależ to było zabawne!&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-GizQysnXVIA/TaVjEnsCvXI/AAAAAAAAANg/h512myHPKlA/s1600/IMG_3906.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-GizQysnXVIA/TaVjEnsCvXI/AAAAAAAAANg/h512myHPKlA/s320/IMG_3906.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Coś, co wyniosłam z tej wycieczki - poza nowym cudownym doświadczeniem - to chęć posiadania takiego zwierzątka w domu. W Polsce to legalne, i dobrze. Pewnie jeszcze nie teraz, ale taka małpka pokojowa musi być naprawdę fajnym kompanem. A na 100% bardzo zabawnym!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-4320256410164860767?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/4320256410164860767/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/04/z-wizyta-u-protoplastow.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4320256410164860767'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4320256410164860767'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/04/z-wizyta-u-protoplastow.html' title='Z wizytą u protoplastów :)'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-vQ_4TEiGjlQ/TaVkill9byI/AAAAAAAAANk/cqF4cDueDWc/s72-c/IMG_3944.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-8331504515997171160</id><published>2011-04-01T11:45:00.000+02:00</published><updated>2011-04-01T11:45:11.465+02:00</updated><title type='text'>Au pair roku...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Spotkał mnie dziś ogromny zaszczyt - dowiedziałam się, że zostałam wybrana na au pair roku! Nie uważam, żebym jakoś szczególnie zasłużyła na ten tytuł, jednak jury konkursu ma inne zdanie. Co jest - oczywiście - bardzo miłe, ale też wiąże się z pewnym dylematem...&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-607s0YS9AhY/TZWebJ6Ii2I/AAAAAAAAANY/Vpfi2T3Fq6I/s1600/P6120003.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/-607s0YS9AhY/TZWebJ6Ii2I/AAAAAAAAANY/Vpfi2T3Fq6I/s320/P6120003.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; Do obowiązków oraz przywilejów takiej au pair należy bowiem podpisanie kontraktu na następny rok - tym razem nie z konkretną rodziną, tylko z agencją - oraz jeżdżenie po różnych miejscach na świecie do różnych au pair i prowadzenie czegoś w rodzaju szkoleń (do czego wcześniej sama mam zostać przeszkolona). W związku z tym w ciągu następnego roku miałabym odwiedzić 9 różnych krajów - za darmo, a wręcz mieliby mi za to zapłacić! No i wiązałoby się to z kolejnym rokiem, kiedy na pobyt w Polsce mam tylko 2 tygodnie. To znaczy - przyjadę na Święta. Ale za to jak wzbogaci się ten blog! Będę w USA, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Włoszech, Francji i wielu, wileu innych miejscach... Wreszcie pojadę do Szwajcarii - zawsze o tym marzyłam! I nawet trochę czasu mam spędzić na Islandii - może się nauczę wymawiać te obrzydliwe nazwy wulkanów i innych parków narodowych... Ech, czeka mnie naprawdę ekscytujące kolejnych 12 miesięcy :) I to wszystko znów dzięki Jeannette, która wysłała moje zgłoszenie (oczywiście, au pair nie mogą same zgłaszać się do konkursu - musi to zrobić zadowolona rodzina goszcząca). Cudowna kobieta!&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-B0xwgJ_DtyU/TZWc6uoIwII/AAAAAAAAANQ/bH4PqKNPpq0/s1600/IMG_3540.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-B0xwgJ_DtyU/TZWc6uoIwII/AAAAAAAAANQ/bH4PqKNPpq0/s320/IMG_3540.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Strasznie się zdziwiłam, kiedy się okazało, że w Holandii też obchodzi się Prima Aprilis - myślałam, że to raczej polski zwyczaj - a to nieprawda. Jak łatwo się domyślić, wszystko co powyżej (poza marzeniami o podróżach oraz stwierdzeniem, że Jeannette jest cudowna) jest żartem, bujdą na resorach i wytworem mojej wyobraźni. Nawet zresztą, gdyby cała ta propozycja była prawdą - i tak wracam do Polski na początku maja! Nie ma innej opcji, bo tęsknię straszliwie. A obce kraje poodwiedzam kiedy indziej i bardziej na raty. I w dodatku nie sama - taki jest plan :)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-8331504515997171160?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/8331504515997171160/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/04/au-pair-roku.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8331504515997171160'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8331504515997171160'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/04/au-pair-roku.html' title='Au pair roku...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-607s0YS9AhY/TZWebJ6Ii2I/AAAAAAAAANY/Vpfi2T3Fq6I/s72-c/P6120003.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-9196845917241114541</id><published>2011-03-31T21:06:00.001+02:00</published><updated>2011-03-31T21:27:12.933+02:00</updated><title type='text'>Bo zawsze można znaleźć coś ciekawego pod kuprem wielkiego ptaka...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-VRxN-FedXY4/TZTJdGMfhxI/AAAAAAAAAMo/SasjNi91jE4/s1600/IMG_3871.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-VRxN-FedXY4/TZTJdGMfhxI/AAAAAAAAAMo/SasjNi91jE4/s320/IMG_3871.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;No właśnie - my znaleźliśmy na przykład mnóstwo emocji w tej jeździe prawie całkiem po ciemku... Ale po kolei. Dzięki dobroci i zrozumieniu Jeannette, mogłam wybrać się z Mężczyzną mojego życia do parku rozrywki pt. Efteling. Przybytek ten w moim osobistym rankingu wyprzedził nawet Euro Disneyland. Jest po prostu niesamowity! Atrakcje oczywiście dla ludzi w każdym wieku (my spędziliśmy najwięcej czasu na klimatycznych roller coasterach), a do tego wykonane z niesamowitą dbałością o szczegóły. Najbardziej podobał nam się Latający Holender - właśnie za dopracowanie atrakcji do maximum. Przygodę można było przeżyć nie tylko w związku z szaloną jazdą wagonikiem, ale też dlatego, że muzyka, dekoracje oraz nawet zapachy (np. mgła i zapach stęchlizny) były genialnie dopasowane do siebie nawzajem. To trzeba zobaczyć, żeby zrozumieć. My w każdym razie byliśmy zachwyceni.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-y91oCmkjTu0/TZTJe2HhQcI/AAAAAAAAAMs/SRzu1lxaRBM/s1600/IMG_3874.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/-y91oCmkjTu0/TZTJe2HhQcI/AAAAAAAAAMs/SRzu1lxaRBM/s320/IMG_3874.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Poza Latającym Holendrem zachwycił nas też ten tytułowy ptak - znajdował się bowiem w części parku przeznaczonej dla nieco młodszych gości. Weszliśmy więc pod orli kuper tylko z ciekawości, nastawieni na jakąś przyjemną acz nie bardzo emocjonującą atrakcję. Błąd. Było bowiem bardzo niesamowicie - dreszczyk tym większy, gdyż nie widzieliśmy zupełnie dokąd jedziemy - 95% przejażdżki odbywało się bowiem w całkowitej ciemności. Dopiero pod koniec wjechaliśmy do sali oświetlonej na kolorowo, jak do krainy cudów.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5oewMt0wGg8/TZTJbsarOZI/AAAAAAAAAMk/IDamypb1q4M/s1600/IMG_3863.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/-5oewMt0wGg8/TZTJbsarOZI/AAAAAAAAAMk/IDamypb1q4M/s320/IMG_3863.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Inną atrakcją, która zdecydowanie zasługiwała na uwagę była Fatamorgana - miejsce, gdzie można w jednej chwili przenieść się na Bliski Wschód - posłuchać pokrzykiwań Arabów na targu, obejrzeć taniec brzucha, uciekać przed krokodylem i uniknąć zastrzelenia przez straże. I to wszystko wykonane też z tak niesamowitą dbałością o szczegóły, że podczas tej kilkunastominutowej przejażdżki łodzią usta nam się z podziwu nie zamykały.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-VRxN-FedXY4/TZTJdGMfhxI/AAAAAAAAAMo/SasjNi91jE4/s1600/IMG_3871.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Efteling został więc wpisany na listę moich ulubionych miejsc na ziemi - zwłaszcza w słoneczny poniedziałek, kiedy poza wszystkim innym zachwyca również pogoda oraz brak kolejek. Nie opisuję oczywiście wszystkich atrakcji - jakbym dopuściła się jakiegoś habniebnego niedopowiedzenia, to może Maciek w komentarzu coś dopisze. A jeśli ktoś miałby ochotę dowiedzieć się w ogóle więcej, to zapraszam &lt;a href="http://www.efteling.com/"&gt;tu&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-qWl9pdKuFUc/TZTJaL1bb6I/AAAAAAAAAMg/UWvEFg-ipq8/s1600/IMG_3888.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-qWl9pdKuFUc/TZTJaL1bb6I/AAAAAAAAAMg/UWvEFg-ipq8/s320/IMG_3888.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-9196845917241114541?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/9196845917241114541/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/03/bo-zawsze-mozna-znalezc-cos-ciekawego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/9196845917241114541'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/9196845917241114541'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/03/bo-zawsze-mozna-znalezc-cos-ciekawego.html' title='Bo zawsze można znaleźć coś ciekawego pod kuprem wielkiego ptaka...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-VRxN-FedXY4/TZTJdGMfhxI/AAAAAAAAAMo/SasjNi91jE4/s72-c/IMG_3871.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-8546674468659374100</id><published>2011-03-09T17:01:00.000+01:00</published><updated>2011-03-09T17:01:01.253+01:00</updated><title type='text'>Ach, co to był za karnawał!</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-HIIwcWLOuto/TXeiyO4j7MI/AAAAAAAAAMQ/SKbp2FqLSiw/s1600/karnawal2.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh3.googleusercontent.com/-HIIwcWLOuto/TXeiyO4j7MI/AAAAAAAAAMQ/SKbp2FqLSiw/s320/karnawal2.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Faktycznie - czegoś takiego jeszcze nie przeżyłam. Tutaj karnawał trwa tylko od ostatniej soboty przed Środą Popielcową do wtorku, czyli do naszych Ostatków. Niby krótko, ale za to jak intensywnie! No i tylko na południu kraju, które to Południe jest wybitnie katolickie w porównaniu z resztą Holandii. A tutaj karnawał jest (znaczy był - do wczoraj) wszędzie - w szkołach i przedszkolach, w sklepach (niemal wszędzie można było dostać stroje karnawałowe lub ich elementy przed karnawałem, a niektóre sklepy z okazji świętowania były przez tych kilka dni pozamykane), na ulicach, w domach i, przede wszystkim, na ludziach. A nawet - o zgrozo! - w kościele. Ale po kolei...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh5.googleusercontent.com/-9Qp5GsQdado/TXeixo43bNI/AAAAAAAAAMM/h1fmgtWIRmQ/s1600/karnawal.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="https://lh5.googleusercontent.com/-9Qp5GsQdado/TXeixo43bNI/AAAAAAAAAMM/h1fmgtWIRmQ/s320/karnawal.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tutaj, znaczy w Brabancji Północnej i jeszcze kilku południowych prowincjach, od kilku już tygodni można było dostrzec przygotwania do karnawału - wieszaki w charakterystycznych sklepach pełne strojów Hiszpanek, Indian, wampirów i takich tam, peruk, kapeluszy, piórek, opasek, farb do twarzy i rekwizytów, ulice przystrojone i maski, serpentyny i baloniki w oknach domów. Ja miałam okazję uczestniczyć w dwóch imprezach karnawałowych - jedna w 't Dijkje z Noeme, druga - w centrum miasta. W daycare Noeme było super, bo wszyscy tańczyli z chorymi dzieciakami, była orkiestra i generalnie zabawa na całego. Rodzice też poprzebierani, co mnie ucieszyło, bo nie tylko ja dziwnie wyglądałam... Tak mnie pozytywnie te poranne tańce nastroiły, że po wyjściu z imprezy poszłam jeszcze - ciągle w przebraniu - na spacer do lasu i tańczyłam na leśnych ścieżkach w rytm muzyki płynącej ze słuchawek. Zarówno psy jak i ich właściciele byli zdziwieni ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-HIIwcWLOuto/TXeiyO4j7MI/AAAAAAAAAMQ/SKbp2FqLSiw/s1600/karnawal2.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh6.googleusercontent.com/-WEFlp9yj3F8/TXeizQJFyCI/AAAAAAAAAMY/Y-RW2k8opac/s1600/karnawal4.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="https://lh6.googleusercontent.com/-WEFlp9yj3F8/TXeizQJFyCI/AAAAAAAAAMY/Y-RW2k8opac/s320/karnawal4.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Parada w centrum miasta natomiast nieco mnie rozczarowała... Oczywiście, widok tłumu przebierańców najpierw w pociągu a potem na ulicach jest niesamowity - bo przebierali się wszyscy, bez względu na wiek, płeć czy status społeczny. I niektórzy zadziwiali swoją kreatywnością. Niestety, po prawie dwóch godzinach patrzenia na chodzących w tę i z powrotem przebierańców i oczekiwania na paradę stwierdziłam że mam dość. Może nie byłoby tak źle, gdyby nie fakt, że tuż przy miejscu, w którym stałyśmy grały dwie orkiestry i głośniki z pobliskiego pubu. I każde z nich grało co innego. Mnie na ogół męczy kakofonia, choć jakimś szczególnym melomanem, a tym bardziej muzykiem nie jestem. Co mnie zdziwiło, to to, że tym grającym chyba w ogóle to nie przeszkadzało, a przecież chyba wszyscy muzycy, jakich znam raczej upierają się przy harmonii oraz melodyce (czy melodyjności?) otaczających ich dźwięków. Doświadczywszy więc zarówno optycznie jak i słuchowo brabanckiego pomysłu na wspólny karnawał, udałam się na przesympatyczny, około 8-kilometrowy spacer do domu. Ach, ta cisza była wspaniała!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;I jeszcze na koniec coś, co wzbudziło we mnie przerażenie oraz ulgę że na coś takiego osobiście nie trafiłam: otóż podobno w karnawałową niedzielę w jednym z kościołów tutaj odbywa się tzw. "Msza karnawałowa" - ludzie przychodzą poprzebierani, a ksiądz zamiast stuły ma pod ornatem kolorowy szalik. A zamiast pieśni puszczane są wesołe ludowe piosenki. I po co..?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-8546674468659374100?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/8546674468659374100/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/03/ach-co-to-by-za-karnawa.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8546674468659374100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8546674468659374100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/03/ach-co-to-by-za-karnawa.html' title='Ach, co to był za karnawał!'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-HIIwcWLOuto/TXeiyO4j7MI/AAAAAAAAAMQ/SKbp2FqLSiw/s72-c/karnawal2.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-5955662953534727091</id><published>2011-03-09T16:28:00.000+01:00</published><updated>2011-03-09T16:28:41.706+01:00</updated><title type='text'>No chyba pobiłam rekord...</title><content type='html'>No chyba właśnie - to już prawie miesiąc, kiedy nie pisałam. A przecież wena się zdarzała i nawet mam niejeden temat! Tylko czas jakby przyspieszył i w tym wszystkim jakoś nie mogłam się wziąć za bloga. Nawet mimo wspaniałego maila od Agi, w którym przywróciła mi ochotę do blogowej twórczości. No bo rzeczywiście - widok z mojego okna jest inny niż z jakiegokolwiek warszawskiego, a ja chyba nigdy nie opisywałam, jak tutaj wygląda...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="https://lh3.googleusercontent.com/-sCl-kiLSDEs/TXeamzVYpAI/AAAAAAAAAL4/vsL6cROc6TI/s1600/Image009.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="https://lh3.googleusercontent.com/-sCl-kiLSDEs/TXeamzVYpAI/AAAAAAAAAL4/vsL6cROc6TI/s320/Image009.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Otóż widok z mojego okna jest niesamowity - zwłaszcza w bezchmurną noc. Mieszkając bowiem na poddaszu pod pochyłym dachem, mam możliwość patrzeć w gwiazdy kiedy zasypiam. A w dzień patrzę na ogródek, w którym już jakieś dwa tygodnie temu zakwitło mnóstwo krokusów. W ogóle krokusy i przebiśniegi tutaj królują ostatnimi czasy. Wiosnę mamy na całego, ptaki śiewają, bazie na wierzbach też zaczynają cieszyć oko, a kaczki znów przychodzą w odwiedziny do sąsiadów. W doniczkach za to szaleją hiacynty i paaachną! U mnie w pokoju jest takich pięć - prezent od Jeannette. W ramach podziękowania za zwiększoną pomoc w czasie, kiedy miała jakieś pandemonium w pracy i musiała dłużej zostawać oraz pracować w domu też. To niesamowite uczucie, kiedy pracodawca nie dość, że docenia to, co robisz, to jeszcze jest twoim przyjacielem. A Jeannette jest. I docenia. No, ale ona jest pracodawcą wyjątkowego rodzaju... No i twierdzi że jakoś nie chce jej się nawet myśleć o maju. Chowa się jak żółw w skorupę i nie życzy sobie słyszeć o moim wyjeździe. Mimo jednak swojej niechęci do tego tematu, zaczyna się powoli rozglądać za kimś na moje miejsce, ja mam opracować serię porad i spostrzeżeń na temat pracy z Noeme, co mogłoby ułatwić mojej następczyni pierwsze chwile tutaj. Bardzo chętnie to zresztą zrobię. A najchętniej to byśmy tak to zorganizowały, żeby nowa au pair przyjechała, kiedy ja jeszcze jestem - myślę, że to by mogło być łatwiejsze dla wszystkich...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-5955662953534727091?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/5955662953534727091/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/03/no-chyba-pobiam-rekord.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/5955662953534727091'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/5955662953534727091'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/03/no-chyba-pobiam-rekord.html' title='No chyba pobiłam rekord...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='https://lh3.googleusercontent.com/-sCl-kiLSDEs/TXeamzVYpAI/AAAAAAAAAL4/vsL6cROc6TI/s72-c/Image009.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-5620478459296070199</id><published>2011-02-14T18:34:00.000+01:00</published><updated>2011-02-14T18:34:05.532+01:00</updated><title type='text'>Walentynki inne niż wszystkie..?</title><content type='html'>No właśnie - człowiek jak nie ma z kim świętować to się wkurza na wszechobecne serduszka, specjalne menu walentynkowe i tłok w kawiarniach... Chociaż nie, jak ma z kim, to też się może wkurzać. W każdym razie nie spodziewałabym się wcześniej, że pierwszy 14 lutego, kiedy na FB mam informację "is in reltionship..." będę spędzać właśnie sama. Kurczę no...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Prawda jest taka, że trochę jęczę, bo tęsknota coraz bardziej daje mi się we znaki. Jednak początkowy pomysł 9 miesięcy nie był taki głupi. Jeannette mówi, że to jeszcze dużo czasu do maja i że wcale nie chce o tym myśleć. A ja myślę, cóż poradzić. I z coraz większym utęsknieniem myślę, chociaż doceniam wszystko, co ona robi, żebym się tu dobrze czuła. Tyle że mi się już nie chce tutaj nic nowego zaczynać - skoro zaraz wyjeżdżam, lekcje angielskiego się skończyły, ducz się skończy za miesiąc i tak generalnie wszystko się kończy i nudno trochę w ogóle. Dlatego też ostatnio nic nie piszę na blogu - bo niby o czym, skoro całe dnie siedzę w domu i - poza pracą - staram się zabić kolejny dzień grając w The Sims albo oglądając amerykańskie seriale przez internet?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dobrym sposobem jest czekanie na jakieś bliższe wydarzenia, niż to utęsknione. Teraz więc czekam na imprezę 1 marca - tutejszy Dzień Kobiet. Mam wejściówkę do WIjkcentrum, gdzie na Panie czekać będzie fryzjer, masażystka, manikiurzystka i kto tam jeszcze, oraz lunch i towarzystwo innych kobiet - strasznie jestem ciekawa. A kobiety, z którymi chodzę na kurs są bardzo sympatyczne, więc chętnie spędzę z nimi trochę czasu poza lekcją. Potem będzie tutaj karnawał (w Holandii to tylko ostatni tydzień przed Wielkim Postem) i muszę wymyślić jakieś przebranie. Potem przyjedzie Maciek, a w połowie kwietnia wybieramy się z Jeannette i z dziewczynkami do Paryża na weekend. Później będą Święta, a później - witaj znów Polsko..! Czyli, jak się tak zastanowić - nie wygląda to najgorzej :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-5620478459296070199?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/5620478459296070199/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/02/walentynki-inne-niz-wszystkie.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/5620478459296070199'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/5620478459296070199'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/02/walentynki-inne-niz-wszystkie.html' title='Walentynki inne niż wszystkie..?'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-4539056362230899966</id><published>2011-02-07T11:33:00.000+01:00</published><updated>2011-02-07T11:33:05.551+01:00</updated><title type='text'>z młynkiem na złodzieja, czyli gata wyobraźnia bogata...</title><content type='html'>Ubiegły weekend znów spędziłam głównie bez moich dziewczyn, bo w sobotę rano pojechały do dziadków i wróciły wieczorem. Zdążyłyśmy jednak zjeść bardziej uroczyste śniadanie - ze względu na św. Agatę - i generalnie zauważyć solenizantkę. Dzień ten okazal się dużo sympatyczniejszy niż się spodziewałam - spędziłam go z dwiema koleżankami na żywo i z ukochanym (śpiewającym "Sto lat" w dodatku w towarzystwie chórku) zdalnie oraz dostałam mnóstwo życzeń, za które niniejszym bardzo dziękuję!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Noc samotna w dużym domu nie jest co prawda tak przerażająca, jak schodzenie z gór po zmroku, jednak przy mojej wyobraźni... No właśnie, idąc spać po północy, usłyszałam jakieś niepokojące dźwięki z dołu. Dodawszy do nich świadomość, że ostatnio w okolicy pojawili się włamywacze i że przed domem nie stoi samochód - co pozwala przypuszczać, że jeśli nawet jest ktoś w domu, to tych ktosiów jest mniej niż zwykle... Przestraszyłam się więc nieco, że mam towarzystwo i to raczej mało sympatyczne. Do salonu bałam się zejść, zwłaszcza nieuzbrojona. Skąd jednak wziąć broń jakąś w generalnie pokojowo nastawionym domostwie? Dokonałam szybkiego przeglądu najcięższych przedmiotów, do jakich miałam dostęp i wybór mój padł na poręczny i dość ciężki młynek do pieprzu, który dostałam od rodziców Jeannette na mikołajki. Nie pobiegłam z nim od razu na dół, bo młynek młynkiem, ale jakoś specjalnie silna i odważna to się nie czułam. Dopiero kiedy długo nie mogłam usnąć w obawie, że potencjalny złodziej na salonie nie poprzestanie i może mnie nawiedzić na moim poddaszu oraz wziąć sobie komputer (bez którego życia tutaj nawet nie zamierzam sobie wyobrażać), postanowiłam zrobić przegląd domu i sprawdzić, czy nic nie zginęło oraz czy aby na pewno jestem sama. Doprawdy, zabawnie musiałam wyglądać wchodząc ostrożnie do wszystkich po kolei pomieszczeń i zaglądając do wszystkich szaf z narzędziem kuchennym przygotowanym do zadania błyskawicznego ciosu, gdyby tylko zaszła taka potrzeba! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście okazało się, że tylko moja wyobraźnia (która chwilami naprawdę przesadza) płata mi figle i mogę spokojnie iść spać, co też uczyniłam. Nie pamiętam, co mi się potem śniło, ale dużo bym dała, żeby sobie przypomnieć - musiało to być coś bardzo ciekawego!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-4539056362230899966?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/4539056362230899966/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/02/z-mynkiem-na-zodzieja-czyli-gata.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4539056362230899966'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4539056362230899966'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/02/z-mynkiem-na-zodzieja-czyli-gata.html' title='z młynkiem na złodzieja, czyli gata wyobraźnia bogata...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-3600595225140503887</id><published>2011-01-25T12:53:00.000+01:00</published><updated>2011-01-25T12:53:21.955+01:00</updated><title type='text'>A u nas zima ale wiosna chociaż zima, czyli post o pogodzie - żeby coś napisać...</title><content type='html'>No właśnie - to skomplikowane, jak to tutaj u mnie jest. Według ostatnich doniesień, w Warszawie znów się zabieliło i ochłodziło, śnieg leży na ulicach jak na styczeń przystało... A tutaj na wierzbach pojawiły się bazie, świeci słońce, o ile tylko nie pada deszcz, a noszenie wiosennej nowej kurtki jest całkowicie usprawiedliwione. W styczniu. Co prawda, Jeannette, która pojechała w ubiegły czwartek z Annique na Curacao (Karaiby, dla niewtajemniczonych w arkana geograficzne), cieszy się trzydziestopniowym upałem i błekitną wodą - no, ale tam o tej porze roku to normalne. A tutaj nie. Czyli zima, ale wiosna...&lt;br /&gt;I jeszcze wczoraj i w weekend ta wiosna genialnie korespondowała z moim stanem ducha. Tak to chyba jest, że akurat wiosenna pogoda stanowi najlepsze tło dla człowieka szczęśliwego (bo w parze). Dzisiaj, kiedy człowiek jest nieco mniej szczęśliwy (bo para uleciała samolotem w stronę Polski) - śnieg, zawieje i ogólnie obrzydliwa pogoda byłyby jakoś bardziej odpowiednie. A tu jak na złość świeci słońce i zdaje się nabijać z wszelkich ludzkich problemów. A może stara się w ten sposób pocieszyć..? Może stara się pokazać, że zobacz - już wiosna, a w maju wracasz... Może...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-3600595225140503887?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/3600595225140503887/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/01/u-nas-zima-ale-wiosna-chociaz-zima.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/3600595225140503887'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/3600595225140503887'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/01/u-nas-zima-ale-wiosna-chociaz-zima.html' title='A u nas zima ale wiosna chociaż zima, czyli post o pogodzie - żeby coś napisać...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-8788763380035247800</id><published>2011-01-11T17:13:00.000+01:00</published><updated>2011-01-11T17:13:01.814+01:00</updated><title type='text'>Wigilia inna niż wszystkie cz.2.</title><content type='html'>Zgodnie z obietnicą - oto druga część sprawozdania z niezwykłej Wigilii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż moja Siostra, kiedy tylko dowiedziała się, że nie przylecę samolotem, najpierw wyszukała dogodne połączenie (w tym samym czasie to samo robił Taki Jeden), a kiedy już jej się to udało, ściągnęła znajomego z samochodem i wyruszyli po mnie do Berlina! Niewyobrażalne - w środku nocy, w Wigilię, wzięli i przyjechali tę jakąś niesamowitą liczbę kilometrów tylko po to, żebyśmy mogły spędzić Święta razem..! &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W związku z tym, że w sytuacji podobnej do mojej znalazło się wielu innych Polaków, razem z nami do Warszawy jechało dwóch bardzo sympatycznych panów (bo tyle mieliśmy miejsc w samochodzie). Kiedy do domu dotarliśmy koło 3 nad ranem, udało nam się ich namówić na wstąpienie do nas na chwilę i pokrzepienie się przed dalszą podróżą (zmierzali bowiem do Chełma). W ten oto sposób wreszcie - chociaż w dość niezwykłych warunkach i o jeszcze bardziej niezwykłej porze - mieliśmy wędrowców pasujących do tradycyjnie pustego nakrycia (dwóch nakryć) na wigilijnym stole. Tych Świąt na pewno nie zapomnę nigdy, nigdy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kocham moją Siostrę! Gdyby nie ona i Paweł, nasze Święta byłyby bardzo smutne. A tak, to na kolację Wigilijną spóźniłam się tylko kilka godzin i to jeszcze w towarzystwie. Nie wiem, czy sąsiedzi też tak się cieszyli jak my - zwłaszcza ta kolęda o czwartej nad ranem mogła im się średnio podobać, ale może twardo spali po sytym posiłku wigilijnym...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-8788763380035247800?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/8788763380035247800/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/01/wigilia-inna-niz-wszystkie-cz2.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8788763380035247800'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8788763380035247800'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/01/wigilia-inna-niz-wszystkie-cz2.html' title='Wigilia inna niż wszystkie cz.2.'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-5518600757200798200</id><published>2011-01-05T14:15:00.000+01:00</published><updated>2011-01-05T14:15:59.832+01:00</updated><title type='text'>Wigilia inna niż wszystkie cz.1.</title><content type='html'>Czego jak czego, ale takiej Wigilii nie przewidziałam - poprzedzona zdenerwowaniem i łzami wielu osób, nadeszła jak zwykle - 24. grudnia. Dzień spędziłam w pociągach, wiaczór w samochodzie, a w domu i w ramionach mamy stęsknionej równie bardzo jak ja - około 3 nad ranem dnia następnego. Ale po kolei...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;Kiedy przypomnę sobie emocje towarzyszące otrzymaniu w czwartek na lotnisku pod Brukselą informacji, że loty są odwołane do niedzieli, jeszcze się trzęsę. Pewną rozpacz i niedowierzanie przysłoniła całkowita pewność, że nie ma takiej opcji, żebym wróciła do Tilburga i zrezygnowała z dotarcia do Warszawy choćby na kawałek Świąt. Szczęście w nieszczęściu - choć może egoistyczne - że w tej samej sytuacji znalazło się wielu innych Polaków, którzy mieli lecieć tym samym lotem co ja. I jeszcze poprzednim odwołanym. W kupie raźniej, jak mówi stare przysłowie - w kupie się więc znaleźliśmy najpierw na dworcu kolejowym w Brukseli i nie tylko ja byłam wdzięczna brukselskiej kolei za podstawienie ciepłego pociągu tylko po to, żebyśmy mogli się przespać w jako takich warunkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TSRuA9ghlYI/AAAAAAAAAK8/thh2ZDhC9xE/s1600/Image012.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TSRuA9ghlYI/AAAAAAAAAK8/thh2ZDhC9xE/s320/Image012.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dalszy etap podróży to pociąg Bruksela-Kolonia, który komfortowo (kiedy u nas tak się będzie podróżować..?) dowiózl nas do Niemiec. Fakt, że spóźnił się jakieś 20 minut czy pół godziny nie miał znaczenia, gdyż pociąg do Berlina, na który wszyscy chcieli zdążyć i tak nie przyjechał. Mieliśmy więc niecałą godzinę przerwy w Kolonii, którą to godzinę skwapliwie wykorzystałam na pokazanie nowym znajomym mojej ulubionej katedry (wychodzi się z dworca i jest katedra - polecam jak ktoś będzie miał tam przerwę na przesiadkę. Oddzielnie też polecam.) Godzinka minęła sympatycznie, wbiliśmy się do pociągu. Łatwo nie było, bo z rozkładu wypadły tego dnia już trzy takie Intercity - tłok łatwo więc sobie wyobrazić, chociaż ze "Słonecznym" pod koniec sezonu i tak nie może się równać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TSRt7FOFrFI/AAAAAAAAAK0/rzx1fRFJQis/s1600/P4020761.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TSRt7FOFrFI/AAAAAAAAAK0/rzx1fRFJQis/s320/P4020761.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Siedzenie wieeele godzin pod kibelkiem w luksusowym pociągu nie należy do przyjemności, zwłaszcza po ponad dobie prawie niespania. I słuchanie coraz to nowych komunikatów o coraz to większym opóźnieniu pociągu również. Patrzenie na przepiękny zimowy krajobraz byłoby przyjemniejsze, gdyby nie świadomość, że przez tę zimę z Wigilią człowiek się może pożegnać. Koniec końców, do Berlina dotarliśmy z 2,5 godzinnym opóźnieniem. Na ostatni pociąg do Warszawy nie zdążył nikt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dalsza część historii w następnym poście, bo jego bohaterowie na oddzielny post zasługują :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-5518600757200798200?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/5518600757200798200/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/01/wigilia-inna-niz-wszystkie-cz1.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/5518600757200798200'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/5518600757200798200'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2011/01/wigilia-inna-niz-wszystkie-cz1.html' title='Wigilia inna niż wszystkie cz.1.'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TSRuA9ghlYI/AAAAAAAAAK8/thh2ZDhC9xE/s72-c/Image012.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-3140609613349031325</id><published>2010-12-20T18:15:00.001+01:00</published><updated>2010-12-20T18:17:23.540+01:00</updated><title type='text'>dlaczego nie nadaję się na au pair...</title><content type='html'>Będąc taką &lt;i&gt;au pair&lt;/i&gt; siódmy miesiąc stwierdzam, że do tego trzeba mieć specjalne predyspozycje. Najpierw myślałam, że to chodzi o wiek i że ja po prostu za stara na to jestem. Później jednak przypomniałam sobie, że znam co najmniej dwie starsze ode mnie &lt;i&gt;au pair&lt;/i&gt;. I one do tego parają sie tym zajęciem już któryś rok z kolei w którymś z kolei kraju. Nie o wiek tu więc chodzi... Może o to, że ja jestem jednak tak silnie przywiązana do tych, co w Polsce, że cały czas jedną nogą jestem tam. A drugą tu. Robię więc permanentny i na dłuższą metę cholernie niewygodny szpagat. Może po protsu ludzie o bardziej wygimnastykowanej osobowości nadają się do takiego życia lepiej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czasem łapię się na tym, że odliczam dni i miesiące do maja, cały pobyt tutaj traktując jak coś, co trzeba przetrwać. A przecież wcale tak nie chcę - po pierwsze, spotkałam tu świetnych ludzi, których pokochałam i którzy zrobili dla mnie dużo dobrego. Pewnego rodzaju niewdzięcznością jest więc myślenie w taki sposób. Poza tym odczuwam wielką niechęć do zabijania czasu - w końcu tak niewiele go mamy... Zbyt mało, żeby całe miesiące traktować jak przeszkodę. Siedzę więc sobie taka rozdarta pomiędzy karmieniem Noeme a zakupami i gotowaniem obiadu i zastanawiam się, co z tym fantem zrobić... Może po prostu muszę przyjechać do Polski i spotkać tych wszystkich, za którymi tak tęsknię? I przytulić, i pogadać w cztery oczy, a nie za pomocą skype'a? I może wtedy będzie mi tu łatwiej..? Czas pokaże. Jak się nie uda w ten sposób, to będzie trzeba wymyślić coś innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A na razie - już tylko trzy dni i kawałek i będę w Polsce! ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-3140609613349031325?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/3140609613349031325/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/12/dlaczego-nie-nadaje-sie-na-au-pair.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/3140609613349031325'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/3140609613349031325'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/12/dlaczego-nie-nadaje-sie-na-au-pair.html' title='dlaczego nie nadaję się na au pair...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-4244653655373155664</id><published>2010-12-16T11:28:00.000+01:00</published><updated>2010-12-16T11:28:47.752+01:00</updated><title type='text'>no dobrze, to ponarzekam...</title><content type='html'>Ja rozumiem, że jak jest zbyt cukierkowo, to może się człowiekowi znudzić. Cóż mam jednak poradzić na to, że jestem tu szczęśliwa dokładanie na tyle, na ile człowiek, który straszliwie tęskni szczęśliwym być może..? Jasne, że nie śmieję się non stop, że bywają gorsze dni, że potrafię usłyszeć od J. ostrzejsze słowo - ale żeby o tym pisać na blogu? Mogłabym napisać o tym, że byłam bardzo nieszczęśliwa, kiedy odwiedziła mnie angina z wysoką gorączką pod rękę. I że musiałam w związku z tym wydać kupę kasy na doktora i leki. Nie mogłabym jednak pominąć niesamowitej dobroci i dbałości, jaką okazywała mi wtedy Jeannette, przynosząc gorącą herbatkę i zmieniając zimne okłady - czyli znów cukierkowo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślałam i myślałam i wymyśliłam, że faktycznie mam żal do kogoś tutaj. Otóż zapewne nie wszyscy wiedzą, że od dłuższego czasu nie chodzę jednak z dzieciakami z Dijkje na basen. Okazało się bowiem, że żeby być wolontariuszem, trzeba podpisać umowę wolontariacką. To zrozumiałe - w razie jakiejkolwiek kontroli papiery muszą być w porządku. Żeby jednak podpisać taką umowę, trzeba mieć zaświadczenie o niekaralności z sądu holenderskiego. Żaden sąd jednak nie wyda takiego zaświadczenia komuś, kto nie jest zameldowany w Holandii. I tu się kończą moje możliwości - pytałam, czy polskie zawiadczenie wystarczy - nie wystarczy. Pytałam, czy w jakikolwiek sposób mogę uzyskać taki papier bez zameldowania - nie mogę. W Dijkje sprawę skomentowali wzruszeniem ramion i stwierdzeniem że trudno, no to nie będę pomagać. Zrobiło mi się wtedy przykro, bo zdawało mi się, że byłam tam potrzebna. A tutaj takie "phi, no trudno"... no, ale za to mam czas żeby pisać na blogu w czwartek. Marne pocieszenie, ale maksyma Monty Pythona &lt;i&gt;"always look at the bright side of life"&lt;/i&gt; zawsze mi się podobała :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-4244653655373155664?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/4244653655373155664/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/12/no-dobrze-to-ponarzekam.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4244653655373155664'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4244653655373155664'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/12/no-dobrze-to-ponarzekam.html' title='no dobrze, to ponarzekam...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-1662910186730410007</id><published>2010-12-10T12:20:00.000+01:00</published><updated>2010-12-10T12:20:48.790+01:00</updated><title type='text'>dziecięca filozofia i dorosłe dylematy</title><content type='html'>Annique dostała od Mikołaja - wśród tony innych rzeczy - wymarzoną lalkę Baby Born oraz zestaw małego lekarza. Stwierdziła, że ona przecież nie może być lekarzem, skoro jest mamą i zestawem kazała się bawić swojej koleżance. W związku z tą sytuacją wywiązał się pewnego dnia przy stole następujący dialog:&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ja: &lt;/b&gt;Ale przecież można być jednocześnie doktorem i mamą. Ciocia Karlien jest przecież lekarzem i mamą twoich kuzynek...&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A.:&lt;/b&gt; Hmm, no tak...&lt;br /&gt;&lt;b&gt;J.: &lt;/b&gt;A która jeszcze mama jest doktorem..?&lt;br /&gt;(chwila zastanowienia po obu stronach stołu)&lt;br /&gt;&lt;b&gt;J.: &lt;/b&gt;Nikt nie przychodzi mi do głowy... Chociaż właściwie to twoja mama jest doktorem. Tylko nie takim, co leczy ludzi, a doktorem filozofii.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A.:&lt;/b&gt; A co to jet filozofia?&lt;br /&gt;&lt;b&gt;J.:&lt;/b&gt; No, dobre pytanie...&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Ja:&lt;/b&gt; A co to jest życie..?&lt;br /&gt;&lt;b&gt;A. &lt;/b&gt;(bez zastanowienia): Życie to jest bycie szczęśliwym. I posiadanie wielu przyjaciół. I bycie syrenką i pluskanie się w wodzie i skakanie i tańczenie (tu nastąpiła demonstracja). &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tylu filozofów od wieków i tysiącleci zastanawiało się nad tym problemem..!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TQIM5mNFX7I/AAAAAAAAAKs/xEvZyJUlgR8/s1600/IMG_3227.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TQIM5mNFX7I/AAAAAAAAAKs/xEvZyJUlgR8/s320/IMG_3227.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-1662910186730410007?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/1662910186730410007/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/12/dziecieca-filozofia-i-dorose-dylematy.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1662910186730410007'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1662910186730410007'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/12/dziecieca-filozofia-i-dorose-dylematy.html' title='dziecięca filozofia i dorosłe dylematy'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TQIM5mNFX7I/AAAAAAAAAKs/xEvZyJUlgR8/s72-c/IMG_3227.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-1398659115904867316</id><published>2010-12-08T13:35:00.000+01:00</published><updated>2010-12-08T13:35:26.003+01:00</updated><title type='text'>przyszedł z hukiem i zwiał...</title><content type='html'>&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TP95z-K85iI/AAAAAAAAAKg/-fcSBJpbGtw/s1600/PC010048.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TP95z-K85iI/AAAAAAAAAKg/-fcSBJpbGtw/s320/PC010048.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Oczywiście, mowa o Świętym Mikołaju, znaczy Sinter Klaasie. W ciągu ostatniego tygodnia ciągle działo się coś na jego temat - a to impreza w day-care, do którego chodzi Noeme, a to impreza w szkole Annique, a to czytał dzieciom książki w bibliotece... I wszystko to przed 5 grudnia, kiedy są jego urodziny i zostawia już takie poważne prezenty (bo przez cały ostatni tydzień ja też znajdowalam coś w bucie z rana - nawet kalendarz adwentowy z czekoladkami mi się trafił :) ), po czym wraca do rodzimej Hiszpanii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TP97E2ZV53I/AAAAAAAAAKo/LFfU6vOcanA/s1600/IMG_3810.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TP97E2ZV53I/AAAAAAAAAKo/LFfU6vOcanA/s320/IMG_3810.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Sinter Klaas ze Zwarte Pitami&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;A na urodziny Mikołaja ludzie szykują się długo - o ile z prezentami dla dzieci jest łatwiej, o tyle prezenty dla dorosłych wymagają wytężenia mózgownicy i niemałej kreatywności. Do nas mieli przyjść przyjaciele Jeannette z dwójką swoich dzieci na wspólne świętowanie. J. powiedziała, że bardzo chce, żebym w tym uczestniczyła (taki wyraźny element holenderskiego folkloru), ale nie muszę nic przygotowywać. Od razu wybiłam jej ten pomysł z głowy - jak mam uczestniczyć, to w pełni, czyli też coś zrobić muszę. Stanęło na tym, że nie mam pozwolenia na wydawanie dużo pieniędzy, natomiast kreatywność będzie mile widziana. Wytyczne wyglądają następująco: prezent ma wyglądać na coś innego niż jest oraz ma być do niego załączony wierszyk.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TP97DPRkUkI/AAAAAAAAAKk/iQbwDMYbkIs/s1600/IMG_3825.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TP97DPRkUkI/AAAAAAAAAKk/iQbwDMYbkIs/s320/IMG_3825.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Chodziłam więc i się głowiłam, aż ostatniej nocy się wzięłam do roboty. Dla Jeannette zrobiłam świecznik z butelki po wiśniówce i faktycznie udało się ją wkręcić, że znowu alkohol od swojej au pair dostaje... Przyjaciółka J. dostała skarpetki w opakowaniu po lodach, a jej mąż uniwersalnego pilota w opakowaniu po literce z czekolady. Przy tym każde z nich musiało przeczytać załączony do prezentu wierszyk po polsku - cóż, &lt;i&gt;polska język trudna język - &lt;/i&gt;dawno się tak nie uśmiałam, bo to co oni wyprawiali brzmiało raczej z lekka po chińsku. W każdym razie bawiłam się świetnie. Sama też dostałam dużo prezentów od Jeannette, do prawie każdego był dołączony wierszyk pasujący do rzeczywistości - uzdolniona kobieta, nie ma co! Zdjęcia wierszyków w najbliższym czasie wrzucę na chomika, żebyście mogli sobie poczytać tę radosną twórczość :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-1398659115904867316?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/1398659115904867316/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/12/przyszed-z-hukiem-i-zwia.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1398659115904867316'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1398659115904867316'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/12/przyszed-z-hukiem-i-zwia.html' title='przyszedł z hukiem i zwiał...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TP95z-K85iI/AAAAAAAAAKg/-fcSBJpbGtw/s72-c/PC010048.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-2615341983244249800</id><published>2010-12-01T12:41:00.000+01:00</published><updated>2010-12-01T12:41:10.137+01:00</updated><title type='text'>wyjątkowa okazja...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Jakiś czas temu życie dwójki (a właściwie trójki) ludzi rozświetliła obecność kolejnego Ludzia. Ludź ten był bardzo niewielki, ale oczywiście piękny. I swoją obecnością - czasem cichą, czasem wręcz przeciwnie - ubogacił życie jeszcze wielu innym osobom. Trzem, które miałam przejemność poznać nawet dał ten Ludź życie. I taka jedna Agata na przykład nie wyobraża sobie, żeby nie dziękować Bogu za ileśtam lat, kiedy ów Ludź chodzi po świecie i rozsiewa dobro na swój niesamowity, cichy sposób... Sama ostatnio zastanawia się nad tym, czym jest macierzyństwo (praca z małymi dziećmi daje do myślenia na ten temat...) i dochodzi do wniosku, że nie jest łatwe. A jej Mama radzi sobie z nim naprawdę super. Bo jest super Ludziem. Dlatego, Mamusiu - życzę Ci wszystkiego, co najlepsze:&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;zdrowia,&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;radości,&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;nieprzesadnej ilości trosk,&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;śniegu tylko tyle, żeby dawał radość, nie utrudniając życia&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;pociechy z dzieci&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;błogosławieństwa Bożego we wszystkim, co przesięweźmiesz...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;No i wirtualny ulubiony kwiatek specjalnie dla Ciebie. Przytulę do kwadratu, jak się zobaczymy...&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TPY0Crhd-hI/AAAAAAAAAKc/nMPJaPVJyi8/s1600/konwalie2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TPY0Crhd-hI/AAAAAAAAAKc/nMPJaPVJyi8/s320/konwalie2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-2615341983244249800?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/2615341983244249800/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/12/wyjatkowa-okazja.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2615341983244249800'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2615341983244249800'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/12/wyjatkowa-okazja.html' title='wyjątkowa okazja...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TPY0Crhd-hI/AAAAAAAAAKc/nMPJaPVJyi8/s72-c/konwalie2.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-4656210856573520210</id><published>2010-11-27T20:09:00.000+01:00</published><updated>2010-11-27T20:09:04.090+01:00</updated><title type='text'>Sinter Klaas en Zwarte Piet</title><content type='html'>&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TPFVIrkZKdI/AAAAAAAAAKU/a1WfSj3ikB4/s1600/IMG_3785.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TPFVIrkZKdI/AAAAAAAAAKU/a1WfSj3ikB4/s320/IMG_3785.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Annique w stroju Zwarte Pieta&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Nim przyjechałam do Holandii, to byłam pewna, że dzieci na całym świecie spodziewają się Świętego Mikołaja w czasie Świąt Bożego Narodzenia. I tego, że przybędzie z Laponii... Nie dało mi do myślenia nawet amerykańskie przekonanie, że ów upragniony gość mieszka na Biegunie Północnym. Tutaj okazuje się, że ani z Laponii ani z Bieguna, tylko z Hiszpanii i wcale nie w Święta, tylko na 5 grudnia (tutejsze Mikołajki). A i to nie do końca. Do Holandii Święty przybył z wielką pompą już dwa tygodnie temu. Relacja z jego przyjazdu byla powtarzana kilka razy w telewizji, dzieci przyszły go przywitać i nachapać się słodkości. Teraz codziennie oglądają w telewizji specjalne wydanie wiadomości, poświęcone poczynaniom jego i jego nierozgarniętych pomocników (Zwarte Piets - pomalowani na czarno panowie o karmazynowych ustach i zabawnych strojach... czyli znów - wcale nie krasnoludki ani nawet elfy...). A, i wcale nie przybywa saniami ciągniętymi przez renifery, tylko w łodzi. A po lądzie przemieszcza się na koniu o imieniu&amp;nbsp; Amerigo. No człowiekowi się cała wizja wszechświata niemal wali... A co dopiero, gdybym była te dwadzieścia lat młodsza...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TPFVGfiiqtI/AAAAAAAAAKQ/zNu4QDks6K4/s1600/IMG_3791.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TPFVGfiiqtI/AAAAAAAAAKQ/zNu4QDks6K4/s320/IMG_3791.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tak serio jednak, po pierwszym szoku spowodowanym różnicą, zaczęło mi się podobać to całe świętowanie. Dzieci tutaj co wieczór od przyjazdu Mikołaja do Holandii do owego 5 grudnia śpiewają specjalne piosenki o Mikołaju i jego pomocnikach oraz stawiają przy drzwiach buty, w które wkładają dla niego laurki&amp;nbsp; i marchewki dla jego konia. Rano w tym miejscu znajdują małe prezenty albo sezonowe przysmaki - tzw. peppernoty, albo mandarynki, podrzucone przez Czarnego Pita... Cała ta sytuacja - chociaż oczywiście bardzo skomercjalizowana - ma też jeszcze jeden plus. A przynajmniej tak to sobie wyobrażam, jak będzie - zobaczymy. W każdym razie myślę, że dzięki wcześniejszemu otrzymaniu prezentów, bardziej można się skupić na sensie Świąt Bożego Narodzenia - bo na ogół tutaj w Święta prezentów już nie ma. W Polsce to prezentowe zamieszanie zawsze w jakimś stopniu przysłania znaczenie Świąt. Tutaj może jest inaczej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TPFWgvWwb2I/AAAAAAAAAKY/LJPaONTduCE/s1600/Image009.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TPFWgvWwb2I/AAAAAAAAAKY/LJPaONTduCE/s320/Image009.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;No i jeszcze jedna rzecz - mnie Czarny Pit też nawiedził któregoś dnia (a właściwie nocy, i właściwie nie mnie, tylko mojego buta). Otóż któregoś wieczoru (a byłam wyjątkowo wesoła, gdyż choroba sobie poszła i mogłam znów normalnie funkcjonować) razem z Annique śpiewałyśmy piosenkę wieczorną, ja dołożyłam jeszcze choreografię i Jeannette stwierdziła, że zasłużyłam na to, żeby też wystawić buta z marchewką. No to wystawiłam... A rano znalazłam zamiast marchewki pyszną mandarynkę. No i kto mi teraz powie, że taniec się nie opłaca..?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-4656210856573520210?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/4656210856573520210/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/11/sinter-klaas-en-zwarte-piet.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4656210856573520210'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4656210856573520210'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/11/sinter-klaas-en-zwarte-piet.html' title='Sinter Klaas en Zwarte Piet'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TPFVIrkZKdI/AAAAAAAAAKU/a1WfSj3ikB4/s72-c/IMG_3785.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-1174033429923441268</id><published>2010-11-13T12:36:00.000+01:00</published><updated>2010-11-13T12:36:20.202+01:00</updated><title type='text'>Polak potrafi... pić wódkę ;)</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TNryLJ4qrdI/AAAAAAAAAKA/SZOohV6NmiU/s1600/IMG_3711.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TNryLJ4qrdI/AAAAAAAAAKA/SZOohV6NmiU/s320/IMG_3711.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Trochę przewrotnie zaczęłam, ale chyba dzięki wódce w ogóle doszło do tego spotkania... Otóż od dawna planowaliśmy ze znajomymi poznanymi we Francji zorganizować jakieś spotkanie powakacyjne w Utrechcie. Mobilizacja była jednak żadna, ciągle coś komuś nie pasowało i odkładaliśmy to tak długo, że zdążyłam nawet dwa razy pojechać do Polski i do tego za drugim razem wrócić autobusem (ble!). Dzięki temu, że właśnie wracałam tym strasznym środkiem transportu (ble! ble!), mogłam moim holenderskim znajomym przywieźć moją ulubioną dębową. Na wieść więc o tym, że owa dębowa czeka na spotkanie i nie wiadomo, jak długo poleży w moim pokoju nietknięta, panowie jakoś szybciej się wzięli i zorganizowali i do spotkania wreszcie doszło :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bawiliśmy się wszyscy świetnie - dzieciaki miały wreszcie okazję się spotkać i razem poszaleć, Richard wykazał się po raz kolejny swoim kunsztem kulinarnym i zaserwował wszystkim kolację taką, że palce lizać, Ninke przyniosła gitarę, którą sama (!) zrobiła i nie obyło się bez - tradycyjnego już w tym towarzystwie - &lt;i&gt;Hallelujah&lt;/i&gt;, a Lizet zachwycała ludzi coraz większym brzuchem. Oraz zaskoczyła nas informacją, że urodziwszy cztery córki, doczeka się wreszcie syna. Ja też się popisałam, chociaż chyba nie ma się czym chwalić...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TNryNuiRA9I/AAAAAAAAAKE/ycuufBlyOmg/s1600/IMG_3736.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TNryNuiRA9I/AAAAAAAAAKE/ycuufBlyOmg/s320/IMG_3736.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TNryISjMKEI/AAAAAAAAAJ8/nzuMBtRHXWk/s1600/IMG_3738.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TNryISjMKEI/AAAAAAAAAJ8/nzuMBtRHXWk/s320/IMG_3738.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Otóż okazało się, że "pić wódkę" oznacza nieco co innego w Holandii i u nas. Zdziwiłam się więc, kiedy moją niewielką (ale normalną) szklankę Riz zapełnił w połowie. Uznałam, że to stanowczo za dużo. On popatrzył na mnie dziwnie, spytał, czy nie dam rady tego wypić i usłyszał, że... hmm... nie, no chyba dam. Jeszcze bardziej się zdziwił, kiedy na hasło "na zdrowie" wzięłam i wypiłam jednym łykiem. Bo oni się delektują. No tak - gdybym wiedziała, że w nagrodę naleją mi ichnią wódkę, to swoją piłabym przez cały wieczór i delektowała się każdym małym łyczkiem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;Niemniej wieczór byl szalenie sympatyczny. Cudnie było spotkać tych ludzi znowu, pogadać o wszystkim i o niczym, pobawić się z dzieciakami i po prostu tam być. Następne teakie spotkanie w Tilburgu - tylko tym razem z francuskim pastisem zapewne, więc picia "na raz" na pewno nie będzie ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-1174033429923441268?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/1174033429923441268/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/11/polak-potrafi-pic-wodke.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1174033429923441268'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1174033429923441268'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/11/polak-potrafi-pic-wodke.html' title='Polak potrafi... pić wódkę ;)'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TNryLJ4qrdI/AAAAAAAAAKA/SZOohV6NmiU/s72-c/IMG_3711.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-2969967349929883258</id><published>2010-11-12T14:36:00.000+01:00</published><updated>2010-11-12T14:36:36.798+01:00</updated><title type='text'>pożegnania...</title><content type='html'>Kiedy decydowałam się na zostanie au pair, nie miałam pojęcia, że te pożegnania będą takie trudne. Niewiele one mają jednak wspólnego z samą moją "profesją", a wiele z przebywaniem zagranicą i przebywaniem z ludźmi w ogóle. Zwłaszcza kiedy ma się moje usposobienie...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TN1CADZUa1I/AAAAAAAAAKI/-mE9ci5wqAA/s1600/IMG_3780.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TN1CADZUa1I/AAAAAAAAAKI/-mE9ci5wqAA/s320/IMG_3780.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Żegnanie się z najbliższymi za każdym razem, kiedy jestem w Polsce jest strasznie bolesne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;Żegnanie się z Tym Jedynym po wspaniałym wspólnym weekendzie - wręcz okropne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TN1COpDC1KI/AAAAAAAAAKM/0f08A7YLI4s/s1600/IMG_3713.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TN1COpDC1KI/AAAAAAAAAKM/0f08A7YLI4s/s320/IMG_3713.JPG" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Sama perspektywa pożegnań w maju - przerażająca. Zwłaszcza, że Jeannette powiedziała mi, że podczas weekendu, na który wyjechala z dziewczynkami, Noeme bardzo za mną tęskniła. Nie można oczywiście stwierdzić tego na pewno. W wielu sprawach dotyczących Noeme trzeba zdać się na intuicję. Ale jeśli Jeannette tak mówi, to coś w tym jest. No i to właśnie jest najbardziej przerażające. Bo ja za te pół roku jakoś sobie - chociaż z trudem - poradzę. Wszyscy, których tu poznałam, polubiłam czy pokochałam - też. Ale takiej Noeme to będzie naprawdę ciężko.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jakie wnioski można wyciągnąć z tego bólu obecnego czy przewidywanego? Nie wyjeżdżaj daleko na dłużej, bo z tym wiążą się pożegnania? I smutek i żal? Może...&lt;br /&gt;Albo: wyjeżdżaj - ale się nie przywiązuj... Powodzenia, ja nie potrafię.&lt;br /&gt;A może po prostu pełne rezygnacji: takie jest życie? Jak chcesz żyć w pełni, to bólu nie unikniesz. Ani rozczarowań, ani łez...&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście uśmiechu i powitań też :) Dlatego - do grudnia, Kochani!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-2969967349929883258?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/2969967349929883258/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/11/pozegnania.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2969967349929883258'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2969967349929883258'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/11/pozegnania.html' title='pożegnania...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TN1CADZUa1I/AAAAAAAAAKI/-mE9ci5wqAA/s72-c/IMG_3780.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-7997008343535836242</id><published>2010-11-10T19:59:00.000+01:00</published><updated>2010-11-10T19:59:36.689+01:00</updated><title type='text'>listopadowo...</title><content type='html'>&lt;span id="goog_718328121"&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Ktoś kiedyś spytał mnie, kiedy najbardziej tęsknię za domem... Wtedy trudno mi było odpowiedzieć na to pytanie. Dzisiaj wiem - najbardziej tęsknię za domem 1 listopada. Wtedy, kiedy w dalekiej Polsce wszyscy chodzą na cmentarze, kiedy szczególnie intensywnie myślą o bliskich czekających "po tej drugiej stronie", kiedy w Warszawie jeżdżą specjalne "cmentarne" autobusy, kiedy na Bródnie można kupić pieczone kasztany... Tęsknota tego dnia jest największa - bo to czas, który powinno się spędzać z rodziną, w wyjątkowej zadumie, kiedy można krytykować odblaskowe wiązanki ze sztucznych kwiatów, grające znicze na baterie i cały ten festyniarski kicz, z balonikami na czele... Kiedy zjada się góry pańskiej skórki, parzy palce zapalając na cudzych grobach znicze, które zgasły i myśląc o tych, których mogił nikt nie odwiedził... To czas, kiedy trzeba wieczorem iść pod pomnik Polegli Niepokonani i zachwycić się całkowicie wyjątkową atmosferą tego miejsca w tym czasie, dziękując w myślach tym, których ów pomnik ma upamiętniać... To czas, kiedy można pogadać ze Świętymi i puścić oko zaświatom. To czas, kiedy człowiek powinien być w domu...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-7997008343535836242?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/7997008343535836242/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/11/listopadowo.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/7997008343535836242'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/7997008343535836242'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/11/listopadowo.html' title='listopadowo...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-1906637283263484248</id><published>2010-10-19T21:36:00.000+02:00</published><updated>2010-10-19T21:36:27.563+02:00</updated><title type='text'>"Mam kapelusz, mam kapelusz..."</title><content type='html'>Nie cierpię Teletubisiów, niemal wysypki dostaję na sam ich widok, jednak pioseneczka* śpiewana przez Dipsy (ten zielony - kto widział ten wie, a kto nie widział, ten nie ma czego żałować...) jak się mnie uczepiła, tak trzyma od kilku lat. A tutaj nawet pasuje. Kupiłam sobie bowiem w końcu - po latach zastanawiania się - kapelusz... Niewykluczone, że pierwszy i nie ostatni :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sobotni dzień spędziłam niesamowicie sympatycznie, na zakupach z Anią - jedną z au pair poznanych w czerwcu - w Amsterdamie. I chociaż nie zawsze przepadam za shoppingiem, tym razem miałam wiele frajdy. Ania, jak mnie zapewniała, też. Nie szata zdobi człowieka, ale jakoś tam zawsze wpływa na jego zachowanie. Gdzieś kiedyś czytałam, czy słyszałam o tym, że wpływa też na człowiecze pisanie. Zdaje się, że to recenzja książki była... W każdym razie kiedy w Peek&amp;amp;Cloppenburgu ubrałam się w bardzo drogie poncho i kapelusz, od razu poczułam się bardziej luksusowo... I chociaż boję się pomyśleć, co stworzyłabym usiadłszy do komputera w takim stroju, uczucie było całkiem sympatyczne. Na przymierzenie luksusowej sukni (złota z czarną koronką - cudo!) zabrakło mi jednak energii. Siły na zakupy trzeba dobrze rozłożyć, żeby nie stracić całej anargii na samym początku, bo potem to już człowiek myśli tylko o tym, że jest zmęczony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak wiadomo, dzień przenaczony na zakupy aby był udany, musi się zakończyć chociaż jednym satysfakcjonującym... zakupem. W moim przypadku był to więc wspomniany wyżej (a widoczny poniżej) kapelusz, w przypadku Ani - dżinsy. Następnym razem wybiorę się na amsterdamski bazar - podobno wielki i o świetnej atmosferze. No i pewnie w końcu do jakieś muzeum też odwiedzę. Bo do tej pory moje wizyty w stolicy ograniczały się do takich bardziej pospolitych, za to nie bardzo turytycznych czynności, jak picie wina nad kanałem i właśnie zakupy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TL3y5KEeHAI/AAAAAAAAAJ0/mGiRKx-tVag/s1600/IMG_3706.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TL3y5KEeHAI/AAAAAAAAAJ0/mGiRKx-tVag/s320/IMG_3706.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;* Cały tekst owej pioseneczki dostępny... w tytule niniejszego posta. Teletubisie nie są tworzone dla profesorów uniwersyteckich... No i zawsze nie jest to krasnoludzie "Złoto, Złoto, złoto..."**&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;** Z całego serca polecam lekturę książek T. Pratchetta - o krasnoludach na pewno można poczytać w "Straż! Straż!" i pewna nie jestem, ale o tej piosence pewnie też tam jest...&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-1906637283263484248?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/1906637283263484248/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/10/mam-kapelusz-mam-kapelusz.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1906637283263484248'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1906637283263484248'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/10/mam-kapelusz-mam-kapelusz.html' title='&quot;Mam kapelusz, mam kapelusz...&quot;'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TL3y5KEeHAI/AAAAAAAAAJ0/mGiRKx-tVag/s72-c/IMG_3706.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-6955607765656044204</id><published>2010-10-19T20:41:00.000+02:00</published><updated>2010-10-19T20:41:01.184+02:00</updated><title type='text'>"Agata zorgt voor rust", czyli zawód: dobra wróżka</title><content type='html'>Tak to już jest na świecie, a w moim życiu zwłaszcza, że jak nic się nie dzieje, to naprawdę nic się nie dzieje i nie ma o czym pisać. A jak się zaczyna dziać, to tyle, że na pisanie nie ma czasu. Teraz jednak chwilę znalazłam i zacznę od piątku, bo wtedy zostałam - a właściwie wszystkie zostałyśmy - sławne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Początek tematu posta to tytuł artykuliku na nasz temat, który to artykulik (notatka właściwie) ukazał się w piątkowym dodatku do gazety Brabantse Dagblad. Na temat instalowania au pair poświęcono całą stronę, z czego 2/3 zajęło jedno zdjęcie, jakąś 1/7 tekst, a resztę puste miejsce. A 2,5 godziny dziennikarka nas męczyła... Nie narzekam zresztą na długość artykułu - tym, co wkurza mnie naprawdę jest fakt, że zawiera on kilka błędów. Nie czepiałabym się tak bardzo, gdyby nie to, że na długo nim gazeta się ukazała, Jeannette przeczytała ten artykuł i przesłała poprawki dziennikarce. Ja wiem, że pisząc czasem łatwiej użyć skrótu myślowego, z którego wychodzi coś prawie jak prawda. Zmiana nazwy stanowiska pracy Jeannette jednak raczej nie powinna być problemem. Ani tego, gdzie się uczę angielskiego. Dziennikarka bowiem napisała że się uczę w Wijkcentrum (czyli tam gdzie ducza) - mojej nauczycielce (prywatnej, a nie zrzeszonej w Wijkcentrum - czekała na ten artykuł, zapowiedziała, że na pewno kupi gazetę i w ogóle bardzo się całą tą sprawą przejmowała) musiało się zrobić przykro...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza błędami jednak artykulik jest sympatyczny, pokazuje mnie w miłym świetle i raczej zachęca do zaproszenia au pair. W przybliżonym tłumaczeniu, tytuł oznacza "Agata zapewnia spokój" - i czasem jak patrzę na Jeannette, to sobie myślę, że coś w tym jest. Bez wątpienia łatwiej jej się żyje, od kiedy przyjechałam. No - taki był plan ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zamieściłabym tu skan owego artykułu, ale obawiam się, że istnieją jakieś prawa autorskie. Kiedy wrócę, to będzie do wglądu u mnie (miałam kupić kilka egzemplarzy, ale załapałam się w kiosku na ostatni...) - razem z jakimiś naleśnikami, czy coś ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-6955607765656044204?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/6955607765656044204/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/10/agata-zorgt-voor-rust-czyli-zawod-dobra.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/6955607765656044204'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/6955607765656044204'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/10/agata-zorgt-voor-rust-czyli-zawod-dobra.html' title='&quot;Agata zorgt voor rust&quot;, czyli zawód: dobra wróżka'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-4191562535444821654</id><published>2010-10-13T12:06:00.002+02:00</published><updated>2010-10-13T12:18:39.540+02:00</updated><title type='text'>Oficjalne podziękowania</title><content type='html'>Doktorowi Grzeniowi serdecznie dziękujemy za uleczenie ślepoty komputera. Wdzięczni jesteśmy niezmiernie - on i ja, a Ci, którzy lubia zdjęcia przy postach pewnie też. I wszyscy razem: DZIĘ-KU-JE-MY!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...a w ramach dowodu i podziękowania piękna, dwukolorowa i nieco rozmazana (za to zdjęcie zrobione własnoręcznie) jeżyna:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TLWHb_A1wlI/AAAAAAAAAJo/MwjkfaYRaaI/s1600/IMG_3698.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TLWHb_A1wlI/AAAAAAAAAJo/MwjkfaYRaaI/s320/IMG_3698.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-4191562535444821654?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/4191562535444821654/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/10/oficjalne-podziekowania.html#comment-form' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4191562535444821654'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4191562535444821654'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/10/oficjalne-podziekowania.html' title='Oficjalne podziękowania'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TLWHb_A1wlI/AAAAAAAAAJo/MwjkfaYRaaI/s72-c/IMG_3698.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-7800161353204378310</id><published>2010-10-11T14:55:00.002+02:00</published><updated>2010-10-13T12:23:48.917+02:00</updated><title type='text'>pająk w basenie, czyli złota holenderska jesień...</title><content type='html'>&lt;div style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ja wiem, że dawno nie pisałam, ale to po prostu dlatego, że niewiele się u mnie dzieje. Jakoś tym razem łatwiej przyszło mi przystosować się na powrót do holenderskiej rzeczywistości - pracuję więc, uczę się angielskiego i ducza i mnóstwo czasu tracę na plagę obecnych czasów - demotywatory, komixxy i basha. A ostatnio też na &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=7p2vaFubiAI&amp;amp;feature=channel"&gt;pitu pitu&lt;/a&gt;. Dzisiaj jednak wzięłam się trochę w garść, czego dowodem może być niniejszy post... Oraz fakt, że wyszukałam sobie w końcu zajęcia z salsy (tańczyć, tańczyć, tańczyć!) i dziś będę dzwonić w tej sprawie - a nuż uda mi się jednak nie zardzewieć..?&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TLWH1T1b3GI/AAAAAAAAAJw/BEDWWDXekZo/s1600/IMG_3694.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TLWH1T1b3GI/AAAAAAAAAJw/BEDWWDXekZo/s320/IMG_3694.JPG" style="margin-left: auto; margin-right: auto;" width="240" /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;w poszukiwaniu jesiennych skarbów&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TLWH1T1b3GI/AAAAAAAAAJw/BEDWWDXekZo/s1600/IMG_3694.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Bo jesień holenderska jest nieoczekiwanie piękna - słońce grzeje niemal jak w lato, "liście z drzew spadają masłem na dół", uprzednio wdzięcznie się zaczerwieniwszy lub zażółciwszy, a mordercze żołędzie spadają ludziom pod nogi (tym co mają szczęście) lub na głowy (tym, co tego szczęścia nie mają). Brakuje mi tylko babiego lata (bo wielki, czarny i martwy pająk w basenie się chyba nie liczy..?) i śliwek w sklepie (jeszcze się musze wybrać na targ, nim zacznę na poważnie narzekac na ten brak) i orzechów świeżutkich brakuje też. Nie narzekam jednak, bo na świecie jest naprawdę pięknie. W sobotę poszłyśmy więc z dziewczynkami do lasu szukać skarbów jesieni - miałyśmy z tym dużo frajdy i zrobiłam kilka ładnych zdjęć z myślą o blogu. Niestety, mój komputer właśnie oślepł na wszystkie obce nośniki pamięci poza płytami CD. Nie widzi niczego, co mu wzadzę za pomocą USB, nie widzi też karty z aparatu. Najbliższe wpisy będą więc bezzdjęciowe. Trudno...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Dzię-ku-je-my Grzeniowi za uleczenie komputera - a powyżej szyszka od Annique :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-7800161353204378310?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/7800161353204378310/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/10/pajak-w-basenie-czyli-zota-holenderska.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/7800161353204378310'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/7800161353204378310'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/10/pajak-w-basenie-czyli-zota-holenderska.html' title='pająk w basenie, czyli złota holenderska jesień...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TLWH1T1b3GI/AAAAAAAAAJw/BEDWWDXekZo/s72-c/IMG_3694.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-533194119025266927</id><published>2010-09-30T16:07:00.000+02:00</published><updated>2010-09-30T16:07:36.503+02:00</updated><title type='text'>jesiennie</title><content type='html'>Tak jakoś szaro i ponuro za oknem, daleko od domu i od tych, co ich kocham najbardziej. Tęsknota zwiększona tym bardziej, że tak niedawno tam byłam, rozmawiałam z wszystkimi (chociaż właśnie z nie wszystkimi - znowu nie zdążyłam...), mogłam dotknąć i przytulić... No i ta szarość za oknem. Nic to, kiedyś przecież wrócę. Teraz zresztą radzę sobie tutaj lepiej, niż przy okazji ostatniego powrotu do holenderskiej rzeczywistości. To strasznie dziwne żyć jakby w dwóch światach, w dwóch miejscach niemal na raz. Zwłaszcza, jeśli oba te miejsca się lubi (nawet jeśli jedno bardziej). Rację miał Horacy pisząc o chwytaniu dnia - i rację miał Taki Jeden, kiedy zakazał mówić o wyjeździe. Dzięki temu przeżywałam każdą chwilę w Warszawie bardziej, nie zastanawiając się nad tym, że przecież przyjechałam tylko na krótko. Teraz muszę zastosować tę zasadę do bycia tutaj, bo inaczej zwariuję. Całe szczęście, że wróciłam do ludzi, którzy mnie lubią - Jeannette z Annique na powitanie upiekły dla mnie ciasto z serduszkami - to duże i zielone było moje :)&amp;nbsp; Annique wskoczyła na mnie jak mnie tylko zobaczyła i długo nie chciała puścić, Jeannette powiedziała, że beze mnie ciężko i bardzo się cieszy, że jestem, i nawet Noeme się ucieszyła. Ludzie z day-care również. No i za co ci ludzie mnie tak lubią..?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak na jesienną poprawę humoru polecam słuchaną ostatnio bardzo często piosenkę: &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=AkpWVJG0y50"&gt;dzień w kolorze śliwkowym&lt;/a&gt;.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-533194119025266927?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/533194119025266927/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/09/jesiennie.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/533194119025266927'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/533194119025266927'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/09/jesiennie.html' title='jesiennie'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-1980760034425799510</id><published>2010-09-14T11:12:00.000+02:00</published><updated>2010-09-14T11:12:33.400+02:00</updated><title type='text'>najpiękniejsza 150-latka</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TI86se8vOaI/AAAAAAAAAJQ/MDVKOOpUVfs/s1600/Image009.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TI86se8vOaI/AAAAAAAAAJQ/MDVKOOpUVfs/s400/Image009.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ile dobrze liczę, to 6x25=150. Możnaby więc uznać, że obchodząc szósty raz 25. urodziny, obchodziłam urodziny sto pięćdziesiąte. No, to rzeczywiście stara jestem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;/div&gt;Ale o tym obchodzeniu - niespodziewanym zresztą - od początku:&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TI86hzDphnI/AAAAAAAAAJA/3QBy0zekXQs/s1600/Image004.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TI86hzDphnI/AAAAAAAAAJA/3QBy0zekXQs/s320/Image004.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Na ubiegłą sobotę zaplanowałam odwiedziny u koleżanki, która mieszka bardzo niedaleko Amsterdamu, w Abcoude. Koleżanka owa zapraszała mnie do siebie już od dawna, a że i miałam wolną sobotę i chciałam się wyrwać z Tilburga i pogoda była piękna i - &lt;i&gt;last but not least - &lt;/i&gt;ją lubię, wzięłam, wstałam o barbarzyńskiej (jak na sobotę) 8 rano i pojechałam. I nie żałuję. Najpierw spędziłyśmy trochę czasu u Ani i poznałam dzieciaki, którymi sie opiekuje - bardzo sympatyczne. Najmłodsza, Coco, pokazała mi, jak się chodzi na szczudłach i próbowała mnie nauczyć jeździć na nowomodnej deskorolce z dwoma kółkami - po jednym na stronę. Dużo śmiechu przy tym było, a ja zaliczyłam kolejne dwa "pierwsze razy". Potem wybrałyśmy się na bardzo sympatyczną wycieczkę rowerową po holenderskiej bogatej wsi. Czułam się trochę jak w filmie - taka ta wieś ekskluzywna, obrazkowa i w ogóle. Noo i w końcu przywitałam się z jakimś wiatrakiem. Do tej pory widywałam owe symbole Holandii tylko z daleka. Tym razem udało się takiego nawet dotknąć. Mieszkańców na szczęście nie było (bo ten wiatrak robi za mieszkanie - to musi być niesamowite: mieszkać w wiatraku!), więc nikomu nie przeszkadzałyśmy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TI87YS_cudI/AAAAAAAAAJY/egmWoAke-J8/s1600/IMG_1465.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TI87YS_cudI/AAAAAAAAAJY/egmWoAke-J8/s320/IMG_1465.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Z Anią świętowałam moje urodziny 29. sierpnia, jednak teraz dostałam jeden z prezentów, którego zapomniała wówczas wziąć. Potem, w Amsterdamie spotkałyśmy się z Timem (który też był 29., ale obiecał mi prezent, jak przyjadę do Amsterdamu - dostałam więc wybraną przez siebie cudna koszulkę) oraz z Orsi, której nie widziałam od czerwca. Nie mogła przyjechać na imprezę, więc teraz przyniosła ciasto i butelkę wina. No i zrobiliśmy regularną imprezę nad amsterdamskim kanałem! Nawet tańczyłam, przyprawiając biednego Tima niemal o palpitacje, bo o mało przy tym nie wpadłam do wody... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie spędziłam cudowny dzień z ludźmi, za którymi przepadam. Zdobyłam kilka nowych doświadczeń (taką deskorolkę to chyba sobie nawet kupię) i skończyłam 150 lat. Pewien Ktoś powiedział, że nie szkodzi, bo jestem najpiękniejszą 150-latką, jaką zna. No, fakt - najprawdopodobniej jestem najpiękniejszą 150-latką, jaką zna ktokolwiek :) Za komplement jednakowoż serdecznie dziękuję i pozdrawiam z Holandii oraz z głębi mojego starczego serca wszystkich, którzy świętowali ze mną którekolwiek urodziny w ciągu całego mojego dlugiego życia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TI87e4vte2I/AAAAAAAAAJg/XfnoAX9kFO0/s1600/58607_1628617720238_1380436658_31713373_4471362_n.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TI87e4vte2I/AAAAAAAAAJg/XfnoAX9kFO0/s320/58607_1628617720238_1380436658_31713373_4471362_n.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-1980760034425799510?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/1980760034425799510/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/09/najpiekniejsza-150-latka.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1980760034425799510'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1980760034425799510'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/09/najpiekniejsza-150-latka.html' title='najpiękniejsza 150-latka'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TI86se8vOaI/AAAAAAAAAJQ/MDVKOOpUVfs/s72-c/Image009.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-3096614305018579153</id><published>2010-09-06T15:34:00.000+02:00</published><updated>2010-09-06T15:34:02.921+02:00</updated><title type='text'>Karma, czy święty Antoni?</title><content type='html'>Pytanie jest przewrotne - oczywiście, że święty Antoni :) Wyjątkowo mnie lubi, możliwe też, że moja babcia w niebie jakoś go mobilizuje, żeby ustawicznie mi pomagał... A było to tak:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sobotni dzień spędziłam bardzo radośnie, robiąc rzeczy, na które od dawna miałam ochotę - zdjęłam wreszcie z polskiego telefonu SIM-locka (teraz mogę widzieć, kto do mnie dzwoni na holenderski numer oraz mogę przechowywać więcej niż 20 SMS-ów na raz! Oraz kilka innych rzeczy stało się dostępnych, co mnie bardzo cieszy...), spotkałam się z dawno niewidzianą przyjaciółką i zaspokoiłam moją potrzebę posiadania nowej bluzki (a nawet trzech!). Na zakończenie tego pięknego dnia udałam się do ulubionego parku i znalazłam czyjś telefon. Używając mózgu i mojego telefonu (ulubiona Nokia, wreszcie!) ustaliłam mniej-więcej, kto jest właścicielem i w niedzielę ów właściciel (a właściwie jego mama) wśród tysięcznych podziękowań zgubę odebrał.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama niedziela też była sympatyczna - wybrałyśmy się na wycieczkę rowerową, wszystkie cztery! Pogoda cudowna, pokazałam im mój ulubiony park (bo ja naszą okolicę znam już lepiej niż Jeannette - ona nie ma czasu zwiedzać...) oraz mini zoo z jeleniem i jego rodziną, z ptactwem różnym, kangurem, lamami i takimi tam... Jednym słowem - niedziela na plus. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Szkoda, że dziś się popsuło nieco. Bo najpierw o mało co nie zablokowałam karty Jeannette, a potem zgubiłam mój świeżo odblokowany telefon. Żal straszny, stres jeszcze większy (bo co, jeśli ten co znalazł zaraz zacznie dzwonić na Haiti??? A ja mam abonament!) i przewidywanie strasznych komplikacji. Ech. Wtedy to pomyślałam sobie, że fajnie, gdyby taka karma rzeczywiście działała - nie musiałabym się martwić, bo telefon na pewno ktoś by mi oddał. Że jednak w karmę nie wierzę, to znowu uruchomiłam gorącą linię Gat-święty Antoni (patron rzeczy zagubionych. Założę się, że jak już spotkamy się w niebie, to będzie miał mi co nieco do powiedzenia). Dzięki więc super pomocy z Nieba i szczęśliwie spotkanej w parku znajomej, udało się skontaktować z osobą, która znalazła mój telefon i za półtorej godziny będę mogła go odebrać :) Ech, czym by było życie bez emocji..?&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-3096614305018579153?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/3096614305018579153/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/09/karma-czy-swiety-antoni.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/3096614305018579153'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/3096614305018579153'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/09/karma-czy-swiety-antoni.html' title='Karma, czy święty Antoni?'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-387317618865537141</id><published>2010-09-04T21:35:00.000+02:00</published><updated>2010-09-04T21:35:19.878+02:00</updated><title type='text'>Będę sławna, czyli jednak coś się dzieje</title><content type='html'>No, dzieje się dzieje: na przykład wczoraj był u nas fotograf (którego wizytę poprzedziła czerwcowa wizyta pewnej sympatycznej dziennikarki, która zrobiła z nami wywiad), taki profesjonalny, i robił nam zdjęcia*. Żeby potem opublikować je w gazecie. Ktoś kiedyś bowiem uznał, że warto zrobić cykl artykułów o tym, jak ułatwić sobie życie. Jednym ze sposobów jest zainstalowanie w swoim domu au pair. I właśnie o takiej instalacji au pair owa pani postanowiła napisać, a że mieszka bardzo blisko nas, to my stałyśy się jej "ofiarami". Chętnymi zresztą, bo kto w dzisiejszym zwariowanym świecie nie goni za sławą..?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tak z zupełnie innej beczki: już kilka osób mnie pytało, jak napisać komentarz i się podpisać. Otóż z dostępnych opcji przy "komentarz jako" należy wybrać Nazwa/Adres URL i w polu "nazwa" się podpisać, a pole "adres URL" zostawić puste, po czym kliknąć "dalej" i "zamieść komentarz". I &lt;i&gt;klaar&lt;/i&gt;, jakby Holender powiedział. To tak dla ułatwienia. A korzystając z okazji chciałabym raz jeszcze podziękować za wszystkie komentarze i zaznaczyć, że baaardzo lubię je czytać. Te anonimowe też, chociaż wolę jednak wiedzieć, komu odpowiadam :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;* Jak fotograf prześle i się zgodzi, to jakieś coś jeszcze do tego posta wkleję&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-387317618865537141?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/387317618865537141/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/09/bede-sawna-czyli-jednak-cos-sie-dzieje.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/387317618865537141'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/387317618865537141'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/09/bede-sawna-czyli-jednak-cos-sie-dzieje.html' title='Będę sławna, czyli jednak coś się dzieje'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-1711271742864496888</id><published>2010-09-02T14:45:00.001+02:00</published><updated>2010-09-02T14:48:00.813+02:00</updated><title type='text'>dziękować za zwykłe rzeczy...</title><content type='html'>Nie wiem, czy ostatecznie o tym napisałam, ale udało mi się zostać wolonatriuszką w day-care, do której chodzi Noeme. Nie mogę tylko pracować w grupie, w której jest moja mała podopieczna - taka polityka organizacji. Nie zgadzam się z nią, ale nic nie poradzę. Zwłaszcza, że teraz już nawet nie chcę nic na to poradzić. W czwartkowe poranki chodzę bowiem do grupy drugiej, docelowo żeby pomóc wziąć dzieciaki na basen. Pierwsze tygodnie jednak niestety nie zawierały w sobie owego basenu - z różnych powodów lądowaliśmy na spacerze. Poznawałam wtedy sposób funkcjonowania podopiecznych i pracowników - oczywiście sami sympatyczni ludzie. Zaznajomiłam się więc z Firiel - dziewczynką o wyglądzie elfa bądź wróżki; Niną - wesołą kokietką; Ricardo - przyjaznym chłopcem, który wszystkich nazywa "mama" albo "nana", zależy od dnia; Milanem - pełnym energii, wiecznie podekscytowanym młodym człowiekiem; Sanderem - który głównie siedzi i którego jeszcze za dobrze nie poznałam (ale jeszcze poznam); oraz Kieferem - siedmiolatkiem o dużym sprycie i niemałym poczuciu humoru. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ubiegły czwartek udało nam się w końcu wszystkim razem - poza Sanderem, który brał jakieś leki akurat - znaleźć w basenie. To niesamowite, jak te dzieciaki lubią wodę. Zresztą nic dziwnego - tu są mniej ograniczone, więcej się ruszają i mogą się jakoś przemieszczać bez pomocy innych ludzi. Kiefer nawet potrafi chodzić w wodzie! Milan chyba też, ale on najchętniej całą tę wodę z basenu by wypił. Trzeba go więc pilnować, co było moim głównym zajęciem dzisiaj. A nie było to łatwe, bo uparty jest..!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie widok ich uśmiechniętych twarzy, wyraz radości w oczach, kiedy zbliża się moment wejścia do basenu i ten już wodzie - bezcenny. Czuję się dużo bogatsza mogąc w tym uczestniczyć. I wdzięczna Bogu, że mogę się na coś komuś przydać. I że daje to tyle radości - im i mnie.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-1711271742864496888?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/1711271742864496888/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/09/dziekowac-za-zwyke-rzeczy.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1711271742864496888'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1711271742864496888'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/09/dziekowac-za-zwyke-rzeczy.html' title='dziękować za zwykłe rzeczy...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-5691814341315193536</id><published>2010-08-31T23:21:00.000+02:00</published><updated>2010-08-31T23:21:04.210+02:00</updated><title type='text'>zwyczajne życie</title><content type='html'>Człowiek przyzwyczaja się na nowo - do wstawania o określonej porze, do karmienia dzieci, gotowania obiadów... Niestety, człowiek wrócił z Polski nieco zepsuty, co najlepiej widzą ci, którzy chcieliby jeść to, co ugotował ów człowiek. Prawda jest bowiem taka, że odkąd wróciłam, to lepiej żebym nie zbliżała się do kuchni &lt;br /&gt;(poza naleśnikami, które były jak zwykle pyszne). Albo zapomnę receptę i pominę trzy najważniejsze składniki, albo rozgotuję, albo zamiast usmażyć czekam na piekarnik, żeby upiec, a potem wszystko zimne, albo - jak dzisiaj - niedogotuję i wychodzi krwisty kurczak na obiad. Jeszcze trochę, a Jeannette wymieni mnie na lepszy model... Zastanawiając się nad genezą tej mojej impotencji kulinarnej dochodzę do dwojakiego rozwiązania: albo wynika to z dosłownej choroby - faktycznie, kicham, kaszlę i mi zimno, albo z choroby w sensie przenośnym. To pierwsze jest lepszym rozwiązaniem, bo minie. To drugie - nie wiadomo. Ale jeśli skutki spożywcze utrzymają się dłużej, czeka nas przejście na zupkę z papierka. Ech...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-5691814341315193536?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/5691814341315193536/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/zwyczajne-zycie.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/5691814341315193536'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/5691814341315193536'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/zwyczajne-zycie.html' title='zwyczajne życie'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-6972222946686097394</id><published>2010-08-30T15:27:00.001+02:00</published><updated>2010-08-30T16:34:12.372+02:00</updated><title type='text'>ćwierć wieku minęło, teraz z górki</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THvBGepBQ2I/AAAAAAAAAI4/FN7KfeIWcH8/s1600/IMG_3642.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THvBGepBQ2I/AAAAAAAAAI4/FN7KfeIWcH8/s320/IMG_3642.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zawsze mam mieszane uczucia, co do swoich urodzin - no bo niby z czego tu się cieszyć. Kolejny rok za mną, coraz mniej przede mną, znajduję się w centrum uwagi (a to nie jest mój sposób na życie, takie centrum)... Sytuację ratuje fakt, że widzę, ilu ludzi o mnie pamięta i rzeczywiście dobrze mi życzy. Wczorajszy dzień przeżyłam więc bardzo sympatycznie, otoczona ciepłem osób, które chciały być przy mnie. Annique uczy się powoli, że prezenty są dla jubilata, a nie dla niej - trudna to nauka, ale ważna. Zresztą Annique była super - namalowała mi piękną laurkę oraz upiekła mi tort (prawie sama, Jeannette tylko pomagała)! I w ciągu dnia robiła dla mnie prezenty ze swoich zabawek, które owijała w materiał... J., jako że zdążyła mnie przez te kilka miesięcy poznać, zrobiła mi też świetny prezent: maszynkę do kawy, spieniacz do mleka oraz prawdziwą, pyszną, z Włoch przywiezioną kawę. Mniam! W ogóle prezenty to fajna rzecz, nie sądzicie? Nie mniej ważne niż te materialne są te, które po prostu zmuszają do uśmiechu - dziękuję więc za wszystko, co dostałam - również za wszystkie życzenia i pamięć. I za piosenkę, przy której się popłakałam ze śmiechu i wzruszenia. I za telefon nieoczekiwany bardzo dziękuję - lepszego uwieńczenia dnia nie mogłam sobie wyobrazić. A teraz z uśmiechem wkraczam w 26. rok życia mojego - niech Was w nim nie zabraknie!&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THvBBduKAhI/AAAAAAAAAIw/MX2_XHclsag/s1600/IMG_3637.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THvBBduKAhI/AAAAAAAAAIw/MX2_XHclsag/s320/IMG_3637.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-6972222946686097394?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/6972222946686097394/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/cwierc-wieku-mineo-teraz-z-gorki.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/6972222946686097394'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/6972222946686097394'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/cwierc-wieku-mineo-teraz-z-gorki.html' title='ćwierć wieku minęło, teraz z górki'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THvBGepBQ2I/AAAAAAAAAI4/FN7KfeIWcH8/s72-c/IMG_3642.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-4116315717592316680</id><published>2010-08-28T14:05:00.000+02:00</published><updated>2010-08-28T14:05:22.269+02:00</updated><title type='text'>Prosiak daleko, pora na ślimaka</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THj5Df2NwDI/AAAAAAAAAIQ/nc-oBkHdidM/s1600/IMG_3482.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THj5Df2NwDI/AAAAAAAAAIQ/nc-oBkHdidM/s320/IMG_3482.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Dzień 15, czwartek: &lt;/b&gt;Keesy i Riszardy wyjechali, więc zrobiło się trochę smutniej. Wieczorem pojechałyśmy za to na kolację do Audrey - byłej opiekunki dziewczynek, która teraz zarządza kempingiem. Oczywiście, tym kempingiem, na którym byłyśmy. Audrey mieszka z trójką dzieci i ich tatą w pięknej, malowniczej prowansalskiej wiosce, w domu, którego jedną ze ścian stanowi oryginalna skała. Robi wrażenie! A jej dzieci są super! Lindive (chociaż złamanego grosza nie dałabym za poprawność tej pisowni) oprowadziła mnie po wiosce, Mumbera zachwycał uśmiechem, a Kazembe podbił moje serce mówiąc na pożegnanie polskie "do widzenia" (sprawdził w internecie i się podzielił). Kazembe w ogóle jest niesamowity - 15-latek o ogromnych zdolnościach we wszystkich niemal kierunkach. Właśnie skończył szkołę i wybiera się na studia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THj6CwK_NdI/AAAAAAAAAIg/oD6YhMh2g-0/s1600/P8060452.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THj6CwK_NdI/AAAAAAAAAIg/oD6YhMh2g-0/s320/P8060452.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Dzień 16, piątek: &lt;/b&gt;Zbieramy się do odwrotu. Miałyśmy wyjechać koło 10 rano, wyjechałyśmy o 13.30. W pośpiechu porannym nie pomyślałam, żeby obejrzeć adidasy przed założeniem. Wepchnęłam więc prawą stopę w dawno nieużywanego buta, poczułam pyknięcie i - niespodzianka! Mam &lt;i&gt;escargot &lt;/i&gt;na skarpetce...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeannette nie chciała się nigdzie zatrzymywać po drodze i postanowiła dojechać za jednym zamachem do samego Tilburga. Nieco mnie przerażał ten pomysł, ale ona zna siebie, mądra jest i dorosła. I rzeczywiście - droga była łatwa i przyjemna z początku. I byłaby taka dalej, gdyby nie jeden błąd - to JA byłam co-pilotem. Dzierżąc mapę stwierdziłam, że przecież jest tu krótsza droga, niż ta autostrada, którą jechałyśmy. Kazałam więc w okolicach Luksemburga w środku nocy zjechać na inną drogę, a Jeannette mi ufała. Błąd. Okazało się, że chciałam nas wywieźć o północy, bez gazu (ostatnie zielone światełko zaczynało nam rozpaczliwie migać) na drogę przez góry. Bez wątpienia malowniczą, ale idiotyczną w obecnych okolicznościach. Koniec końców, wróciłyśmy na autostradę, a ja przestałam być co-pilotem. Ku uldze wszystkich obecnych, chociaż Jeannette twierdzi, że do tego wyskoku radziłam sobie całkiem nieźle. Niemniej, sugeruję jednak GPS, jeśli ktoś chciałby gdzieś kiedyś ze mną jechać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-4116315717592316680?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/4116315717592316680/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/prosiak-daleko-pora-na-slimaka.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4116315717592316680'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4116315717592316680'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/prosiak-daleko-pora-na-slimaka.html' title='Prosiak daleko, pora na ślimaka'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THj5Df2NwDI/AAAAAAAAAIQ/nc-oBkHdidM/s72-c/IMG_3482.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-8536904619607732571</id><published>2010-08-28T11:01:00.000+02:00</published><updated>2010-08-28T11:01:56.204+02:00</updated><title type='text'>Już bliżej ślimaka...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THjOvTXANUI/AAAAAAAAAH4/F5d1fPO6E-U/s1600/IMG_3383.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THjOvTXANUI/AAAAAAAAAH4/F5d1fPO6E-U/s320/IMG_3383.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Dzień 12, poniedziałek: &lt;/b&gt;To był ciężki ranek z ogromnym kacem moralnym, gdyż nieco pękł obraz "Gata Pomocnego" - jednym słowem w czasie burzy się nie popisałam i miałam wyrzuty sumienia. Jeannette jednak podeszła do sprawy ze zrozumieniem, zwaliła wszystko na spóźnioną "homesick" i wybaczyła. A po południu pojechałyśmy do pobliskiego Salon de Provance, żeby oddać do naprawy samochód (wcześnij był naprawiony NSH*) i połazić po miasteczku. Okazało się to świetnym pomysłem, bo miejscowość przeurocza, sklepów mnóstwo, a wyprzedaże zachęcające - jednym słowem babskie popołudnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THjOyW53FKI/AAAAAAAAAIA/cW_L1EDYims/s1600/IMG_3408.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THjOyW53FKI/AAAAAAAAAIA/cW_L1EDYims/s320/IMG_3408.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Dzień 13, wtorek: &lt;/b&gt;Się wzięłyśmy i wybrałyśmy na wycieczkę do słynnego Avignon. Widziałyśmy z zewnątrz pałac papieży (robi wrażenie). Do środka nie wchodziłyśmy, bo jeśli miałabym ciągać wózek z Noeme po tych wszystkich starożytnych schodach, to do dzisiaj bym się pewnie po tej przygodzie nie ruszała. Za to na sławetny most weszłyśmy wszystkie, a co poniektórzy nawet tańczyli (no, zgadnijcie, kto tańczył na moście w Avignon...)** Zostało to nawet uwiecznione filmikiem, którego wrzucę na chomika, jak mi czas pozwoli. Kiedy wróciłyśmy, zjedliśmy wszyscy razem zwyczajową kolację (pyszną, bo Riszard robił za szefa kuchni), usiedliśmy do picia. Poszłam spać po 2 nad ranem, a "Hallelujah" została ogłoszona hitem wakacji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Dzień 14, środa: &lt;/b&gt;Padłam ze śmiechu, kiedy nasi sąsiedzi obozowi zaczęli przy śniadaniu śpiewać wiadomy utwór. Poczułam się ważna ;) Po śniadaniu pojechałyśmy zwiedzić zamek w les Baux - piękny. Pewnie byłabym w stanie bardziej zachwycać się jego urodą, gdyby nie to, że kilka wieków temu nie przystosowano go do potrzeb dzieci w wózkach i osób niepełnosprawnych. Zmachałam się więc jak dziki osioł. Wycieczkę uratował jednak dla mnie niespodziewany telefon od mojej siostry - rany, jak ja przez ten czas tęskniłam - i za nią i za rozmową po polsku!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THjPUsnSGhI/AAAAAAAAAII/njXX3db5ces/s1600/P8040419.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THjPUsnSGhI/AAAAAAAAAII/njXX3db5ces/s400/P8040419.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;*Na Słowo Honoru - skrót wymyślony niegdyś na potrzeby Kaszalota, na którym wszystko było NSH...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;** &lt;i&gt;Sur le pont d'Avignon - &lt;/i&gt;piosenka znana chyba na całym świecie - tam tańczą wszyscy i w kółko. Ja nie miałam "wszystkich", bo J. kręciła filmik, a A. akurat była obrażona na świat. W kółko tańczyłam więc walca, a w miejscu (bo stwierdziłyśmy, że walc się nie nagrał) - coś innego.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-8536904619607732571?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/8536904619607732571/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/juz-blizej-slimaka.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8536904619607732571'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8536904619607732571'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/juz-blizej-slimaka.html' title='Już bliżej ślimaka...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THjOvTXANUI/AAAAAAAAAH4/F5d1fPO6E-U/s72-c/IMG_3383.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-7871760445287509845</id><published>2010-08-27T20:53:00.000+02:00</published><updated>2010-08-27T20:53:28.392+02:00</updated><title type='text'>Brzydki itd.</title><content type='html'>Dobrze, wracam do Francji, bo patrząc za okno aż się chce słońce i morze powspominać...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THgIUyMbMVI/AAAAAAAAAHY/mNqA4ycR6Xk/s1600/P7300342.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THgIUyMbMVI/AAAAAAAAAHY/mNqA4ycR6Xk/s320/P7300342.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Dzień 9, piątek: &lt;/b&gt;Jeannette i Annique miały pojechać do Aix na jakiś wypasiony plac zabaw, ale popsuł się samochód i spędziłyśmy leniwe popołudnie na basenie. Wieczorem natomiast zjedliśmy wielką, pyszną wspólną kolację razem z rodziną Lizette i ich przyjaciółmi - Kees'em i Ninke i ich dwoma synami. Naszym wkładem w posiłek były zrobione przeze mnie naleśniki - szkoda tylko, że dzieci zjadły wszystkie, nim dorośli zdążyli spróbować. Co mnie ucieszyło bardzo, to fakt, że Kees i Ninke przywieźli ze sobą gitarę i pozwalali na niej grać. Chwyciłam więc dawno niewidziany instrument i zagrałam oraz zaśpiewałam jedyną piosenkę po angielsku, którą znam na pamięć. O dziwo - spodobało im się i kazali mi bisować kilka razy w ciągu całego wieczoru. Udało mi się więc odczarować "Hallelujah" i zyskać miłe wspomnienia na jej temat!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THgIiJFFhEI/AAAAAAAAAHg/yJGiudAtsaY/s1600/P7300332.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THgIiJFFhEI/AAAAAAAAAHg/yJGiudAtsaY/s320/P7300332.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Dzień 10, sobota: &lt;/b&gt;Jeannette i Annique pojechały do Marsylii - jedna do przyjaciół, druga do taty, a ja zostałam z Noeme na gospodarstwie. Nowi znajomi postanowili jednak nie dać mi się nudzić, co zaowocowało zacieśnieniem więzów. Ich dzieci na mój widok śpiewały "Hallelujah" :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THgI6leEHaI/AAAAAAAAAHo/IX7fyLbqeWU/s1600/IMG_3274.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THgI6leEHaI/AAAAAAAAAHo/IX7fyLbqeWU/s320/IMG_3274.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Dzień 11, niedziela: &lt;/b&gt;Coraz bardziej lubię Riszardów i Keesów - po wspólnej kawie i lunchu wierzę, że oni mnie też, chociaż nie wiem za co. Wieczorem wróciły J. i A. i przywiozły tatę Annique, który rozłożył swój namiot na tym samym kempingu. W nocy była wieeeelka burza - tego się nie spodziewał nikt.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-7871760445287509845?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/7871760445287509845/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/brzydki-itd.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/7871760445287509845'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/7871760445287509845'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/brzydki-itd.html' title='Brzydki itd.'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/THgIUyMbMVI/AAAAAAAAAHY/mNqA4ycR6Xk/s72-c/P7300342.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-4744278665473662586</id><published>2010-08-25T14:57:00.001+02:00</published><updated>2010-08-28T14:09:58.610+02:00</updated><title type='text'>Dziwny jest ten świat...</title><content type='html'>To taki mały przerywnik w mojej relacji na temat Francji - po prostu muszę. Ostatni tydzień pełen był emocji, zdarzeń, spotkań z tymi, za którymi tęskniłam od dawna i tym, za którym zaczęłam tęsknić teraz. Brakowało w nim snu i czasu na myślenie - wykorzystywałam każdą minutę, skoro było tych minut tak mało (tylko ok. 10080). Teraz czas na nowo przyzwyczaić się do holenderskiego trybu życia, do obcego języka na ulicach i w domu, do niemożności przytulenia najbliższych (chociaż przytulanie tu obecnych też jest miłym zajęciem). Dziwne jest życie i dziwny jest świat - pełen trudnych wyborów (nie tylko w polityce) i rozdarć, kiedy już tych wyborów dokonamy. W każdym razie tydzień spędzony w Polsce będę wspominać jeszcze długo i oczekiwać kolejnego (21-28. 09.) jeszcze niecierpliwiej niż do tej pory.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niespodzianek na ten rok wystarczy - minę mamy, kiedy zobaczyła mnie znienacka w swoim domu warto byłoby uwiecznić, niestety nie dałam rady. A emocji i myśli, które przelatują przez głowę i tak wszystkich uwiecznić się nijak nie da - chociaż próbuję ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dziękuję każdemu, komu chciało się ze mną pogadać, spotkać, pośmiać i potańczyć (chociaż niektórych trzeba było zmuszać do tańca siłą ;) ). Dziękuję za te wszystkie relacje, które trwają mimo odległości. I za wytrwałość tych, co dobrnęli do końca rzewnego posta. Następny będzie lżejszy i znów o Francji.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-4744278665473662586?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/4744278665473662586/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/dziwny-jest-ten-swiat.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4744278665473662586'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4744278665473662586'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/dziwny-jest-ten-swiat.html' title='Dziwny jest ten świat...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-2519722729179906519</id><published>2010-08-17T11:34:00.000+02:00</published><updated>2010-08-17T11:34:00.219+02:00</updated><title type='text'>Brzydki prosiak w bucie, czy jakoś tak...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpXDMlNJZI/AAAAAAAAAHQ/SPFE4-nxEjo/s1600/IMG_3281.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpXDMlNJZI/AAAAAAAAAHQ/SPFE4-nxEjo/s400/IMG_3281.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpWuWOVUMI/AAAAAAAAAGw/LxeYXLw_NP0/s1600/IMG_3296.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpWuWOVUMI/AAAAAAAAAGw/LxeYXLw_NP0/s320/IMG_3296.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Dzień 8, czwartek: &lt;/b&gt;Jeannette bardzo chciała, żebym zobaczyła tu jak najwięcej, więc załatwiła mi wycieczkę do Marsylii. Moją przewodniczką została Janka, którą poznałam na urodzinach J. Tak więc mam dzień wolny i jadę do miasta, w którym urodził się Edmunt Dantes! Pododbno mówi się, ża Marsylię można pokochać albo znienawidzić. Ja za mało ją poznałam, żeby powiedzieć cokolwiek w tej materii... No, może jednak mam jakieś ciepłe uczucia, ale miłość musi dojrzewać a moja nie miała na to czasu. W każdym razie na początek Janka zaprowadziła mnie do najwyższego starego punktu w Marsylii - kościoła Notre Dame de la Garde - Matki Bożej Strażniczki. Na wieży kościoła znajduje się bowiem wielka złota figura NMP, która wskazywała drogę żaglarzom. Sam kościół jest nieco zbyt przeładowany ozdobami i turystami jak dla mnie. Na uwagę jednak zasługuje na pewno ściana wypełniona obrazami przedstawiającymi statki i podziękowaniami za opiekę nad nimi oraz zwiasające z sufitu modele statków i łodzi. Oraz - oczywiście - przykościelny teraz z widokiem na całą Marsylię - piękny! Kiedy już skończyłyśmy oglądać ten kościół, udałyśmy się na dół i, w ramach fanaberii, weszłyśmy do mijanego właśnie opactwa. Fanaberie mogą służyć człowiekowi - kościół przepiękny, romański, cichy i chłodny - czułam się, jakbym się cofnęła o tysiąc lat... Najstarsze elementy - sarkofagi - pochodziły z V w n.e. No i ludzi prawie wcale - poza nami - nie było, mogłam się więc nawet przez chwilę pomodlić. Poza kościołami udało nam się zaliczyć skep z butami (udało mi się rozwalić dwie pary i nie miałam już w czym chodzić) i kawiarenkę internetową. Wtedy też zapałałam szczerą niechęcią do francuskiej klawiatury, na której niemal wszystkie literki oraz znaki przestankowe są poprzestawiane. Fuj! Oraz szczerą sympatią - jeszcze większą niż do tej pory - do Francuzów, którzy potrafią kobietę (w sensie: mnie) zaczepić na ulicy tylko po to, żeby powiedzieć jej, że jest piękna. Janka twierdzi, że po jakimś czasie to zachowanie może się znudzić, a po jeszcze dłuższym czasie zaczyna wkurzać. Ja byłam tam krótko, więc pozostałam przy fazie zachwytu. Jaka to miła odmiana po moim "szarym charakterze"!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpW1SvtLgI/AAAAAAAAAHA/8PJ83xCOYb4/s1600/IMG_3318.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpW1SvtLgI/AAAAAAAAAHA/8PJ83xCOYb4/s320/IMG_3318.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kiedy koło 14.00 Janka musiała wracać do swoich spraw, ja wybrałam się na wyspę, której nazwy nie pamiętam. Mijaliśmy jednak naszą jednostką pływającą zamek If - ten w którym Dantes przesiedział 14 lat. Robi wrażenie! Następnym razem tam wysiądę i zwiedzę. "Moja" wyspa też była piękna, ze skałami, na które mogłam wejść w moich nowych klapkach (przeżyły, na szczęście), cudnymi widokami i sympatycznymi kawiarniami. Sama podóż też była świetna - łódź (czy statek - nie znam się) pruła wodę bardzo szybko, fale były wielkie, gdyż wiał silny wiatr i czułam się jak na roller coasterze - mniam!&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpW7rPohCI/AAAAAAAAAHI/AVwYQp4oJZU/s1600/IMG_3344.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpW7rPohCI/AAAAAAAAAHI/AVwYQp4oJZU/s320/IMG_3344.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpWxJQ99jI/AAAAAAAAAG4/w2Mj4svD39g/s1600/IMG_3286.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpWxJQ99jI/AAAAAAAAAG4/w2Mj4svD39g/s320/IMG_3286.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kiedy wróciłam na kemping byłam wykończona, ale usatysfakcjonowana. Marsylia wymaga bardziej dogłębnego poznania i zamierzam kiedyś tam wrócić.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-2519722729179906519?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/2519722729179906519/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/brzydki-prosiak-w-bucie-czy-jakos-tak.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2519722729179906519'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2519722729179906519'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/brzydki-prosiak-w-bucie-czy-jakos-tak.html' title='Brzydki prosiak w bucie, czy jakoś tak...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpXDMlNJZI/AAAAAAAAAHQ/SPFE4-nxEjo/s72-c/IMG_3281.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-6546897010798259322</id><published>2010-08-09T23:25:00.002+02:00</published><updated>2010-08-17T11:15:11.278+02:00</updated><title type='text'>Brzydki prosiak i ślimak w bucie, czyli jak to we Francji było... cz. 2 (zdjęcia wkleję później)</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;Dzień 4, niedziela: &lt;/b&gt;Przyzwyczajamy się do życia obozowego. Jeannette chce kupić dla mnie nowy namiot, ale w niedzielę to raczej trudne - muszę więc poczekać, wymyślając coraz to nowe sposoby wchodzenia i wychodzenia z tego zepsutego. To nawet całkiem ciekawe zajęcie. J. jest osobą towarzyską i ma mnóstwo znajomych w Marsylii - dziś odwiedza nas jedna z jej przyjaciółek z chłopakiem. On też - podobnie jak wcześniej pani w Chateau i Frederick - chwali się swoją znajomością polskiego. Tym razem jest to "żubrówka". Jestem pod coraz większym wrażeniem południowych Francuzów - czarujący ludzie!&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;Dzień 5, poniedziałek: &lt;/b&gt;Odnaleziona szczęśliwym zbiegiem okoliczności kuzynka Jeannette (okazało się, że owa Lizette razem z mężem i 4 dzieci mieszka dwa namioty od nas) wybiera się z rodziną na plażę, nad morze. Zabieramy się razem z nimi - oni znają drogę, więc się podczas tej godzinnej jazdy nie gubimy. Na miejscu wieje jednak taki wiatr, że tylko witam się z daleka z pierwszy raz widzianym Morzem Śródziemnym i wracamy na kemping. Po drodze udaje nam się kupić namiot dla mnie. Z klimatyzacją!&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpSxvvf3XI/AAAAAAAAAGo/H-bKA5Nmh1I/s1600/P7270275.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpSxvvf3XI/AAAAAAAAAGo/H-bKA5Nmh1I/s320/P7270275.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;urodzinowe naleśniki i my :)&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;b&gt;Dzień 6, wtorek: &lt;/b&gt;Urodziny Jeannette. Bardzo mi zależało, żeby czuła się tego dnia naprawdę jak najlepiej. Wstałam więc wcześnie, udekorowałam nasz kawałek obozu kolorowymi flagami i pobiegłam do Lizette po zamówione zakupy - kwiaty i składniki na naleśniki. J. bardzo się ucieszyła z prezentów i z naleśników. Powiedziała, że od bardzo dawna nie obchodziła takich urodzin, a ja poczułam się świetnie. Po południu przyszło więcej gości - znajomych J., a wieczorem przyjechała Janka, była opiekunka dziewczynek. Zostawiłam je, żeby sobie pogadały, a sama poszłam na spacer. Zaliczyłam spotkanie z wkurzonymi pieskami (z 7 ich było, raczej takich większych i wcale nie były przyjazne) i przeszłam szybki kurs francuskiego. Na szczęście wyszłam z tej przygody z życiem, ale na dłuższe spacery juz się nie wybierałam.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpSPYuk6EI/AAAAAAAAAGg/utE7zH7q9y8/s1600/P7280312.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpSPYuk6EI/AAAAAAAAAGg/utE7zH7q9y8/s320/P7280312.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;b&gt;Dzień 7, środa: &lt;/b&gt;Tym razem wybrałyśmy się nad morze same (reszta pojechała wcześniej), więc oczywiście się zgubiłyśy po drodze. Kiedy już jednak udało nam się dotrzeć na miejsce, to świetnie się bawiłyśmy. Mistral się nieco uspokoił i udało mi się wejść do tego upragnionego morza. Po dniu spędzonym na plaży, zjedzeniu kolacji i położeniu dziewczynek spać, postanowiłam wziąć udział w życiu pola kempingowego. Zwłaszcza, że miały być tego wieczoru międzynarodowe Scrabble - ciekawa ich byłam niesamowicie. Udało mi się przekonać Richarda, męża Lizette, żeby poszedł ze mną, bo samej to niefajnie. Poszedł i nie żałował, bo nasza drużyna wygrała. Dzięki słowu polskiemu (bo mogłam układać polskie słowa!) "zim", umieszczonemu w odpowiednim miejscu. Ha!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-6546897010798259322?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/6546897010798259322/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/brzydki-prosiak-i-slimak-w-bucie-czyli_09.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/6546897010798259322'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/6546897010798259322'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/brzydki-prosiak-i-slimak-w-bucie-czyli_09.html' title='Brzydki prosiak i ślimak w bucie, czyli jak to we Francji było... cz. 2 (zdjęcia wkleję później)'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TGpSxvvf3XI/AAAAAAAAAGo/H-bKA5Nmh1I/s72-c/P7270275.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-8646521441490072467</id><published>2010-08-08T17:01:00.000+02:00</published><updated>2010-08-08T17:01:42.919+02:00</updated><title type='text'>Brzydki prosiak i ślimak w bucie, czyli jak to we Francji było...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Wszystkiego napisać mi się raczej nie uda, więc napiszę skrótowo i na raty, a w późniejszych postach najwyżej rozwinę...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;Dzień 1, czwartek&lt;/b&gt;: wyjeżdżamy na spotkanie przygody. Bez GPSa, bo w sklepie z GPSami minęli się z prawdą i J. nie wgrała francuskiej mapy wystarczająco wcześnie. Robię więc za co-pilota, co samo w sobie jest przygodą. Dla wszystkich. Po zabawnym nieporozumieniu dotyczącym widelca na drodze*, dojeżdżamy do Chateau - bardzo sympatycznego B&amp;amp;B i, wykończone, idziemy spać.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TF7FXPxDyiI/AAAAAAAAAGI/ECBQsOkfaYo/s1600/IMG_3246.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TF7FXPxDyiI/AAAAAAAAAGI/ECBQsOkfaYo/s320/IMG_3246.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;Dzień 2, piątek: &lt;/b&gt;Po przepysznym śniadaniu w stylu fracuskim (świeżutkie i prosto z pieca &lt;i&gt;croissanty &lt;/i&gt;z dżemem bądź miodem, pyszna kawa) rozmowa z gospodynią potoczyła się w kierunku mojego ukochanego polskiego języka. Okazało się, że pani domu potrafi powiedzieć "dzień dobry" oraz - całkiem dla mnie niespodziewanie - "jestem wielkim, brzydkim prosiakiem". Nie jest, ale śmialiśmy się wszyscy. Po śniadaniu i kąpieli w basenie ruszamy w dalszą drogę - na przedmieścia Marsylii do znajomych Jeannette i Annique. Niestety, mapa jest niedokładna, a opis wydrukowany z googlemaps zbyt niedokładny (albo zbyt dokładny) i się gubimy. Frederick, znajomy J., wyjeżdża po nas i eskortuje do Alloche. A potem serwuje taką kolację, że będę wspominała ją jeszcze długo.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TF7FgIyT3aI/AAAAAAAAAGQ/d-7DjFiOD4k/s1600/IMG_3253.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TF7FgIyT3aI/AAAAAAAAAGQ/d-7DjFiOD4k/s320/IMG_3253.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;b&gt;Dzień 3, sobota: &lt;/b&gt;I znów pyszne jedzenie + prawdziwy szampan jako aperitif. Gospodarze są mistrzami świata w gospodarzowaniu (Frederick dzieli się ze mną swoją znajomością polskich słówek - takich jak "piwo", "wino", "wódka" i "dziękuję", a ja odpłacam się tym samym po francusku, Olga natomiast przełamuje się i rozmawia ze mną po polsku, choć wstydzi się swojego francuskiego akcentu), a ja spodziewam się, że za takim jedzeniem jak we Francji będę strasznie tęsknić po powrocie do Holandii. Mój słownik wzbogacił się o znaczenie słowa "cykada". Powyżej 25 stopni Celsjusza grają te robaczki niezmordowanie, czyli właściwie przez cały dzień. Po obiedzie (palce lizać) i deserze (francuskie sery + kolejne słowo w słowniku: "pitaja" - mniam!) jedziemy na nasz kemping i oczywiście znowu błądzimy. Annique już nie pyta, czy daleko jeszcze, tylko czy znów zabłądziłyśmy. W końcu pod wieczór udaje nam się dotrzeć do Eyguiliers i rozbić namioty. Szkoda tylko, że w moim nie działa suwak.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;* angielskie &lt;i&gt;fork &lt;/i&gt;oznacza widelec, w odniesieniu do drogi jednak - rozwidlenie. Tego nie wiedziałam i szukałam wielkiego znaku widelca na wiejskiej drodze. Cóż, przynajmniej się uśmiałyśmy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-8646521441490072467?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/8646521441490072467/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/brzydki-prosiak-i-slimak-w-bucie-czyli.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8646521441490072467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8646521441490072467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/08/brzydki-prosiak-i-slimak-w-bucie-czyli.html' title='Brzydki prosiak i ślimak w bucie, czyli jak to we Francji było...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TF7FXPxDyiI/AAAAAAAAAGI/ECBQsOkfaYo/s72-c/IMG_3246.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-1160221569201594414</id><published>2010-07-21T22:01:00.000+02:00</published><updated>2010-07-21T22:01:51.512+02:00</updated><title type='text'>Francjo, nadchodzę!</title><content type='html'>Plecak spakowany, jedzenie prawie przygotowane, życzenia miłych wakacji wysłuchane. A jutro rano - witaj przygodo! Zarówno Jeannette jak i ja jesteśmy niesamowicie podekscytowane tą wyprawą. Ja - bo pierwszy raz w życiu zobaczę Morze Śródziemne i będę testować nowe (pierwsze w życiu) bikini. Jeannette pierwszy raz od dawna jedzie na kemping i zobaczy dawno niewidzianych przyjaciół z Francji. Annique nie może się doczekać spania pod namiotem, a Noeme milczy tajemniczo. Myślę jednak, że też się cieszy - w końcu bardzo lubi być na świeżym powietrzu. No, czego jak czego, ale tego jej nie zabraknie. Współczuję tylko Jeannette, że będzie przez cały czas sama prowadziła samochód - nigdy wcześniej tak nie żałowałam, że nie mam prawa jazdy! Jest to punkt pierwszy na mojej liście rzeczy do zrobienia po powrocie do Polski. Na razie jednak nie myślimy o powrotach, tylko o wyjazdach - komputera nie biorę, bo to by było zaprzeczenie idei kempingu. Jest tam jednak podobno internet i pewnie są ludzie z komputerami, więc jeśli nie wytrzymam w abstynencji, to coś napiszę :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tymczasem: &lt;i&gt;Au revoir!&lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-1160221569201594414?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/1160221569201594414/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/07/francjo-nadchodze.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1160221569201594414'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1160221569201594414'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/07/francjo-nadchodze.html' title='Francjo, nadchodzę!'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-6603798339727258103</id><published>2010-07-20T12:13:00.000+02:00</published><updated>2010-07-20T12:13:36.085+02:00</updated><title type='text'>ach, ta atmosfera...</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TEV1_EqZCqI/AAAAAAAAAFk/71J1YM-dyjo/s1600/IMG_3232.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TEV1_EqZCqI/AAAAAAAAAFk/71J1YM-dyjo/s320/IMG_3232.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;W maju całe centrum Tilburga na jeden weekend zamieniało się w jeden wielki pchli targ - świetne przeżycie, jak już kiedyś pisałam. A teraz, przez 10 dni (od ubiegłego piątku do najbliższej niedzieli) zamieniło się w jeden wielki lunapark. Kurczę, nie wyobrażam sobie żeby na 10 dni zablokować centrum Warszawy po to, żeby ustawić wielkie karuzele, diabelskie młyny i rollercoastery. Prawda jednak, że Warszawa jest dużo większa od Tilburga i jest stolicą - w Amsterdamie pewnie też by tego nie zrobili. Cieszę się więc, że nie jestem w Amsterdamie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TEV2T_rlqnI/AAAAAAAAAF0/RLJeD6EP5pA/s1600/IMG_3237.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TEV2T_rlqnI/AAAAAAAAAF0/RLJeD6EP5pA/s320/IMG_3237.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Planowałam odwiedzić to ogromne wesołe miasteczko w ubiegłą niedzielę z koleżanką - nie mogłam się doczekać tego dnia. Niestety, koleżanka nie mogła przyjechać. Trochę mi to pokrzyżowało plany, bo pójście w takie miejsce samemu to coś zupełnie innego niż wspólna zabawa. Nic to - byłam zdeterminowana, bo takie wydarzenie ma miejsce tu tylko raz w roku i wszyscy mocno je zachwalają. Wsiadłam więc wieczorem (oczywiście, po zmroku atmosfera jest jeszcze lepsza niż w dzień) na rower i popedałowałam w kierunku centrum. Ciągle trochę smutna, że znów bez towarzystwa, wmieszałam się w tłum ludzi zmierzających w różnych kierunkach, przyglądających się tym, którzy pozwalali różnym maszynom robić ze sobą straszne rzeczy (w moim przypadku wystarczało często samo patrzenie na te megaszybkie karuzele trzęsące ludźmi w górę, dół, na boki i na ukos - normalnie i do góry nogami). Z czasem jednak zaczęłam chłonąć atmosferę imprezy wszystkimi zmysłami i pomyślałam, że to wcale nienajgorzej, że jestem tu sama. Weszłam do domu strachów, który mnie nieco rozczarował - nie liczyłam na to, że coś mnie tam przestraszy, ale bardzo lubię takie miejsca, od kiedy odwiedziłam 10 lat temu Disneyland pod Paryżem. Cóż, w Disneylandzie było to lepiej zrobione. Wrażenie z tutejszej straszącej atrakcji uratował na szczęście facet z piłą mechaniczną, któremu udało się mnie przestraszyć. Nie żałowałam więc wydanych na to €4.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TEV2OSqjV7I/AAAAAAAAAFs/ClkBADgK85Y/s1600/IMG_3241.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TEV2OSqjV7I/AAAAAAAAAFs/ClkBADgK85Y/s320/IMG_3241.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Jako że kiedyś miałam całkiem niezłego cela, poszłam postrzelać do puszek - chyba wzrok mi się popsuł. W każdym razie jako nagrodę pocieszenia dostałam pluszowego kwiatka i zrobiło mi się miło. Wizyta w lunaparku bez waty cukrowej by się nie liczyła, więc kupiłam najmniejszą możliwą różowo-żółtą (rozmiar S był ogromny - boję się myśleć, jak wyglądały większe) i jeszcze mocniej poczułam tę atmosferę wesołego miasteczka. Zajadając więc przysmak dzieciństwa dotarłam do części w stylu retro - z  wolnymi kolejkami, mało skomplikowanymi karuzelami i huśtawkami w kształcie statków. Tam podobało mi się najbardziej. Wsiadłam więc na staromodną latającą karuzelę i rozkoszowałam się przejażdżką z akompaniamentem w rytmie walca. Achhhh! Pięknie było. Rozumiem teraz już, dlaczego niektórzy ludzie przez cały rok zbierają kasę na tę imprezę (niestety, większość atrakcji jest dość droga). Ja na szczęście niekoniecznie chciałam korzystać z wszystkich tych machin i wystarczała mi rola widza, więc udało mi się nie przekroczyć mojego limitu. Sama zaś otoczka całego wydarzenia - smaki, zapachy, widoki i dźwięki - bezcenne.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-6603798339727258103?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/6603798339727258103/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/07/ach-ta-atmosfera.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/6603798339727258103'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/6603798339727258103'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/07/ach-ta-atmosfera.html' title='ach, ta atmosfera...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TEV1_EqZCqI/AAAAAAAAAFk/71J1YM-dyjo/s72-c/IMG_3232.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-4570194753369613879</id><published>2010-07-16T23:51:00.001+02:00</published><updated>2010-07-20T12:15:05.968+02:00</updated><title type='text'>lubię podróże małe i duże</title><content type='html'>Tydzień za tygodniem leci z prędkością zastraszającą - czasem zastanawiam się, gdzie ten cały czas się podziewa... No i jeszcze tylko kilka dni i... &lt;i&gt;Wakacje, znów będą wakacje&lt;/i&gt;... Tak, wiem, że w Polsce są już od jakiegoś czasu, ale tu dopiero za tydzień. Dla Annique zaczną się chwilę wcześniej, bo jej mama chce uniknąć korków w naszej&amp;nbsp; drodze do Francji. Wyjeżdżamy w najbliższy czwartek, wracamy 8 sierpnia. Oznacza to najprawdopodobniej brak wpisów w tym czasie - w końcu na kemping nie jedzie się po to, żeby siedzieć przed komputerem. Swój stary dobry papierowy pamiętnik jednak wezmę i jeśli nie będę tak opieszała w pisaniu, jak zwykle jestem, to część przeżyć zapewnę przepiszę komputerowo i umieszczę tu. Ach, nie mogę się już doczekać tego wyjazdu, chociaż wizja południowofrancuskich upałów nieco mnie przeraża!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zawsze lubiłam podróże, zawsze o nich marzyłam i zawsze gdzieś z tyłu głowy kołatała się myśl, że na marzeniach się skończy. Odkąd jednak udało mi się tu przyjechać, mam wrażenie, że większość rzeczy, która nas ogranicza w spełnianiu marzeń i ambicji siedzi w głowie. A przesuwanie tych granic - to dopiero frajda. Leżąca dodatkowo w naszych możliwościach! Dlatego się nie boję tego wyjazdu do Francji (poza upałami). I dlatego zastanawiam się nad zwariowanym pomysłem nauki przez ten rok jeszcze dodatkowo hiszpańskiego, żeby w sierpniu przyszłego roku pojechać do Hiszpanii na Światowe Dni Młodzieży jako wolontariuszka. Oraz już się zastanawiam, jak wszystko zorganizować, żeby skorzystać z zaproszeń w różne zakątki świata kilku poznanych tutaj au pair. I już się cieszę. A, no i coraz bardziej serio myślę o powrocie do Polski w maju na rowerze. Zajmie mi to ze dwa tygodnie, ale jakie przeżycie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczyma wyobraźni widzę też siebie na słoniu w Tajlandii (Jeannette opowiadała mi o takiej swojej przygodzie - ja też chcę!), na wielbłądzie w Izraelu i w okolicach kangura w Australii. Obawiam się, że jeśli by mi zaproponowano miejsce na promie kosmicznym, to też bym na niego wsiadła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A z drugiej strony widzę siebie w domku z ogródkiem i kominkiem (koniecznie) - z wnukami na kolanach i siwiutkim mężem na sąsiednim fotelu. Z kolejnymi wnukami na kolanach. I pewnie jakoś by się dało te wszystkie marzenia pogodzić. Pewnie trzebaby podejmować mnóstwo trudnych decyzji. Co chwila. Ale czy nie o to chodzi w życiu? W rozwijaniu się? Gdyby tak się cofać przed podejmowaniem decyzji, czekając aż problem sam się rozwiąże - to tak jakby nie żyć, prawda? A ja kocham żyć. Bo życie jest piękne* :) &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze wracając do podróży - tak sobie ostatnio pomyślałam, że najbardziej fascynującą wycieczką jest taka wgłąb siebie i w kierunku drugiego człowieka. Ja na przykład nie przestaję siebie zaskakiwać, a tym bardziej zaskakują mnie inni ludzie. I ciągle przekraczam jakieś granice, ciągle staram się doświadczyć czegoś nowego (mania pierwszych razów) albo inaczej popatrzeć na stare. I stale zachwyca mnie to, że drugiego człowieka można poznawać przez całe życie i nigdy do końca nie poznać. Bo ten, no... &lt;i&gt;Pantha rei, &lt;/i&gt;czy jakoś tak** ;) Może i ten rodzaj podróży wymaga więcej wysiłku, ale za to nie trzeba mieć na nie ani grosza ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;* &lt;i&gt;Het leven is mooi&lt;/i&gt; - mam nadzieję Marto, że to czytasz i doceniasz to tłumaczenie, choć mocno spóźnione ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;** Pozdrowienia dla wszystkich filozofów i filozofów &lt;i&gt;in spe &lt;/i&gt;:) Czasem naprawdę żałuję, że rzuciłam te pasjonujące studia... Może kiedyś uda mi się wrócić.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-4570194753369613879?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/4570194753369613879/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/07/lubie-podroze-mae-i-duze.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4570194753369613879'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4570194753369613879'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/07/lubie-podroze-mae-i-duze.html' title='lubię podróże małe i duże'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-2713853960500606768</id><published>2010-07-11T12:07:00.000+02:00</published><updated>2010-07-11T12:07:46.355+02:00</updated><title type='text'>straszne strachy, czyli wszystkiego po trochu</title><content type='html'>Upały ostatnio męczą i nas tutaj i Was tam - wszystko ok, ale 35 stopni przez kilka dni pod rząd to stanowcza przesada. Walczymy ze skutkami upału jak możemy, stałyśmy się pod tym względem kreatywne i bezwzględne. Pierwszym krokiem było postawienie w moim pokoju wentylatora. Jeannette zastanawiała się, czy nie kupić więcej, kupiła tylko jeden, a potem żałowała. Dostać obecnie wentylator w sklepie - bezcenne. I niemal niemożliwe. Tydzień po pierwszym zakupie jednak udało jej się nabyć następne dwa. Bo weszła do sklepu jako pierwsza, tuż po dostawie. Nie chcę sobie wyobrażać, czy musiała o nie walczyć z innymi spragnionymi powietrza - nic w każdym razie na ten temat nie mówi. W ciągu 5 minut cudowne to urządzenie było znów niedostępne. No, ale za to my się cieszymy sztucznym wiatrem w mieszkaniu - super. Druga rzecz to spryskiwacz do kwiatów przy łóżku - świetna rzecz tak się spryskać chłodną wodą od czasu do czasu - stanowczo polecam!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TDmV6Xic53I/AAAAAAAAAFU/gUXHabvaBrY/s1600/IMG_3077.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TDmV6Xic53I/AAAAAAAAAFU/gUXHabvaBrY/s320/IMG_3077.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Poprzednią sobotę spędziliśmy z kilkoma innymi au pair w Utrechcie - piękne miasto. Poznajemy się coraz lepiej i nie przestajemy się nawzajem zadziwiać. Na przykład u Mai zadziwia mnie to, że tak bardzo dziewczyna się boi podróżować - kiedy miała wsiąść sama do pociągu do Tilburga i wysiąść na odpowiedniej stacji, nie mogła spać ze zdenerwowania całą noc. Jestem z niej jednak dumna, bo nie stchórzyła, tylko zacisnęła zęby i przyjechała. Wujek Google mówi, że to się nazywa dromofobia. Może i tak, ale znajomość nazwy niewiele pomaga. Ciekawe, czy przez ten rok uda nam się ją chociaż trochę z tego wyleczyć - w końcu podróżujemy niemal co tydzień w inne miejsce. Kompletnie inaczej ze swoim strachem radzi sobie Tim - ma okropny lęk wysokości, w związku z czym &lt;span id="goog_2066499995"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_2066499996"&gt;&lt;/span&gt;skakał na bungee, wspinał się na rusztowania remontowanych budynków, a w Utrechcie wlazł z nami na najwyższą wieżę kościelną w Holandii (o ile dobrze zrozumiałam przewodnika - wieża w każdym razie była wysoka bardzo). Wieczorem natomiast wynajęliśmy kajak i pływaliśmy kanałami - piękna przygoda. Tyle że wtedy już się ochłodziło, a mądra Agata nie wzięła ze sobą żadnego okrycia wierzchniego. Jako że sukienka na ramiączka nie chroni specjalnie ani przed wodą ani przed chłodem, cały następny tydzień chodziła osłabiona, zakatorzona i kaszląca. Teraz trochę przechodzi, ale jeszcze niezupełnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TDmWpqvu5_I/AAAAAAAAAFc/0rSSAE0dR6U/s1600/IMG_3110.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TDmWpqvu5_I/AAAAAAAAAFc/0rSSAE0dR6U/s320/IMG_3110.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;Swoją drogą ciekawe jak ja powinnam walczyć ze swoim strachem przed upałem we Francji... Jedziemy bowiem już za niecałe dwa tygodnie i jeśli ma być tam tak gorąco, jak tu teraz, to... brr - strach nawet pomyśleć! Dobrze, że samochód ma klimatyzację...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A co do klimatyzacji, to wczorajszy dzień (kolejne spotkanie z nowymi przyjaciółmi, tym razem z Den Bosch i wycieczka nad rzekę) pobił rekord - jazda nieklimatyzowanym autobusem to tortura, którą szczególnie ciężko znoszę. Chcąc wyartykułować po angielsku moje odczucia zamierzałam powiedzieć, że potrzebuję oddychać (&lt;i&gt;breathe&lt;/i&gt;), ale tutaj się nie da. Mój akcent pozostawia jednak wiele do życzenia, więc ostatecznie powiedziałam, że chcę się rozmnażać (&lt;i&gt;breed&lt;/i&gt;), ale tu się nie da. Angielskojęzyczny Tim najpierw parsknął śmiechem, a potem wytłumaczył mi różnicę. Fajnie tak uczyć się na własnych błędach ;) W każdym razie ostatecznie dojechaliśmy do właściwego przystanku, doszliśmy nad wodę i zajęliśmy sie pokonywaniem strachu Mai przed wodą w ogóle i pływaniem w szczególności. Jeszcze będziemy nad tym pracować ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-2713853960500606768?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/2713853960500606768/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/07/straszne-strachy-czyli-wszystkiego-po.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2713853960500606768'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2713853960500606768'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/07/straszne-strachy-czyli-wszystkiego-po.html' title='straszne strachy, czyli wszystkiego po trochu'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TDmV6Xic53I/AAAAAAAAAFU/gUXHabvaBrY/s72-c/IMG_3077.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-2360205421658634595</id><published>2010-07-06T16:15:00.000+02:00</published><updated>2010-07-06T16:15:29.681+02:00</updated><title type='text'>życie domowe - czyli mam szczęście</title><content type='html'>Szczęściara ze mnie, naprawdę. Kiedy posłuchałam historii innych au pair o ich rodzinach goszczących, wrażenie to się tylko &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;zwielokrotniło&lt;/span&gt;. Bo nie dość, że &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Jeannette&lt;/span&gt; jest niesamowicie ciepłą, &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;inteligentną&lt;/span&gt; i otwartą osobą, to jeszcze mnie lubi. I ma do mnie zaufanie i dba o moje potrzeby nawet wtedy, kiedy ja o nich zapominam. Na przykład dzisiaj - ze względu na moje osłabienie - zabroniła mi pracować fizycznie. Za to kazała odpoczywać. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niektórzy myślą, że jestem lub byłam zła na moją &lt;i&gt;host &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;mother&lt;/span&gt;&lt;/i&gt; (matkę goszczącą), że swojego czasu wyjechała na tydzień z &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Annique&lt;/span&gt; na Korsykę, zostawiając mnie samą z &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Noeme&lt;/span&gt;. Nic bardziej błędnego. Pierwszego mojego dnia tutaj opowiedziała mi o takiej możliwości i poprosiła, żebym się zorientowała, czy dam radę. Kompletnie bez presji - miałam się zastanowić, a jeśli stwierdzę, że to dla mnie za trudne, czy że nie chcę tego zrobić, zrezygnuje z wyjazdu i zrozumie. Myślałam więc o tym przez dwa tygodnie, przyglądałam się &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;funkcjonowaniu&lt;/span&gt; &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Noeme&lt;/span&gt;, naszym wzajemnym relacjom i stwierdziłam, że dam radę. Zwłaszcza, że J. naprawdę potrzebowała wakacji. Nawet kiedy w noc przed jej wyjazdem okazało się, że &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Noeme&lt;/span&gt; ma gorączkę, pytała, czy czuję się na siłach, czy na pewno chcę zostać z nią sama. Trochę &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;przestraszona&lt;/span&gt;, ale jednak czułam się na siłach, za to w ogóle nie czułam presji - miałam ciągłe wrażenie, że mogę zrezygnować i nikt nie będzie miał o to do mnie pretensji. J. też zapewniła mi pełne wsparcie ze strony swojej rodziny, znajomych i specjalistów z &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;day&lt;/span&gt;-&lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;care&lt;/span&gt;, byłyśmy w stałym kontakcie - zadbała o wszystko. I mimo że stresowałam się bardzo tym, że dziecko cierpi, bo je ucho boli i że płacze a ja nie bardzo mogę zrobić cokolwiek, nie zmieniłabym tej decyzji. Przeżyłam swoją pierwszą wizytę z dzieckiem u lekarza - i to po angielsku! To zadziwiające, ile człowiek może zrobić, jeśli tylko musi... Albo jeśli uwierzy, że może. W każdym razie, teraz &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Noeme&lt;/span&gt; powoli wychodzi z tej &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;niedyspozycji&lt;/span&gt;, znowu się śmieje i mniej płacze niż w tym pamiętnym tygodniu. Uff.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cieszy mnie to, że w naszych relacjach z &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Schaefferami&lt;/span&gt; panuje wzajemność. Idąc więc za zapamiętanym z dzieciństwa przykładem mojej mamy, przygotowałam dom na ich powrót - sprzątnęłam całość od góry do dołu i z powrotem, upiekłam ciasto, kupiłam kwiaty, ulubione kulki rumowe J. (i moje też...) zrobiłam naleśniki... Żeby pokazać, że cieszę się z ich powrotu. (Moja mama tak zawsze robiła, kiedy wracaliśmy z obozów czy kolonii - dopiero niedawno to doceniłam, ale powroty do domu zawsze dobrze wspominałam.)&lt;br /&gt;I czułam się z tymi przygotowaniami świetnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatni weekend też pokazał mi, że jestem tu mile widziana - siedziałyśmy z &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Jeannette&lt;/span&gt; w ogrodzie w leniwą sobotę i rozmawiałyśmy. Powiedziała, że do tej pory starała się wyjeżdżać na weekendy, bo nie czuła się tu u siebie. Od kiedy jednak zaczęła robić różne rzeczy dla domu, urządzać ogród i od kiedy ja tu jestem, czuje że ten dom jest właśnie jej. Czuje się bardziej jak w rodzinie. Też dzięki mnie. Chyba nie muszę mówić, jak miło mi się zrobiło... A różne rzeczy dla domu i ogrodu też robimy razem - to świetna zabawa. Montowanie parasoli i półek w szopie (niestety, właśnie w sobotę jedna półka spadła - trzeba będzie wieszać na nowo...) sprawia niemałą frajdę, a satysfakcja, kiedy rzecz jest zrobiona i działa jest niesamowitą nagrodą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oczywiście, nie zawsze jest różowo - zwłaszcza z &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Annique&lt;/span&gt;, która ma 4 lata i różne humory. Czasem wręcz nie może żyć beze mnie, a czasem jest naprawdę niesympatyczna. Na szczęście, im lepiej się znamy, to drugie oblicze pokazuje mi coraz rzadziej. Wczoraj na przykład bardzo zmartwiła się moim stanem (jestem mocno przeziębiona i prawie wcale nie mogę mówić - głównymi dźwiękami, które z siebie wydaję jest kasłanie i smarkanie, od czasu do czasu obrzydliwe skrzeczenie). Wczoraj podczas kolacji &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;uczestniczyłam&lt;/span&gt; w następującej wymianie zdań:&lt;br /&gt;An.: O nie, dlaczego Agata tak mówi?&lt;br /&gt;J.: Bo jest chora.&lt;br /&gt;An.: &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Ueee&lt;/span&gt;, ja nie chcę, żeby Agata była chora!&lt;br /&gt;J.: No to trzeba pomóc jej wyzdrowieć. Przede wszystkim musisz być dla niej baaardzo miła.&lt;br /&gt;An.: Dobrze, będę bardzo miła. Agata powinna leżeć w łóżku.&lt;br /&gt;J.: Tak, to po kolacji Agata pójdzie się położyć, a ty zaniesiesz jej herbatę z miodem.&lt;br /&gt;An.: Taaak, i jeszcze lekarstwa.&lt;br /&gt;J.: No tak, i lekarstwa.&lt;br /&gt;An.: I jeszcze butelkę wina!&lt;br /&gt;(tu nastąpiła przerwa na popłakanie się ze śmiechu przeze mnie. Wręcz nie mogłam przestać)&lt;br /&gt;An.: Agata! Nie możesz tak się śmiać, bo ci się pogorszy i w ogóle nie będziesz mogła mówić!&lt;br /&gt;Przestałam więc się śmiać, choć kosztowało mnie to sporo wysiłku.&lt;br /&gt;J.: Widzisz, &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Annique&lt;/span&gt; już dobrze cię zna...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TDM6FnJo_NI/AAAAAAAAAFE/7GOnR24-OOw/s1600/IMG_2998.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TDM6FnJo_NI/AAAAAAAAAFE/7GOnR24-OOw/s200/IMG_2998.JPG" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TDM56DtbaqI/AAAAAAAAAE8/kd50zYu3TE4/s1600/IMG_2979.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TDM56DtbaqI/AAAAAAAAAE8/kd50zYu3TE4/s200/IMG_2979.JPG" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TDM4_okLVLI/AAAAAAAAAE0/s_nHPOaOLYo/s1600/IMG_2993.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TDM4_okLVLI/AAAAAAAAAE0/s_nHPOaOLYo/s200/IMG_2993.JPG" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;No tak, &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Annique&lt;/span&gt; zna mnie coraz lepiej, ja ją zresztą też. Lubimy spędzać razem czas - skakać na trampolinie, grać w &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;memory&lt;/span&gt; i bawić się w basenie. Nie mam jednak najbledszego pojęcia, skąd wzięła jej się ta butelka wina. Naprawdę!&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-2360205421658634595?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/2360205421658634595/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/07/zycie-domowe-czyli-mam-szczescie.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2360205421658634595'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2360205421658634595'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/07/zycie-domowe-czyli-mam-szczescie.html' title='życie domowe - czyli mam szczęście'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TDM6FnJo_NI/AAAAAAAAAFE/7GOnR24-OOw/s72-c/IMG_2998.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-2850944312311271447</id><published>2010-06-30T23:54:00.002+02:00</published><updated>2010-07-01T00:03:23.198+02:00</updated><title type='text'>Faceci też zostają au pair!</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TCu5-RIBjtI/AAAAAAAAAEE/L4PuWiagh2g/s1600/IMG_2894.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TCu5-RIBjtI/AAAAAAAAAEE/L4PuWiagh2g/s320/IMG_2894.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Nareszcie nie mam czasu pisać postów. Znaczy dzieje się, poznaję coraz więcej ludzi i przeżywam nowe przygody. Super! Ostatni weekend był przykładem wszystkich powyższych. Po tygodniu umiarkowanego (ale zawsze) stresu związanego z tym, że byłam sama w domu z małą i chorą &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Noeme&lt;/span&gt; (o tym w następnym poście), nadszedł długo wyczekiwany weekend, podczas którego miałam się spotkać z innymi au pair z Holandii. Zapowiadało się pięknie - w sobotę leżenie przy otwartym basenie, drinki, plotki i luz, w niedzielę rejs żaglowcem po zatoce. Pogoda wymarzona, okoliczności sprzyjające - pojechałam więc pełna nadziei i oczekiwań. I chociaż basen, nad którym leżałam (a nawet w nim pływałam) miał tylko 135 cm głębokości, a drinki okazały się lemoniadą w różnych wariacjach, reszta okazała się dużo lepsza niż się spodziewałam. Poznałam bowiem świetnych ludzi, zaliczyłam kolejne pierwsze dwa razy, żeglowałam (!!!) i spaliłam sobie plecy - wszystko w jeden weekend.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TCu51N3X_yI/AAAAAAAAAD8/8hxFVcdKVeo/s1600/IMG_2880.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TCu51N3X_yI/AAAAAAAAAD8/8hxFVcdKVeo/s200/IMG_2880.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;W sobotę kiedy już byłam na stacji kolejowej okazało się, że ludzie będą nocować na miejscu, po czym następnego dnia pojadą na żagle. Szkoda, że o tym nie wiedziałam wcześniej, bo nie wzięłam ze sobą ciuchów na zmianę. Nie takie rzeczy się jednak w życiu robiło - za cenę tej drobnej niewygody &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;uczestniczyłam&lt;/span&gt; w nieformalnych zaślubinach koleżanki z kolegą, grałam po raz pierwszy w życiu w tenisa (znaczy starałam się trafić rakietą w piłkę i szalenie się cieszyłam, jak się udało) i sprzedałam opowieść o smacznej kupie. Zaśmiewali się ludzie &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;różnojęzyczni&lt;/span&gt;, więc chyba udało mi się dobrze wytłumaczyć, o co chodzi. Ach, i jeszcze dostałam propozycję zdobycia sławy - pewna &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;dziennikarka&lt;/span&gt; okoliczna chce zrobić ze mną wywiad i napisać o mnie w gazecie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TCu6PRrzTSI/AAAAAAAAAEU/evz-izIhzqQ/s1600/IMG_2927.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TCu6PRrzTSI/AAAAAAAAAEU/evz-izIhzqQ/s320/IMG_2927.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&amp;nbsp;Za to niedzielny wypad na kliper pt. &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Sanne&lt;/span&gt; Sophia* udał się jeszcze lepiej - tęskniłam za wiatrem we włosach i żaglach, za komendami (chociaż załoga była wyjątkowo uprzejma - w końcu to żaglowiec turystyczny) oraz za bomem na mej głowie. Bo oczywiście wynurzyłam się spod pokładu w momencie, kiedy spadał żagiel (no dobra, nie bom, bo bom by mię zabił - ale żagiel i to metalowe oczko w nim też są ciężkie). Kapitan uznał, że to wina załoganta i że powinien mi za to dać buzi. Stare polskie przysłowie mówi: dają, to bierz! No to wzięłam - żaglarz ten był wyjątkowo fajny i nie żałuję ;) Zwiedziliśmy też stary fort na jednej z wysp, rozpaliliśmy grilla na statku i wypiliśmy morze piwa. No, może morze to za dużo powiedziane, bo tutejsze piwo (dostępne w jednym rozmiarze) jest mniejsze niż nasze małe. A cena podobna do naszego dużego. Wypiliśmy więc zatoczkę piwa. I przednio się bawiliśmy. Przypuszczam, że gdyby nie Tim i Jaun - południowoafrykańscy (acz biali) koledzy tej samej co my profesji, nie byłoby aż tak fajnie. A było. Dobrze, że panowie też zostają au pair!&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TCu6kbcsEOI/AAAAAAAAAEc/Mc5tyR4vh7U/s1600/IMG_2961.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TCu6kbcsEOI/AAAAAAAAAEc/Mc5tyR4vh7U/s320/IMG_2961.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Ha! Tak nam się wszystkim podobało, że postanowiłam &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;zorganizować&lt;/span&gt; kolejne spotkanie w najbliższą niedzielę w Utrechcie. Będzie na pewno jedna Gruzinka, dwóch chłopaków z Afryki Południowej i ja. Mam nadzieję na pozytywną odpowiedź od Węgierki, Tajki i trzech dziewczyn z Indonezji oraz jeszcze jednej Polki. Zapowiada się pysznie.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;A jeśli tego bloga czytają inne au pair będące właśnie w Holandii, to też zapraszamy! W kupie raźniej... czy jakoś tak ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TCu-Kc4OAWI/AAAAAAAAAEs/ySppLXnM9L4/s1600/IMG_2905.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TCu-Kc4OAWI/AAAAAAAAAEs/ySppLXnM9L4/s320/IMG_2905.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Więcej zdjęć w najbliższym czasie na chomiku.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;*&amp;nbsp; &lt;a href="http://www.sannesophia.nl/fotoboek-schip.html#nogo"&gt;zdjęcia klipra&lt;/a&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-2850944312311271447?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/2850944312311271447/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/06/faceci-tez-zostaja-au-pair.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2850944312311271447'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2850944312311271447'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/06/faceci-tez-zostaja-au-pair.html' title='Faceci też zostają au pair!'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TCu5-RIBjtI/AAAAAAAAAEE/L4PuWiagh2g/s72-c/IMG_2894.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-8198436776398777171</id><published>2010-06-23T00:05:00.002+02:00</published><updated>2010-06-24T11:34:43.266+02:00</updated><title type='text'>"Ale Księciunio nie okazuje mi serduszka"... czyli czas wprowadzić czarny charakter.</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Dostałam wczoraj maila, na którego długo czekałam - całości zdradzać nie będę, ale jedna rzecz mnie ucieszyła - są ludzie, którym podoba się ten blog. Dziękuję Wam za wszystkie komentarze i maile, w których piszecie, że podoba Wam się to, co robię - to dla mnie niezmiernie ważne, że nie piszę tylko dla siebie. Każda krytyka też jest mile widziana - byle &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;konstruktywna&lt;/span&gt;. A żeby pokazać moje dobre intencje, przyjmuje krytykę wczorajszą i niniejszym się poprawiam, &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;urozmaicając&lt;/span&gt; akcję poprzez dodanie czarnego charakteru... No, może szary, ale na inny - nie naginając faktów - na razie mnie nie stać.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TCEzG4j3IJI/AAAAAAAAADs/YKQ3dbaytz8/s1600/kolorowanki_z_bajki_gumisie_16.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TCEzG4j3IJI/AAAAAAAAADs/YKQ3dbaytz8/s320/kolorowanki_z_bajki_gumisie_16.jpg" width="217" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Pewnego dnia, odczuwając samotność mocniej niż na ogół, wręcz desperacko pragnąc poznać tu kogoś, z kim można iść na kawę i zapomnieć o obowiązkach (o tej potrzebie pisałam już kiedyś), zalogowałam się na portalu o wiele mówiącej nazwie www.&lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;polishhearts&lt;/span&gt;.&lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;nl&lt;/span&gt; - uznałam, że to najszybszy (a ja wszak potrzebowałam teraz, już tej wspólnej kawy) sposób na poznanie ludzi, z którymi dogadać się łatwo, bo po polsku. Zaznaczyłam (ach ta moja uczciwość), że szukam kogoś, z kim można wyjść bliżej bądź dalej, wypić kawę bądź nawet się &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;zaprzyjaźnić&lt;/span&gt;. Ewentualna miłość byłaby jedynie skutkiem ubocznym (niekoniecznie pożądanym, ale tego już nie pisałam).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odezwał się do mnie pewien człowiek i długo gadaliśmy - skoro długo, to znaczy że dobrze nam się rozmawiało. Nie zgadzaliśmy się we wszystkim, co daje zawsze nadzieję na kolejne dyskusje. I któregoś dnia &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;spontanicznie&lt;/span&gt; umówiliśmy się na spacer - miła odmiana po miesiącu samotnego chodzenia po lesie. &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Spontanicznie&lt;/span&gt; i dość późno - za jakąś godzinę miało się zrobić ciemno. Nic to - godzina to też coś.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, pan Z. nie przewidział, że nie trafi do mnie po nazwie ulicy, pytając tylko ludzi po drodze, na mapie nie sprawdził, GPS zostawił w domu. Wszystko to razem sprawiło, że na spacer po lesie poszłam jednak sama - ciągle czekając, aż mnie znajdzie. Potem przez godzinę stałam w dość &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;charakterystycznym&lt;/span&gt; miejscu i prowadziłam z nim na zmianę ożywioną wymianę &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;sms&lt;/span&gt;-ów i kilka rozmów &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;telefonicznych&lt;/span&gt; (teraz boję się faktury). Zimno było jak nie wiem, wiatr wiał taki, że nic, tylko znaleźć się na jeziorze na dezecie, a ja twardo czekałam. Pomyślałam bowiem sobie, że skoro chłopak uparcie się błąka przez godzinę po &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Tilburgu&lt;/span&gt; i mnie szuka, to niegrzecznie by było po prostu sobie iść. Po półtorej godziny jednak trochę mi nerwy puściły i już miałam wysłać mu wiadomość, że idę do domu, kiedy mnie znalazł. Miły głos, sympatyczny wygląd i pewna &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;inteligencja&lt;/span&gt;, która wyzierała z naszych rozmów sprawiły, że nie żałowałam czekania. Czy jednak człowiek ów &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;przestraszył&lt;/span&gt; się roześmianej wariatki z &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;zaczerwienionym&lt;/span&gt; od wiatru nosem, czy spodziewał się długonogiej, szczupłej blondynki na szpilkach - nie wiem. W każdym razie poszedł zamknąć szybę w oknie samochodu i zniknął jak sen jaki złoty. Brzydko... mógł chociaż powiedzieć, że zostawił żelazko włączone, to bym nie traciła kolejnych 10 minut...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy go to &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;kwalifikuje&lt;/span&gt; do miana czarnego charakteru? Może by tak było, gdybym chociaż się przeziębiła, ale nie... Przyznaję mu zatem tytuł szarego charakteru tego bloga i mam nadzieję, że czarnego jednak nie poznam.* Korzyści kilka też z całej sytuacji wyniosłam, nauk kilka, gdyż człowiek uczy się przez całe życie:&lt;br /&gt;1. moja pewność siebie zachwiała się nieco w swoich posadach i przytarty został nos mej próżności&lt;br /&gt;2. pierwszy raz zobaczyłam moje osiedle po ciemku - ładny widok :) (tutaj teraz ciemno robi się koło 23, a zawsze o tej porze byłam w domu)&lt;br /&gt;3. uznałam, że znajomości przez internet to chyba jednak nie to - po co się narażać na przeziębienie dla kogoś, kto tego nie doceni?&lt;br /&gt;4. kolejny stopień na drodze do świętości - panu Z. życzę wszystkiego najlepszego - z miłością bliźniego na czele.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;* w razie gdyby z moich postów wiało nudą i przydałoby się urozmaicenie, piszcie - coś wymyślę i urozmaicę bloga fikcją mrożącą krew w żyłach :)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-8198436776398777171?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/8198436776398777171/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/06/ale-ksieciunio-nie-okazuje-mi-serduszka.html#comment-form' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8198436776398777171'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8198436776398777171'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/06/ale-ksieciunio-nie-okazuje-mi-serduszka.html' title='&quot;Ale Księciunio nie okazuje mi serduszka&quot;... czyli czas wprowadzić czarny charakter.'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TCEzG4j3IJI/AAAAAAAAADs/YKQ3dbaytz8/s72-c/kolorowanki_z_bajki_gumisie_16.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-2185554145316837653</id><published>2010-06-21T11:23:00.000+02:00</published><updated>2010-06-21T11:23:59.944+02:00</updated><title type='text'>niebo w oczach i fioletowy listek</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Czasem patrząc w oczy drugiego człowieka mam wrażenie, że dotykam tajemnicy; czasem świat staje się po prostu piękniejszy i jaśniejszy - za sprawą oczu innej osoby; czasem widzę w czyichś oczach miłość... A kiedy patrzę w oczy Noeme, mam wrażenie głębi i przestrzeni jednocześnie - jakbym była w samym środku nieba, w samym środku wszechświata, jakby w tych oczach kryły się wszystkie tajemnice stworzenia... I nigdy nie trafiam na ścianę w spojrzeniu tej małej dziewczynki. Może nic w tym dziwnego, ona po prostu ma ograniczone możliwości komunikacji... Ale z drugiej strony...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Kiedyś, chodząc sobie samotnie po naszych pięknych polskich górach, przeżywałam bardzo intensywnie obecność Boga wszędzie. Zawsze zresztą twierdziłam, że w górach stężenie Jego w powietrzu jest dwa razy wyższe, niż gdziekolwiek indziej. W każdym razie rozmawialiśmy sobie na różne tematy podczas tych wędrówek i On pokazywał mi różne rzeczy, na które na ogół nie zwraca się uwagi. Na przykład pokazał mi zielono-fioletowy listek... Dwa razy, żebym nie przeoczyła - raz na zdjęciu, a raz na żywo. Rzecz polega na tym, że ten fiolet był przepiękny i tworzył cudowne połączenie ze zdrową zielonością listka oraz był... oznakiem choroby. Inne listki tej samej rośliny były zielone, tylko ten jeden taki oryginalny. I w swojej oryginalności przepiękny. Pomyślałam wtedy, że piękno bywa trudne i połączone z cierpieniem. Pomyślałam o ludziach niepełnosprawnych, którzy mają w sobie niepowtarzalne piękno, choć życie pewnie nie najłatwiejsze. I kiedy mówię komuś, że Noeme nie jest zwyczajnym dzieckiem, że jest chora, często spotykam się ze stwierdzeniem "biedna mała" - pełnym współczucia i żalu. A ja, spędzając z nią wiele czasu, widzę, że jest radosna i pogodna - nie sprawia wrażenia, jakby jej czegoś brakowało. Ma kochającą mamę i siostrę, które dają jej miłość i poczucie bezpieczeństwa oraz cały tabun zakochanych w niej specjalistów, którzy starają się jej pomóc wycisnąć z życia jak najwięcej. Czasem myślę, że to wielka szkoda, że ona prawie nie słyszy - współczuję jej bardzo. I kiedy nie wiadomo, czy będzie chodzić, a co dopiero tańczyć - żałuję, że może nie doświadczyć tej radości, która jest moim udziałem. Ale ona też nie wie, co traci, więc nie ma w niej poczucia żalu. A kiedy się śmieje - cały świat śmieje się razem z nią. Potrafię wyczyniać najdziwniejsze rzeczy, żeby tylko usłyszeć jej śmiech... I kiedy na mnie popatrzy potrafię utonąć w jej oczach, w których - myślcie sobie co chcecie - jest jakaś pradawna mądrość.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-2185554145316837653?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/2185554145316837653/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/06/niebo-w-oczach-i-fioletowy-listek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2185554145316837653'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2185554145316837653'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/06/niebo-w-oczach-i-fioletowy-listek.html' title='niebo w oczach i fioletowy listek'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-90954054341965481</id><published>2010-06-17T23:59:00.000+02:00</published><updated>2010-06-17T23:59:06.469+02:00</updated><title type='text'>świat w kolorze pomarańczy</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TBqYL4q3vOI/AAAAAAAAADI/AG-Lf9TFTfs/s1600/na+bloga.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TBqYL4q3vOI/AAAAAAAAADI/AG-Lf9TFTfs/s400/na+bloga.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TBqY6kJkyZI/AAAAAAAAADY/Jk2DGF4OAck/s1600/IMG_2845.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TBqY6kJkyZI/AAAAAAAAADY/Jk2DGF4OAck/s320/IMG_2845.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Holendrzy to naród, który potrafi się cieszyć. Oraz kibicować na całego, zwłaszcza piłkarzom. Od kilku tygodni kolor &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;pomarańczowy&lt;/span&gt; króluje na ulicach, w oknach mieszkań i samochodów, w sklepach, na rowerach, a kiedy akurat Holandia gra mecz - na ludziach, którzy ubierają się na &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;pomarańczowo&lt;/span&gt;, i/albo malują sobie flagi na twarzach. Niezależnie od wieku. Chorągiewki na ulicach już zdążyły mi &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;spowszednieć&lt;/span&gt;, jednak kreatywność tubylców nie przestaje mnie zaskakiwać. Lampiony i korony, &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;pomarańczowe&lt;/span&gt; piłki na antenkach samochodowych i takie, które udają, że wybiły szybę, pluszaki &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;najróżniejszych&lt;/span&gt; kształtów i charakterów, balony, trąbki, banery z różnymi okrzykami... Na &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;przedmieściu&lt;/span&gt;, w mieście i na kompletnej wsi - wszędzie. Kiedy w &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;poniedziałek&lt;/span&gt; był mecz z Danią, w &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;day&lt;/span&gt;-&lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;care&lt;/span&gt; &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Noeme&lt;/span&gt; zarządzono, by wszystkie dzieci i pracownicy przyszli ubrani na &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;pomarańczowo&lt;/span&gt;. Słowem - szał ciał i uprzęży. My z naszymi flagami w oknach na Euro 2008 możemy się schować przy tym, co oni tu wyprawiali nim jeszcze mistrzostwa się zaczęły. I przyznam się, że kibicuję Holendrom - głównie z ciekawości, co wymyślą, jeśli ich drużyna będzie grała w finale. A że cieszyć się potrafią to też fakt, chociaż tak dokładnie uświadomiła mi to dopiero niedawno poznana Polka. Rzeczywiście - jeśli urodzi się dziecko, to w oknach szczęśliwego mieszkania wiszą dekoracje w odpowiednim kolorze (różowym bądź niebieskim), raz widziałam w ogródku takiego domu wielki balon - niemal tak wysoki jak sam dom - w kształcie bobasa, a raz nawet &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Annique&lt;/span&gt; przyniosła ze szkoły niebieskie cukierki, bo jej koledze z klasy urodził się braciszek. No ja bym nigdy nie wpadła na coś takiego. A oni tak - rozrywkowy naród. Taki wyluzowany i radosny, jak się zdaje. Taki inny od nas - wiecznych malkontentów. Jasne, &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;generalizuję&lt;/span&gt; i przesadzam - &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;jakem&lt;/span&gt; Polka, nigdy się &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;malkontentką&lt;/span&gt; na poważnie nie nazwę. I jakoś im nie zazdroszczę - dobrze się czuję w ich towarzystwie, ale nie zazdroszczę. i nie zamieniałabym się na narodowość z nikim. Czyżbym lubiła problemy? Ależ oczywiście - życie bez nich byłoby strasznie nudne. Tylko ostatnio uczę się je traktować jako urozmaicenie, a nie przeszkodę nie do przebycia i całkiem mi się ten nowy system podoba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TBqYQSiuT1I/AAAAAAAAADQ/lwF099EjvI0/s1600/IMG_2850.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TBqYQSiuT1I/AAAAAAAAADQ/lwF099EjvI0/s320/IMG_2850.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-90954054341965481?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/90954054341965481/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/06/swiat-w-kolorze-pomaranczy.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/90954054341965481'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/90954054341965481'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/06/swiat-w-kolorze-pomaranczy.html' title='świat w kolorze pomarańczy'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TBqYL4q3vOI/AAAAAAAAADI/AG-Lf9TFTfs/s72-c/na+bloga.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-10132284848589225</id><published>2010-06-08T23:34:00.000+02:00</published><updated>2010-06-08T23:34:10.328+02:00</updated><title type='text'>Zwiedzanie Holandii czas zacząć</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TA6yVamGzeI/AAAAAAAAACo/sVTl-PNLuq4/s1600/800px-Station_of_%27s-Hertogenbosch%5B1%5D.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TA6yVamGzeI/AAAAAAAAACo/sVTl-PNLuq4/s320/800px-Station_of_%27s-Hertogenbosch%5B1%5D.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Kolejność dzisiejszych postów właściwie powinna być odwrotna, jednak cóż - skoro autorka ma nie po kolei, to jej blog analogicznie - w końcu "jaki pan, taki kram", jak mawiał zawsze ze złośliwą intencją pewien Michał J. Post niniejszy ma być poświęcony mojej niedzieli, którą spędziłam wraz z inną au pair w urokliwym miasteczku o wdzięcznej nazwie 's Hertogenbosch. Zapewne ze względu na wdzięczną dźwięczność tej nazwy, Holendrzy używają skróconej wersji: Den Bosch, albo 's Bosch. Zaczynając jednak od początku, żeby nie pogubić siebie i Kochanych Czytelników:&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TA6ywF1UyPI/AAAAAAAAACw/WVC7GUOA-Ts/s1600/IMG_2798.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TA6ywF1UyPI/AAAAAAAAACw/WVC7GUOA-Ts/s320/IMG_2798.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Pewnego pięknego dnia jakiś tydzień temu, może nieco więcej, próbę kontaktu ze mną na trzy różne sposoby (via mail, facebook &amp;amp; skype - jak swoją drogą łatwo znaleźć człowieka w internecie...) podjęła pewna, jak się okazało, bardzo sympatyczna, Gruzinka. Maia jest au pair jak i ja, przyjechała do Holandii zaledwie dzień po mnie i cierpi na klasyczny przypadek "homesick" (o której to "chorobie" uprzedzają agencje pośredniczące zarówno rodzinę goszczącą, jak i au pair). Jestem nieco zdziwiona, że mnie ta przypadłość jakoś nie dopadła, pozostaje mi jednak tylko się z tego cieszyć. Maia czuła się więc bardzo samotna i jak tylko agencja przesłała jej kontakty do innych au pair w Holandii, zaczęła masowo wysyłać informacje o chęci zawarcia znajomości. U mnie trafiła na podatny grunt, bo ja ogólnie otwarta na ludzi jestem. No i jedno czego mi tutaj naprawdę i wręcz boleśnie brakuje, to przyjaciele. Albo chociaż ktoś w zbliżonym do mojego wieku, z kim można pójść na piwo czy na kawę i pogadać o czymś innym niż dzieci i plany na obiad. Oczywiście, z Jeanette mogę porozmawiać o wszystkim albo niemal wszystkim i Bogu dziękuję za to, że właśnie do niej trafiłam - ona jednak dobrze rozumie moją potrzebę relacji z rówieśnikami. Zdarza jej się nawet martwić, jeśli za dużo w moim wolnym czasie siedzę w domu i bardzo się cieszy jak idę na kawę do Beaty (Polki, o której pisałam wcześniej) albo Huijuan (Chinki z kursu ducza - o niej też chyba pisałam). Ja też się bardzo cieszę w każdej z tych sytuacji, bo obie są świetne. Obie jednak mają również rodziny i chociaż z każdą z nich mogę rozmawiać na różne tematy, to raczej trudno byłoby je namówić na całodniowy wypad do innego miasta, albo na wieczorne piwko. A specyficzna sytuacja bycia w kompletnie obcym kraju, daleko od bliskich, łączy. Ja przynajmniej mam perspektywę przyjechania do Polski we wrześniu i na Święta Bożego Narodzenia - Maia zobaczy swoją rodzinę pewnie za jakieś dwa lata. No i jej bliscy są dużo, dużo dalej niż moi... Nie zazdroszczę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TA61Z9m_GKI/AAAAAAAAADA/Z0pl4oPUBGo/s1600/IMG_2828.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TA61Z9m_GKI/AAAAAAAAADA/Z0pl4oPUBGo/s320/IMG_2828.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;W każdym razie umówiłyśmy się na wspólne spędzenie niedzieli w miasteczku, do którego obie miałyśmy dobry dojazd, wspomnianym wyżej 's Bosch. Jejuńciu, jak mi się to miejsce podobało! Przepiękne kamieniczki, urokliwe knajpki i absolutnie cudowna katedra. A w dodatku trafiłyśmy na niedzielę handlową i na rynku stały kramy z różnościami. Maia bardzo lubi zakupy, więc zaopatrzyła się w dużo rozmaitych rzeczy - również w otwartych wówczas sklepach, a i ja nie pozostałam z pustymi rękami. Nie nabytki się jednak liczą, tylko atmosfera - urok dnia wolnego, wśród ludzi, w sympatycznym towarzystwie i chłonięcie tego wszystkiego wszystkimi zmysłami... Do tego jeszcze na rynku zajęła miejsca orkiestra dęta i jak zadęła..! Ach! Dzień był przeuroczy, Maia &lt;span id="goog_552404525"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_552404526"&gt;&lt;/span&gt;okazała się bardzo miła, zapewnia mnie też o wzajemności spostrzeżen - znajomość będzie więc podtrzymywana. W najbliższą niedzielę są jej urodziny i jadę ją odwiedzić w wiosce, w której mieszka. Muszę tylko wymyślić jakiś prezent. A, jako że w myśleni&lt;span id="goog_552404541"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_552404542"&gt;&lt;/span&gt;u jestem całkiem niezła (chociaż czasami), to raczej dam radę.&lt;span id="goog_552404528"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span id="goog_552404529"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TA6z31aa5uI/AAAAAAAAAC4/UzyZVfl3MaI/s1600/budka-z-lodami.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TA6z31aa5uI/AAAAAAAAAC4/UzyZVfl3MaI/s320/budka-z-lodami.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Więcej zdjęć i dźwięki w najbliższym czasie na chomiku - drzwi po lewej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-10132284848589225?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/10132284848589225/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/06/zwiedzanie-holandii-czas-zaczac.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/10132284848589225'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/10132284848589225'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/06/zwiedzanie-holandii-czas-zaczac.html' title='Zwiedzanie Holandii czas zacząć'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TA6yVamGzeI/AAAAAAAAACo/sVTl-PNLuq4/s72-c/800px-Station_of_%27s-Hertogenbosch%5B1%5D.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-8330141884030547852</id><published>2010-06-08T22:16:00.001+02:00</published><updated>2010-06-08T22:28:27.986+02:00</updated><title type='text'>zapach deszczu...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TA6k-7ASHcI/AAAAAAAAACg/bzSBhNI2U6U/s1600/IMG_2775.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TA6k-7ASHcI/AAAAAAAAACg/bzSBhNI2U6U/s320/IMG_2775.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Czy istnieje piękniejszy zapach, niż zapach mokrego lasu tuż po deszczu..? Jakoś w tej chwili nie mogę sobie żadnego takiego wyobrazić - właśnie wróciłam ze spaceru po lesie, gdzie dopadła mnie ulewa. Jak łatwo się domyślić, bardzo mnie to ucieszyło, dałam więc wyraz tej mojej radości skacząc i tańcząc pod tym najnaturajniejszym z pryszniców. Cudowna rzecz tak zmoknąć w wiosenny czas... zwłaszcza, że w tym lesie nie spotkałam wówczas nikogo poza komarami, wiewiórkami i kilkoma myszami. Cały ten cud tylko dla mnie! Strasznie żałuję, że nie mogę nagrać zapachów i smaków tak, jak nagrywam dźwięki i robię zdjęcia - podzieliłabym się tymi doświadczeniami ze wszystkimi, żeby poczuli się tak lekko jak ja.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Tak się zastanawiałam, kiedy zostanie wymyślone narzędzie do kopiowania i przesyłania cyfrowo oraz odtwarzania faktur, kształtów, zapachów i smaków. Widząc, jak rozwija się technika i umiejętności człowieka, sądzę, że kiedyś to nastąpi. I zastanawiam się też, czy to nie pomoże ludziom jeszcze bardziej niż obecne zabieracze czasu, uciekać od prawdziwego życia, a próbowac żyć życiem innych... Chociaż właściwie jak ktoś chce uciekać, to i teraz narzędzi po temu nie brakuje - sęk w tym, żeby ich odpowiednio używać.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Jeszcze co do zapachów i smaków, to postanowiłam w najbliższym czasie zrobić, co leży w moich mozliwościach, żeby jednak Wam przybliżyć to, czego sama doświadczam i zamieścić na moim kochanym chomiku przepisy na potrawy, które tu jemy (a które często sama gotuję - według moich bądź nie moich przepisów). Chyba nigdy wcześniej nie udało mi się śnić o jakiejś konkretnej potrawie - aż do teraz. Chętnie się więc podzielę moimi marzeniami - zwłaszcza, że te wszystkie dania są bardzo proste i nie wymagają wielkiego zachodu. Przygotowanie większości z nich nie zajmuje nawet godziny, często koło 30 minut. &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Żyję więc pełnią zmysłów, ciesząc się każdą chwilą i nie żałując ani przez moment podjętej decyzji (chociaż tęsknię za przyjaciółmi i rodziną coraz bardziej i bardziej).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;A w związku z tym, że znajduje się coraz więcej obcokrajowców chcących poczytać o moich holenderskich przygodach, postanowiłam testowo założyć coś w rodzaju angielskiej wersji niniejszego bloga. Obawiam się, że mój kulejący angielski może mnie ośmieszać w oczach tych, co go znają lepiej niż ja, ale cóż - nigdy nie twierdziłam, że mówię perfect, a pisanie jest też świetnym ćwiczeniem. Tak więc, jeśli ktoś miałby ochotę się ze mnie ponabijać na tle językowym, link do angielskiej wersji zamieszczam po lewej stronie w dziale "sznurki".&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-8330141884030547852?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/8330141884030547852/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/06/zapach-deszczu.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8330141884030547852'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8330141884030547852'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/06/zapach-deszczu.html' title='zapach deszczu...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TA6k-7ASHcI/AAAAAAAAACg/bzSBhNI2U6U/s72-c/IMG_2775.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-7255262942454215700</id><published>2010-06-02T20:52:00.001+02:00</published><updated>2010-06-03T13:54:58.111+02:00</updated><title type='text'>Międzynarodowy Dzień Dziecka...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Przez całe życie wierzyłam, że każdego 1 czerwca dzieci na całym świecie obchodzą swoje święto. Doświadczenie moje obecne wskazuje na coś wręcz przeciwnego: kiedy powiedziałam Jeanette o tym, jakim wydarzeniem w Polsce jest 1 czerwca i spytałam, jak oni to święto obchodzą, popatrzyła na mnie zdziwiona i powiedziała, że w życiu o tym nie słyszała (a zwiedziła kobieta niejeden kraj i w wielu mieszkała przez dłuższy czas)... No to z kolei ja się zdziwiłam i zapytałam Ciocię Wikipedię, co o tym myśli.* Potwierdziła moje obawy. A już szykowałam się na kolejną imprezę... Tymczasem Dzień Dziecka obeszłam w zaiste cudowny sposób - same prezenty sobie zafundowałam. Najpierw wyleciała mi plomba, potem (usiłując sobie przypomnieć stary układ cha-chy) tak kopnęłam w ścianę, że aż usiadłam z wrażenia (do tej pory palec u nogi mnie boli), a na koniec dnia czułam się tak beznadziejnie, że Jeanette wielkodusznie już o 18 pozwoliła mi iść do łóżka (i dziwiła się, że sama na to nie wpadłam, tylko twardo przygotowywałam obiad, który jej obiecałam rano). Przespałam prawie 14 godzin i rano czułam się nieco lepiej, choć nie rewelacyjnie - dopiero dzisiejsza kolacja (mniam!) postawiła mnie na nogi... Jedyną jasną stroną mojego 1 czerwca była wspólna kawa ze znajomą z kursu ducza - Chinką, która mieszka trzy domy ode mnie. Huijuan jest niesamowicie sympatyczna i znalazłyśmy wspólny język (poza tym, że angielski ;) ). Mówi, że większość au pair, które spotyka (a jest to dość powszechne zjawisko w Holandii) narzekają na swoje rodziny goszczące i miło jest wreszcie posłuchać kogoś, kto wyraża się pozytywnie o swojej Host Family. Inna rzecz, że dziewczyny, które tu poznałam, wyjechały "na pałę", przez jakichś znajomych, bez pośrednictwa agencji (czyli podjęły dużo większe ryzyko niż ja) i do tego są z Filipin - czyli jakby co, to nie mogłyby rzucić wszystkiego w cholerę i wrócić do domu autostopem. Nie mają też zapewnionej niczyjej opieki... Ech, w porównaniu z nimi to ja mam szczęście :)&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Np. dzisiaj Jeanette zawiozła mnie ochotniczno do dentysty, żeby załatał mi zęba i w ten sposób mam już za sobą pierwsze doświadczenia z holenderską służbą zdrowia. Pierwszy raz leżałam na fotelu dentystycznym... Nieco się zdziwiłam, jak oparcie poszło w dół, a ja znalazłam się w pozycji horyzontalnej. Wyobrażam sobie jednak, że w ten sposób dentyście jest dużo wygodniej grzebać ludziom w zębach... No i znieczulenie dostałam jakieś w wersji max, bo aż oko mi zdrętwiało. Dobrze, że nie ręka, bo dziś znowu bym nic nie napisała.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Ach, i jeszcze na koniec z serii "zadziwiający tubylcy": na którejś lekcji angielskiego (prywatny kurs konwersacyjny, w którym biorę udział wraz z dwoma bardzo sympatycznymi dżentelmenami**) w tekście pojawiło się jakies zdanie na temat Związku Radzieckiego i padło pytanie, czy ZSRR jeszcze istnieje..? Pani twierdziła, że chyba kilka lat temu się rozpadło, ale nie była pewna. Bo może jednak nie..? Pan twierdził, że chyba ciągle isntieje. A ja nie bardzo mogłam sprostować od razu, bo mnie zatkało. Jak już mnie odetkało, to poinformowałam ich, że owszem, istnieje Rosja i wieeele innych państw, ale ZSRR już od jakichś 18 lat nie ma (wiem, walnęłam się o rok i biję się w związku z tym w piersi, obiecując powtórkę z historii nowożytnej). Zdziwili się bardzo. A ja się dziwiłam, jak można o tym nie wiedzieć. W sumie to duża sprawa była. I chociaż nie mieści mi się to w głowie, to tłumaczę sobie, że ja też nie bardzo wiem, co dzieje się w Ameryce Łacińskiej i pewnie gdyby wybuchła tam wojna, to coś obiłoby mi się o uszy, ale żeby zapamiętywać tę informację, to nie wiem. Gdyby jednak w Chinach czy na Kubie obalono komunizm, to raczej zwrócilabym na to uwagę.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Na obronę Holendrów dodam jednak, że Jeanette też się dziwiła niewiedzą swoich rodaków :)&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;* &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzie%C5%84_Dziecka"&gt;klik&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;** 67 i 70 lat, prowadząca ma coś ponad 40&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-7255262942454215700?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/7255262942454215700/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/06/miedzynarodowy-dzien-dziecka.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/7255262942454215700'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/7255262942454215700'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/06/miedzynarodowy-dzien-dziecka.html' title='Międzynarodowy Dzień Dziecka...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-7686241372211580877</id><published>2010-05-30T13:34:00.000+02:00</published><updated>2010-05-30T13:34:55.519+02:00</updated><title type='text'>co? jajo! - czyli ciekawostki językowe i nie tylko...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Nauka języków obcych może być całkiem zabawna. Albo przerażająca. Dobrze, że przed przyjazdem tutaj przeczytałam gdzieś w internecie, że "dzień dobry" Holendrzy wymawiają w sposób "zabawny" dla Polaka. Obok bowiem standardowego &lt;i&gt;goede daag &lt;/i&gt;(czyt. chude daach), pozdrawiają się słowami: &lt;i&gt;goeie daag&lt;/i&gt; (g=ch, oe=u, i=j) - kto rozwiąże zagadkę, zrozumie zażenowanie Polaka pozdrawianego takimi słowami :) Innym elementem języka, który mnie swojego czasu rozbawił było niewiele znaczące &lt;i&gt;Ja, joh&lt;/i&gt; jako twierdząca odpowiedź na pytanie. Gdybym się w Polsce pomyliła i odpowiedziała na pytanie słowem &lt;i&gt;jajo! - &lt;/i&gt;to raczej nie zostałoby to uznana za miłą osobę - ewentualnie za nieco niezrównoważoną. Podobnie rzecz się ma z niemieckim zakrętem (&lt;i&gt;die Kurve&lt;/i&gt;) oraz z szukaniem czegokolwiek (a zwłaszcza kogokolwiek) w Czechach... Niezwykle ważna jest też niestety wymowa poszczególnych słów - w języku niderlandzkim wyjątkowo trudna, bo połączenia różnych samogłosek, czasem nawet trzech naraz, są nie dość że strasznie trudne do wymówienia, to jeszcze do zapamiętania co w jaki sposób wymówić należy.* Na ten przykład, na ostatniej lekcji ducza dowiedziałam się, że po naszemu wymówione (czyli tak jak się pisze) słowo &lt;i&gt;huur &lt;/i&gt;(wynajem) oznacza - przepraszam za wyrażenie - dziwkę. Wymawiać je należy &lt;i&gt;hiur &lt;/i&gt;(czy jakoś tak...). Łatwo sie domyślić miny Holendra, którego informuje się o swoich planach dotyczących wynajmu używając niewłaściwej wymowy... Ech, łatwo nie jest, ale jak już się nauczę, to będę z siebie naprawdę dumna :) Tak po prawdzie to już trochę jestem - straszny nauczyciel z zajęć środowych ostatnio popatrzył z podziwem na moje postępy w tak krótkim czasie, a pani z piątku też nie kryła zdziwienia, że tak dobrze mi idzie. 90% zasługi należy przypisać tym wszystkim, którzy swego czasu uczyli mnie niemieckiego i angielskiego, bo dzięki znajomości tych języków holenderski wydaje mi się całkiem łatwy (a przynajmniej jego pisana wersja...).&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TAJKIFWT2eI/AAAAAAAAACA/nZ70TcJTvDk/s1600/IMG_2754.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TAJKIFWT2eI/AAAAAAAAACA/nZ70TcJTvDk/s320/IMG_2754.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TAJKYKPpPnI/AAAAAAAAACI/IormgasBYtY/s1600/IMG_2759.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TAJKYKPpPnI/AAAAAAAAACI/IormgasBYtY/s320/IMG_2759.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Co do innych ciekawostek, to niesamowicie się patrzy na Holendrów na rowerach i to wszystko, co do owych rowerów są w stanie przyczepić. Niestety, ostatnio nie miałam aparatu, kiedy widziałam psa w przyczepce z boku roweru, ale nauczę się mieć go zawsze przy sobie. Również najrozmaitsze siedzonka dla dzieci i przyczepki służące jako bagażnik... Niemal każdy (jeśli nie każdy) rower jest też wyposażony w zamek zabezpieczający przed kradzieżą. Co prawda, należy też zapinać rowery łańcuchem (ostatnio sobie taki nabyłam, jako że planuję dalsze wycieczki niż po najbliższej okolicy), bo podobno kradzieże tego środka lokomocji to tutaj codzienność. J. mówi, że podczas swoich studiów miała 11 rowerów! Mam więc wrażenie, że Holandia wcale nie leży tak daleko od Polski... Podobna refleksja naszła mnie wczoraj w parku - bądź co bądź pięknym... Takie opakowania po różnych rzeczach, papierki i butelki można znaleźć niestety nawet w najpiękniejszych miejscach - zupełnie jak u nas, niestety...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TAJLfD0IfWI/AAAAAAAAACQ/iacW79SlGxE/s1600/IMG_2761.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TAJLfD0IfWI/AAAAAAAAACQ/iacW79SlGxE/s200/IMG_2761.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;A to moja Gazela - przepadam za tym rowerem! Co prawda, nie mam jeszcze pojęcia, jak przetransportuję go do Polski, ale jeśli za tych kilka miesięcy ciągle jeszcze będę go miała (znaczy jeśli mi nie ukradną), to wrócić ze mną musi. W ostateczności na niej przyjadę, choć to pojazd stanowczo miejski.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;* w skrócie i niepełnie, ale nakreślając zasadę tutaj: &lt;a href="http://www.wiatrak.nl/224/jezyk-holenderski/"&gt;http://www.wiatrak.nl/224/jezyk-holenderski/&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-7686241372211580877?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/7686241372211580877/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/co-jajo-czyli-ciekawostki-jezykowe-i.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/7686241372211580877'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/7686241372211580877'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/co-jajo-czyli-ciekawostki-jezykowe-i.html' title='co? jajo! - czyli ciekawostki językowe i nie tylko...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/TAJKIFWT2eI/AAAAAAAAACA/nZ70TcJTvDk/s72-c/IMG_2754.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-392646516234016932</id><published>2010-05-27T11:50:00.000+02:00</published><updated>2010-05-27T11:50:17.130+02:00</updated><title type='text'>pogrzeb smoczka, czyli dziecko dorasta...</title><content type='html'>&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S_1mHvP4IDI/AAAAAAAAABw/7NuafT-BvB4/s1600/IMG_2697.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S_1mHvP4IDI/AAAAAAAAABw/7NuafT-BvB4/s320/IMG_2697.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;Urodziny Annique były piękne. To bardzo motywujące, kiedy obdarowana osoba potrafi tak ładnie się cieszyć z tego, co dostaje. Ode mnie na przykład dostała budzik z disneyowskimi księżniczkami (ma fijoła na ich punkcie i wszystko co posiada musi mieć na początku albo princess- albo Dora-*) i zachwyciła się nim tak - mimo że jeszcze nie zna się na zagarku - że chodziła z nim wszędzie i chwaliła się nim swoim gościom. Bardzo mnie to ucieszyło.&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S_5ARMD13TI/AAAAAAAAAB4/NTxEBZhJUbI/s1600/IMG_2681.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S_5ARMD13TI/AAAAAAAAAB4/NTxEBZhJUbI/s200/IMG_2681.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Gra, która niemal spędzała mi sen z powiek (ach, naprawdę się stresowałam tym, czy się uda - to był od początku do końca mój pomysł i było kilka rzeczy, które mogły nie wyjść) udała się przy pomocy babci Annique, która poprowadziła ją po holendersku. Dzieciaki wykonały wszystkie zadania, zebrały wszystkie części mapy i znalazły żabę, którą pocałunkiem należało zmienić w księcia. Udało się i dzieci dostały niewielkie prezenty od wdzięcznego króla - ojca odnalezionego księcia. Swoją drogą (ja się już nie orientuję bo dawno nie byłam na żadnych dziecięcych urodzinach), czy w Polsce też jest zwyczaj, że jubilat daje prezenty swoim gościom? Bo tutaj jest to coraz popularniejsze...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przyjęcie urodzinowe w każdym razie się udało - Annique dostała piękne prezenty, szaleje na punkcie swojej trampoliny (princess-trampoline, gdyż mama udekorowała ją księżniczkami). Stwierdziła również - czym nas mocno zaskoczyła -&amp;nbsp; że skoro jest już duża (4 lata to poważny wiek), to pogrzebie w ogródku swój smoczek, bez którego do tej pory nie mogła spać. Byłam pod wrażeniem! Pierwsza noc była trudna, w końcu przyzwyczajenie to druga natura człowieka, jednak teraz jest już lepiej.&lt;br /&gt;Myślę, że każdy człowiek ma jakieś swoje smoczki, które z biegiem czasu musi zostawić za sobą... Takim, który przychodzi mi na myśl jako pierwszy to zostanie rodzicem i konieczność zrezygnowania z różnych przyjemności na rzecz tego małego człowieka, który się pojawił. To też małżeństwo, czy miłość w ogóle... osiągnięcie pełnoletności, zmiana szkoły na jakąś wyższą, wyprowadzka z domu rodzinnego... - na szczęście na miejsce pochowanego smoczka pojawia się zawsze nowa wartość, nowy etap, który jakoś przewyższa dotychczasowy :) Jak widać, mam czas na myślenie i zwyczajowe u mnie zastanawianie się na światem :) Cieszę się tylko, że niektóre cechy dziecka nie przeszkadzają w dorosłym życiu - oczywiście, wypróbowałam już trampolinę osobiście...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;* Dora, the explorer - bardzo ciekawa bajka edukacyjna znana w wielu krajach. W Polsce niestety o niej nie słyszałam.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-392646516234016932?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/392646516234016932/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/pogrzeb-smoczka-czyli-dziecko-dorasta.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/392646516234016932'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/392646516234016932'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/pogrzeb-smoczka-czyli-dziecko-dorasta.html' title='pogrzeb smoczka, czyli dziecko dorasta...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S_1mHvP4IDI/AAAAAAAAABw/7NuafT-BvB4/s72-c/IMG_2697.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-42157797063743088</id><published>2010-05-25T17:03:00.003+02:00</published><updated>2010-05-27T11:30:37.356+02:00</updated><title type='text'>pijany żeglarz na mini-farmie</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S_w1aHmMnLI/AAAAAAAAABg/1M9xasjy914/s1600/IMG_2627.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S_w1aHmMnLI/AAAAAAAAABg/1M9xasjy914/s320/IMG_2627.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S_w1--JrLJI/AAAAAAAAABo/mz-hmFxxRmU/s1600/IMG_2637.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://1.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S_w1--JrLJI/AAAAAAAAABo/mz-hmFxxRmU/s200/IMG_2637.JPG" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;Ostatni weekend był kompletnie wyczerpujący, acz satysfakcjonujący. W sobotę kontynuowałam przygotowania do gry plenerowej dla dzieciaków (nie wiedziałam, że będę się tym aż tak przejmować...), a po południu wzięłyśmy z Jeanette dziewczynki do karety, trzecią, bratanicę J., na rower i popedałowałyśmy w kierunku mini-farmy. Znaczy, początkowo w tym kierunku, po po wyjeździe na ulicę okazało się, że jedna z opon wspomnianej karety (dwuosobowy wózek dla dzieci montowany jak przyczepka z tyłu roweru) jest obrzydliwym flakiem i nie daje się napompować - zwraca natychmiast całe otrzymane powietrze. Zmieniwszy więc nieco plany, podążyłyśmy w kierunku serwisu rowerowego. Pan w serwisie założył dętkę z powrotem na koło, napompował i mogłyśmy ruszyć na spotkanie kolejnej przygody. Mini-farma jest miejscem permanentnie przyjemnym, więc czas tam spędzony to sama radość. Zwłaszcza, że Femke - 7-letnia bratanica Jeanette postanowiła uczyć mnie ducza. I w ramach tej nauki uparła się nauczyć mnie słów znanej szanty o nietrzeźwym żeglarzu. Zdziwiła się, że znam tę melodię, nauczyła mnie refrenu, po czym chciała, żebym śpiewała razem z nią wszystkie fefnaście zwrotek - oczywiście po holendersku. Zbuntowałam się i postanowiłam ją nauczyć jednej zwrotki po polsku. Tej o zęzie.* Nie męczyła mnie już tym więcej... Zdjęcia z farmy wrzucę dziś wieczorem na chomika (zachęcam do klikania na drzwi po lewej). Kiedy wracałyśmy okazało się, że koło od żółtego cuda znowu wykazuje cechy flaka, a kiedy J. chciała je napompować, to wzięło cholerstwo i pękło. A taka wygodna sprawa ta kareta! Teraz nie wiadomo, kiedy będzie można jej znowu użyć. Szkoda - to był jedyny sposób podróżowania rowerem razem z Noeme...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Po powrocie Annique szybko poszła się wykąpać i spać, a my - razem z bratem i sąsiadem J. - mogliśmy wziąć się za instalowanie w ogrodzie urodzinowej trampoliny. Pokazałam panom, że "Polak potrafi" ułatwiwszy im nieco pracę poprzez niewielką wskazówkę. Zdziwili się, że kobieta może mieć praktyczne pomysły. A co!&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Kiedy już trampolina była gotowa do użycia i łaskawie przetestowana przez Femke, zebrałam się i pojechałam na ten cały nocny bazar. Impreza rzeczywiście jest ogromna - całe centrum miasta zastawione straganami z używanymi rzeczami. Podobno Holendrzy z całego kraju przyjeżdżają na ten bazar sprzedawać bądź kupować. A sprzedają (i kupują) wszystko - od wielkich garów poprzez sprzęt AGD i RTV, ubrania, książki, zabawki, po rowery i meble. Widziałam nawet mostek do ogrodu - taki biały i romantyczny. Chyba tylko zwierząt nie widziałam (poza tymi w kebabie). Możliwe jednak, że do zwierząt nie doszłam. Spotkawszy na miejscu bratową J. i jej przyjaciółkę mogłam przestać się martwić o autobus powrotny i zostać trochę dłużej, bo one przyjechały samochodem i mogły mnie podrzucić do domu. Gdybym tylko wiedziała, jak ogromny jest fijoł Carline na punkcie zakupów, to jednak wybrałabym się na ten autobus. A tak wróciłam koło drugiej nad ranem z perspektywą pobudki o 7 i całego dnia intensywnej pracy. Nie żałuję jednak (teraz nie żałuję, kiedy już się wyspałam), bo zobaczyłam - i poczułam we własnych nogach - coś niezwykłego oraz nabyłam kilka naprawdę sympatycznych rzeczy: piękną i praktyczną torebkę sztruksową - wygodną na krótkie wycieczki rowerowe (50 centów), jedwabną tunikę ze zdobieniami (1,5 €), film "All the pretty horses" - po angielsku, ale z polskimi, niderlandzkimi i jeszcze jakimiś napisami. Będę mogła więc na nim uczyć się dwóch języków, a jak wrócę, pokazać go znajomym. Kosztował mnie 1 €. Zdobyłam też broszkę, ktorą sprzedawczyni mi po prostu podarowała. Razem wziąwszy, całkiem miłe zakupy zrobiłam, nie wydawszy na nie nawet 5 Euro (dokładnie wydałam 3 €, czyli ok. 12 zł). Tyle że następnego dnia byłam totalnie zmęczona. A o owym następnym dniu napiszę następnym razem, bo teraz biegnę gotować obiad...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;* zwrotka ta brzmi: &lt;i&gt;W zęzę złożywszy wężem go lejmy. &lt;/i&gt;- łatwo sobie wyobrazić minę młodej damy, kiedy to usłyszała oraz kiedy próbowała powtórzyć...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-42157797063743088?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/42157797063743088/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/pijany-zeglarz-na-mini-farmie.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/42157797063743088'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/42157797063743088'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/pijany-zeglarz-na-mini-farmie.html' title='pijany żeglarz na mini-farmie'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S_w1aHmMnLI/AAAAAAAAABg/1M9xasjy914/s72-c/IMG_2627.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-284630145543738775</id><published>2010-05-22T20:32:00.000+02:00</published><updated>2010-05-22T20:32:56.047+02:00</updated><title type='text'>Patrz, bociek! -czyli tu też są Polacy...</title><content type='html'>No właśnie - do tej pory tylko słyszałam, że w Tilburgu można spotkać Polaka, a teraz sama tego doświadczyłam. Niesamowicie sympatyczna sprawa taki drugi Polak (w tym przypadku Polka) na obczyźnie... Beatę poznałam przez moją rodzinę goszczącą i dobrze było porozmawiać bez zastanawiania się nad słowami o tym, jak się tutaj żyje. Beata powiedziała mi na przykład, że dziś w mieście będzie się odbywał doroczny nocny bazar i że warto tam pójśc chociaż po to, żeby zobaczyć, jak to wygląda. No to się wybieram. Sama, bo przecież dzieciaki muszą iść spać, a ktos musi z nimi zostać oraz Beata ma gości z Polski i nie mieliby dla mnie miejsca w samochodzie. Wieczorem, jak już zamontujemy trampolinę (prezent urodzinowy dla Annique) w ogrodzie, wsiądę w autobus i powiem: witaj kolejna przygodo! Zapewne zgubię się gdzieś po drodze, ale od czego jest mapa i znajomość języków obcych? Za długo też tam pewnie nie zabawię, bo jutro czeka nas intensywny dzień - urodziny Annique. Napisałam scenariusz gry dla dzieci, wymyśliłam zadania, prawie wszystko juz jest przygotowane. Jeanette przetłumaczyła rzecz na holenderski a ktoś z rodziny poprowadzi sprawę - ja będę tylko kontrolować z boku. Tyle sie napracowałam, że teraz tylko się martwię, czy wszystkim się spodoba - lub, czy w ogole komukolwiek się spodoba mój pomysł. Nic to - pożyjemy, zobaczymy. A teraz sie zbieram, o wrażeniach opowiem następnym razem :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-284630145543738775?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/284630145543738775/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/patrz-bociek-czyli-tu-tez-sa-polacy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/284630145543738775'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/284630145543738775'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/patrz-bociek-czyli-tu-tez-sa-polacy.html' title='Patrz, bociek! -czyli tu też są Polacy...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-1129647559464026234</id><published>2010-05-20T22:15:00.004+02:00</published><updated>2010-05-20T22:52:52.723+02:00</updated><title type='text'>różne różności</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif; font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Przedrzeźnia mnie jakiś chomik...&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; A tak serio - jak zauważyliście zapewne, nieco dodałam na moim blogu (zamiast się uczyć ducza - to pewnie ze stresu tak trudno mi usiąść do nauki... ;) ) i teraz po kliknięciu na te piękne zdjęcie drzwi po lewej stronie (zrobiłam je dzisiaj rano wracając z day-care Noeme) można wejść na mojego chomika i obejrzeć zdjęcia, które tam powrzucałam. Można też posłuchać - polecam szczególnie. Wiem, że zapewne istnieje mnóstwo lepszych narzędzi, żeby umieścić swoje zdjęcia czy nagrania w internecie i udostępnić je innym. Na to rozwiązanie jednak sama wpadłam i sama ustawiłam to zdjęcie (samodzielnie je uprzednio zrobiwszy) i jestem z siebie dumna :) Pliki, o których piszę są w galerii - trzeba po prostu wejść w folder "galeria" i oglądać. Nie ma ich na razie za dużo, bo niestety zapomniałam, że aparat mojej siostry (Ola, jestem Ci niesamowicie wdzięczna, że mi go pożyczyłaś - wielki buziak!) zjada baterie nawet jak jest wyłączony i przypomina mi o tym w najgorszych momentach - zawsze jak chcę zrobic zdjęcia, oczywiście. Nauczę się jednak nosić zawsze ze sobą dodatkowe dwa paluszki alkaliczne i wyjmowawać je po użyciu przyrządu. Będzie dobrze :) Obawiam się, że dźwięki trzeba ściągnąć na swój komputer, żeby je odtworzyć, ale na szczęście nie trzeba się logować, żeby to zrobić. Są w podfolderze "dźwięki".&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;A co do chomika, który mnie przedrzeźnia, to właśnie ściągnęłam sobie ten rekomendowany program pt. ChomikBox i jego częścią jest sympatyczny zwierzaczek skaczący po moim pulpicie i udający, że pisze wtedy, kiedy i ja to czynię. Kiedy dłużej nie ma co robić, to czyta sobie książkę albo gazetę... Cóż, wygląda na to, że mam zwierzaczka :) Na razie mnie śmieszy - ciekawe, jak długo :) Tyle na dzisiaj. Biorę się za czasowniki, bo mi jeszcze trochę zostało do jutra...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;później...&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;No, dobra, spróbowałam i się udało - mogę zamieszczać zdjęcia bezpośrednio na blogu (patrz: post o grochówce). Ale dźwięków nie mogę, więc po nie zapraszam jednak do chomika.&amp;nbsp; A zdjęcie też mogę zmieścić tylko jedno na post, więc na chomiku będzie ich pewnie więcej. I to już naprawdę koniec na dziś.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-1129647559464026234?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/1129647559464026234/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/rozne-roznosci.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1129647559464026234'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1129647559464026234'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/rozne-roznosci.html' title='różne różności'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-4069709024722606260</id><published>2010-05-20T17:10:00.001+02:00</published><updated>2010-05-20T22:54:37.543+02:00</updated><title type='text'>zaczęły się schody...</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;No właśnie - zaczęły się schody, a ja mam już zakwasy. Nie wyobrażałam sobie niczym niezakłóconej sielanki przez cały rok - to raczej byłoby nudne... Tak więc dwie gorzkie pigułki już mi zaaplikowano:&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;1. nie będę mogła pracować jako wolontariuszka w grupie Noeme, bo taka jest polityka organizacji. Znaczy polityka jest taka, że żaden członek rodziny nie może dobrowolnie pomagać w opiece nad dziećmi w grupie, w której jest jego krewny. Niestety, manager placówki nie uznał naszych argumentów, że ja przecież nie jestem spokrewniona, że uczę się opiekować Noeme, że jestem po pedagogice... Cóż, może ma trochę racji, chociaż ja jej nie widzę ani ciut. Przykro mi więc, bo już się nastawiłam na tę pracę, poznałam i bardzo polubiłam ludzi, którzy tam pracują i cieszyłam się perspektywą pracy z nimi. W innych grupach pewnie też są sympatyczne osoby, ale... no właśnie, nie tego chciałam. Trudno, pewnie pójdę pomagać do innej grupy. Wzruszyła mnie też postawa Vondy (tak się ją chyba pisze...), przełożonej tej grupy, z którą się zaprzyjaźniłam, a która nie może pogodzić się z decyzją managera. Oraz postawa Jeanette, która wiedziała, że będę bardzo zawiedziona i która tak się tym przejęła, że odwoływała się mailowo od tej nieszczęsnej decyzji. Nic nie wskórała, niestety. A ja rzeczywiście byłam rozczarowana, ale dopiero kiedy dziś tam poszłam ze świadomością, że nie powinnam długo zostawać, bo ktoś może mieć przez to kłopoty, to zrobiło mi się naprawdę smutno... Cóż, trudno...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;2. Poszłam na lekcje ducza i nauczyciel był zadziwiony, co ja tam robię, jeśli nawet słowa nie rozumiem w ich języku (a poszłam na zajęcia najniższej grupy). Rzeczywiście, są one prowadzone w taki sposób, że ktoś taki jak ja niewiele z nich rozumie. Chociaż miałam wrażenie, że rozumiem coraz więcej. W każdym razie ustaliliśmy z nauczycielem, że pójdę jeszcze raz czy dwa razy i jeśli nie będę nic z zajęć wynosiła (poza kserówkami), to oddadzą mi pieniądze i może pojawię się kiedy indziej. We wrześniu na przykład. Niestety, do września to ja chcę już mówić po holendersku, więc nie będę pasowała do najniższej grupy początkującej. I powiedziałam to owemu panu (może kiedyś zapamiętam jego imię...). Prawda jest taka, że to, co napisane nawet całkiem rozumiem, bo to podobne do niemieckiego jest. Jednak ich wymowa... już to chyba kiedyś pisałam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;O ile pierwszy problem wydaje się nie do przeskoczenia i będę musiała się po prostu dostosować, o tyle drugi... Włączyła mi się typowo polska postawa pt. "co, ja nie dam rady..?!". Ciekawe, bo kilka lat temu w ogóle u siebie nie zauważałam takiego myślenia. Przeszkody albo obchodziłam, albo zmieniałam trasę. Teraz mam ochotę przeskoczyć. W ogóle nie poznaję w sobie obecnej siebie sprzed kilku lat - teraz jest we mnie dużo więcej dziecka (czego wcale nie uważam za regres). Obudziła się we mnie przekora (nie wiem, czy wiecie, ale gdyby kilka osób nie powiedziało mi jakieś dwa miesiące temu, że wcale nie wierzą, że wyjadę, to może bym nie wyjechała... Te słowa pełne zwątpienia w powodzenie moich planów obudziły ducha przekornego - no i jestem w Holandii), najchętniej łaziłabym po drzewach zamiast tylko podziwiać je z dołu, a kiedy widzę dzieciaki skaczące na trampolinie, to zazdroszczę im niesamowicie. Miarą tego, że jestem jednak dorosła może być to, że ostatecznie nie wskoczyłam razem z nimi na tę trampolinę. No i cieszę się jak dziecko z najmniejszych rzeczy... I jadłabym dużo więcej czekolady niż warzyw, gdyby nie ten dorosły we mnie, który nieco hamuje dziecięce zapędy... Ale lubię siebie - całkiem sympatyczną mieszanką dziecięco-dorosłą udało się życiu we mnie wyhodować :)&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Summa sumarum, mam teraz bardzo wielkie mnóstwo pracy, bo chcę w ciągu kilku dni zacząć już nieco mówić po holendersku, żeby udowodnić sobie i panu nauczycielowi, że się da. Nie jest to nic innego, tylko upór, bo przecież ja wcale nie muszę mówić po holendersku - nigdzie poza Holandią nie używa się tego języka, a tutaj przez te kilka miesięcy mogę się równie dobrze dogadywać po angielsku. Niestety, &lt;i&gt;poszły konie po betonie, &lt;/i&gt;jak mówił nieodżałowanej pamięci pan Marek Kotański. Pracuję więc. Dziś do nauczenia zostało mi jeszcze co najmniej 20 czasowników, a jak gdzieś dorwę ich odmianę, to i jej się nauczę. A co!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-4069709024722606260?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/4069709024722606260/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/zaczey-sie-schody.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4069709024722606260'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/4069709024722606260'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/zaczey-sie-schody.html' title='zaczęły się schody...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-7278100767384892720</id><published>2010-05-18T22:11:00.000+02:00</published><updated>2010-05-18T22:11:10.927+02:00</updated><title type='text'>nie ma to jak pierwszy raz...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Swojego czasu zaczęłam wprowadzać w moim życiu coraz więcej nowości. To znaczy świadomie i z premedytacją, to znaczy, że jak mam okazję spróbować czegoś, czego jeszcze nie próbowałam, to tę okazję wykorzystuję mimo pewnych obaw, a czasem się na nią wręcz rzucam z okrzykiem dzikiej radości na ustach. Jedynym jak na razie wyjątkiem są flaki, których w życiu nie jadłam i świadomie raczej nie spróbuję nie mając w perspektywie śmierci głodowej... W każdym razie nowości są fajne.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Co oczywiste, niemal każdego dnia robię tu coś nowego, bo cały ten wyjazd to jeden wielki "pierwszy raz". Dzisiaj na przykład pierwszy raz w życiu pełłam* ogródek. I żeby nie było - sama zaproponowałam, że to zrobię. Nie należy to do moich tutejszych obowiązków. I właściwie sama siebie tą gotowością do czynu zadziwiłam, bo absolutnie nie jestem typem ogrodnika. Kwiatki u mnie w domu żyły przez te wszystkie lata chyba tylko dzięki wyjątkowo silnej woli przetrwania. Taki papirus** Alojzy na przykład wmówił sobie, że jest kaktusem i że wystarczy mu jedna porcja wody na tydzień i żyje od jakichś 4 lat (a przynajmniej żył jak wyjeżdżałam z Warszawy. Mamo..?). Wracając jednak do pierwszego razu mojego - świetnie się bawiłam w tym ogródku, podkopując korzenie mleczy (wiedzieliście, jakie te dranie potrafią mieć grube i wielkie korzenie..? Bo ja się zdziwiłam...) i zawzięcie walcząc z takimi, co się przede mną chowały. Chwilami miałam wrażenie, że chwastów jest więcej niż trawy... Większość jednak udało mi się wyeksmitować i jestem z siebie dumna. Resztą zajmę się w czwartek, jeśli pogoda pozwoli. Dużą część dnia spędziłam na świeżym powietrzu w pozycji kucającej/klęczącej/wypiętej - w każdym razie pochylonej i teraz moje plecy nap...raszają się o uwagę. Nie bardzo mam ochotę ich słuchać, ale mimo to chyba się położę. Zwłaszcza, że jutro czeka mnie ciekawy dzień - pierwsza lekcja ducza (znaczy niderlandzkiego) o 9.15, o 15.00 pierwsza lekcja angielskiego, a w międzyczasie muszę dopracować plan reżyserowanej zabawy, którą przygotowuję na urodziny Annique. I jeszcze przetłumaczyć go na angielski, żeby Jeanette mogła go przetłumaczyć na ducza. Ciekawie się zapowiada mój "wolny dzień"... :) I, prawdę mówiąc, juz się nie mogę doczekać...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt; * tak, to właściwa forma - tak mnie Pani Sobczyk w podstawówce uczyła i  zapamiętałam.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;span style="font-size: x-small;"&gt;** ci, co się znają, mówią, że papirusy powinny właściwie cały czas mieć mokro... Ale podobno do wszystkiego można się przyzwyczaić.&amp;nbsp; A ja wyjątkowo lubię Alojza - tylko zapominam go nawadniać. Jeszcze niegdy nie narzekał - może też mnie lubi :) &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-7278100767384892720?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/7278100767384892720/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/nie-ma-to-jak-pierwszy-raz.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/7278100767384892720'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/7278100767384892720'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/nie-ma-to-jak-pierwszy-raz.html' title='nie ma to jak pierwszy raz...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-6892379360645830410</id><published>2010-05-16T21:53:00.001+02:00</published><updated>2010-05-20T22:21:40.267+02:00</updated><title type='text'>holenderska grochówka, czyli o podobieństwach...</title><content type='html'>&lt;div style="background-color: #fff2cc; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Kilka dni temu na obiad (a  właściwie na jego uzupełnienie) &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Jeanette&lt;/span&gt;  postanowiła podać "typowo holenderską zupę", której nigdzie indziej nie  spotkała - a przecież zwiedziła kobieta kawał świata. Jakież było moje  zdziwienie, kiedy na moim talerzu znalazła się stara, dobra, żołnierska  grochówka! Oczywiście, nie omieszkałam &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;poinformować&lt;/span&gt; o tym &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Jeanette&lt;/span&gt;, co ją zdziwiło, ale  bynajmniej nie zasmuciło. Natomiast czymś, co rzeczywiście jest typowo  holenderskie (jak mówi J., a ja jestem gotowa uwierzyć, bo w polskiej  kuchni się z tym nie spotkałam), są jedzone przez nas wczoraj naleśniki  (placki nieco grubsze od naszych naleśników o średnicy średniej pizzy) z  pomieszanymi smakami. Np. ja - w ramach eksperymentu - zamówiłam  naleśnika z rodzynkami, jabłkiem i bekonem. Jak go dostałam, to posypany  był jeszcze cukrem pudrem. Dziwne połączenie, ale całkiem sympatyczne.  Przywyknę.&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: #fff2cc; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S_WZeioB06I/AAAAAAAAABY/9oS75yfgrfo/s1600/IMG_2597.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S_WZeioB06I/AAAAAAAAABY/9oS75yfgrfo/s320/IMG_2597.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;Okazją do  zjedzenia owej dziwnej potrawy była nasza wyprawa do lasu, na coś w  rodzaju mini-farmy. Jednak trudno powiedzieć, co to właściwie jest. Leży  w środku lasu (wybrałam się tam na rowerze, podczas gdy reszta jechała  samochodem - byłam pierwsza :) ), jest tam wiele różnych zwierząt.  Niektóre biegają samopas, jak wielkie i brzuchate świnie, które  zachwyciły mnie swoim widokiem, czy dumne pawie, które na dzień dobry  pochwaliły się swoimi ogonami (te pawie z Łazienek warszawskich  nieczęsto to chyba robią...), są też zwierzęta w zagrodach, jak  miniaturowe kozy, które głaskałyśmy (bo można do nich wejść, zamiast  przyglądać się tylko zza płota), czy wielki i włochaty byk (nie wiem,  czy do jego zagrody można wejść, bo nie próbowałam. I raczej nie mam na  to ochoty.) oraz konie i kury. Poza zwierzętami jest tam mnóstwo miejsca  dla dzieci - karuzela, dość duży zamek z murami obronnymi, fosą i  lochami, pole do mini-golfa i kilka innych atrakcji. I, co niesamowite,  płaci się tam tylko za karuzelę, mini-golfa i ewentualną przejażdżkę na  kucyku. Wejście jest bezpłatne. No i jest tam też sympatyczna  restauracja, w której jadłyśmy cuda, o których pisałam powyżej. I  jeszcze tam wrócimy, bo to świetne miejsce jest o pół rzutu beretem od  domu&amp;nbsp;&lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Jeanette&lt;/span&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: #fff2cc; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: #fff2cc; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: #fff2cc; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Dzisiaj natomiast byłam  zaproszona razem z moją rodziną goszczącą do brata &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Jeanette&lt;/span&gt; na przyjęcie urodzinowe  jego córki. Zastanawiałam się, czy iść - to w końcu mnóstwo zupełnie  obcych ludzi, co mogłabym wśród nich robić? Otóż mogłam się świetnie  bawić. Bo, oczywiście, poszłam. I było ich rzeczywiście wielu. Jak  wszyscy spotkani przeze mnie do tej pory Holendrzy byli bardzo mili.  Świetnie mi się gawędziło z fotografem, twórcą programów telewizyjnych  dla dzieci i kobietą pracującą w urzędzie patentowym, która zrobiła  doktorat z chemii. Z innymi też, ale nie każdego pytałam o zawód.  Niektóre imiona są dla mnie jeszcze nie do powtórzenia, inne tylko  trudno zapamiętać. Ale się uczę i za tydzień, podczas przyjęcia  urodzinowego &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Annique&lt;/span&gt;, będę się  do nich zwracać po imieniu. Ach, i kolejne &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;podobieństwo&lt;/span&gt; polsko-holenderskie,  które wyłapałam, to potrójny całus na "dzień dobry" lub "do widzenia". A  w Niemczech zawsze miałam z tym problemy - oni witają się podwójnym  całusem...&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: #fff2cc; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="background-color: #fff2cc; font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Chwilami mam wrażenie, że  jest mi tu za dobrze. &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Przypuszczam&lt;/span&gt;,  że to tylko taki pierwszy etap, jednak bardzo zachęcający. &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Przypuszczam&lt;/span&gt; również, że gdyby nie  internet i Skype, to usychałabym z tęsknoty. Dzięki jednak temu cudowi  techniki, chwilami czuję się jakbym była na wyciągnięcie ręki, jakbyście  wszyscy byli bardzo blisko... Rozmawiałam dziś z &lt;span class="goog-spellcheck-word"&gt;Jeanette&lt;/span&gt; na temat urlopu i już wiem  na pewno, że na Święta Bożego Narodzenia przyjadę do Warszawy. Czy jakoś  wcześniej też się uda nie wiem, ale pewnie będę chciała - chociażby po  zimową kurtkę, która została w domu ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-6892379360645830410?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/6892379360645830410/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/holenderska-grochowka-czyli-o_16.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/6892379360645830410'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/6892379360645830410'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/holenderska-grochowka-czyli-o_16.html' title='holenderska grochówka, czyli o podobieństwach...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S_WZeioB06I/AAAAAAAAABY/9oS75yfgrfo/s72-c/IMG_2597.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-6194716447215221018</id><published>2010-05-13T16:24:00.001+02:00</published><updated>2010-05-30T18:56:55.642+02:00</updated><title type='text'>smaczna kupa... czyli o różnicach</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Niderlandzki, którego się tu ciągle używa i ktory używany jest w tej rodzinie, u której mieszkam, to język mający bardzo wiele wspólnego z niemieckim i angielskim (poza wymową, która jest kosmiczna - nawet Ahmed terrorysta tak nie charczy jak Holendrzy). Dlatego też niektóre rzeczy jest mi bardzo łatwo zrozumieć, bo prawie identycznie brzmią lub są pisane jak po niemiecku. Na ten przykład niemieckie słówko &lt;i&gt;lekker&lt;/i&gt; (smaczny) używane jest tutaj w tym samym znaczeniu i nawet tak samo się je wymawia. Tyle że tutaj jest rozumiane szerzej, z czego nie zdawałam sobie sprawy, usłyszawszy pierwszy raz pełne zachwytu slowa matki: &lt;i&gt;a lekkere poop!&lt;/i&gt; - co znaczy "co za smaczna kupka!" (dziecko ma problemy z wypróżnianiem). Szok poczułam niejaki, ale szybko zostało mi wytłumaczone, że &lt;i&gt;lekker&lt;/i&gt; po holendersku to po prostu "świetny", czyli że może być świetny człowiek, jedzenie, a nawet kupa. Ja na przykład od wczoraj mam&lt;i&gt; lekker fiets&lt;/i&gt; - świetny rower.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Kolejna różnica między tym, do czego przywykłam, a tym, co tutaj sprawiła, że wyszłam trochę na głupka a trochę na ciamajdę. Kiedy pojechałyśmy z Jeanette żeby obejrzeć i ewentualnie kupić rzeczony rower, musiałam go oczywiście wypróbować. Wsiadłam więc, nacisnęłam pedały i... wpadłam na ścianę. Wstyd. Przyczyny były dwie: kierownice tutaj mają nieco inny układ (skręcone w stronę człowieka i nieco do dołu) oraz rower był ustawiony na najlżejszą przerzutkę, więc kiedy nacisnęłam mocno na pedały, to się trochę zdziwiłam. Potem jednak jeździło mi się dobrze (&lt;i&gt;lekker!&lt;/i&gt;) i kupiłam go za jakąś bardzo niską - jak na taką firmę, model, stopień zużycia, etc. - cenę. Jeszcze trochę i będę jeździła na nim z rozłożoną parasolką w ręku, jak pewna pani, którą dziś widziałam.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Inna różnica, która mnie zadziwiła to fakt, że Holendrzy obchodzą takie święta kościelne jak Wniebowstąpienie Pańskie (dzisiaj, a nie - jak u nas - w niedzielę) i dwa dni - niedziela i poniedziałek - Zesłania Ducha Świętego (we wszystkie te święta Holendrzy nie pracują). A ja miałam ten kraj za ateistyczny!&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;W związku ze świętem Wniebowstąpienia Pańskiego byłam dziś na Mszy - pierwszy raz w tutejszym kościele, do którego mam jakieś 7 minut drogi piechotą (&lt;i&gt;lekker!&lt;/i&gt;). I tu też zdziwiło mnie kilka rzeczy:&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;1. Wiele elementów Liturgii było po łacinie (dopiero teraz zrozumiałam, jak dobrze by było i w Polsce używać części stałych po łacinie. Nie miałabym dziś problemu z Ojcze Nasz na przykład).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;2. Nie było żadnej jedności postawy wiernych - w każdej części Mszy jedni stali, inni siedzieli, a inni klęczeli (podczas Przeistoczenia klęczało tylko kilka osób). Trochę to deprymujące, ale pewnie przywyknę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;3. Tutejsza łacina jest włoska w wymowie i niestety często podczas Liturgii stawała mi przed oczami nasza pani od łaciny mówiąca spiżowym głosem: &lt;b&gt;w języku łacińskim nie ma głoski "ł"!!! &lt;/b&gt;ale ja raczej nie powtórzę tego ani organiście (który ma zresztą przepiękny głos), ani księdzu.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Więcej wyraźnych różnic na razie nie widzę. No, może irytujący jest brak płatków migdałowych w tutejszych sklepach, ale bez tego da się żyć.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Życie jest ciągle &lt;i&gt;lekker! &lt;/i&gt;Szkoda tylko, że pogoda mu pod tym względem zupełnie nie dorównuje...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-6194716447215221018?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/6194716447215221018/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/smaczna-kupa-czyli-o-roznicach.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/6194716447215221018'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/6194716447215221018'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/smaczna-kupa-czyli-o-roznicach.html' title='smaczna kupa... czyli o różnicach'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-49095867302467527</id><published>2010-05-11T14:54:00.000+02:00</published><updated>2010-05-11T14:54:00.874+02:00</updated><title type='text'>Piękne życie, piękne miejsca...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Wczoraj miałam dzień na zapoznanie się z okolicą, trochę zaczęłam poznawać moje obowiązki i zrobiłam to, co robię zwykle: najpierw zaspałam, a potem się zgubiłam na mieście. Właściwie w przedmieściu, bo do centrum jest kawałek. Zaspanie nie było wielkie i zostało mi wybaczone, a zgubiwszy się, mogłam się następnie zachwycić uprzejmością Holendrów. Dwie panie na rowerach, zobaczywszy moją zrozpaczoną minę, kiedy zrobiłam kolejne kółeczko i zupełnie nie miałam pojęcia, gdzie się znajduję, same zapytały, czy nie potrzebuję pomocy, po czym mi jej udzieliły. I wszyscy mówią tu chociaż trochę po angielsku, więc nie mam problemu z komunikacją (dla mnie samej jest zaskoczeniem, że tyle rozumiem i tak wiele potrafię powiedzieć w języku, którego w sumie niewiele wcześniej używałam w praktyce). I jeszcze nie spotkałam niemiłej osoby - jakoś sami uśmiechnięci mi się trafiają :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pogadałam wczoraj z Jeanette i zapowiada mi się kilka naprawdę fajnych miesięcy, jeśli wszystko pójdzie dobrze (np. wycieczka samochodem na południe Francji). Na razie szukamy dla mnie kursu językowego - po dzisiejszych przeżyciach nabrałam dużej chęci do nauki niderlandzkiego. A dzisiejsze przeżycia są następujące: odprowadziłyśmy rano dziewczynki do ich "szkół" - starszą, Annique, do czegoś w rodzaju przedszkola, a młodszą, niepełnosprawną Noeme do placówki, która zajmuje się rehabilitacją i opieką nad niepełnosprawnymi dziećmi i młodzieżą. Chciałam poznać metody pracy z nią, jak wykonywać ćwiczenia, jak sygnalizować różne rzeczy (zaczynamy się uczyć języka znaków, bo Noeme jest prawie całkowicie głucha) itd. No i zachwyciłam się zarówno miejscem, jak i niesamowicie sympatycznymi ludźmi. Prawdą jest, że nie spotkałam jeszcze (w Polsce też) niesympatycznej osoby pracującej z niepełnosprawnymi, ale i tak się zachwyciłam. No i mimo pewnych braków językowych z obu stron, nie było żadnych problemów z komunikacją między nami. Samo miejsce jest przepiękne - kolorowe, oczywiście ze specjalistycznym sprzętem rehabilitacyjnym, różnego rodzaju wózkami i chodzikami (które niestety kojarzą się trochę z narzędziami tortur, ale są wygodne i dla dzieci i dla opiekunów), z zabawkami o różnych funkcjach, z wesołą muzyką lecącą z głośników, basenem, salą, którą na własny użytek nazwałam "salą uspokajającą" (jest tam ciepło, jest spokojna muzyka i różnego rodzaju światła, które sprawiają, że człowiek od razu jak tam wejdzie czuje się lepiej) oraz z ciepłymi, uśmiechniętymi pracownikami. Bardzo dobrze się wśród nich czułam, już się dużo nauczyłam i zostałam zaproszona - o ile będę miała ochotę - do wolontariatu w tym miejscu. Traktuję to jako wyróżnienie - gdyby dziewczyny mnie nie polubiły, to nie proponowałyby mi współpracy, prawda..? A ja, jak już rozeznam się trochę lepiej we wszystkim, załatwimy kurs językowy i trochę tu osiądę, to bardzo chętnie zajmę się wolontariatem. Myślałam o tym jeszcze w Polsce, ale jakoś nie potrafiłam znaleźć czasu i w ogóle się zmobilizować... Zdziwiłam się sama swoją reakcją, bo w pewnym momencie kiedy tam byłam zachciało mi się płakać - i to byłby radosny płacz. Może dlatego, że nie spodziewałam się aż takiego ciepła po zupełnie nowym miejscu i zupełnie nowych znajomościach (w przeciwieństwie do pogody, która jest obecnie lodowata, za oknem deszcz i fuj. Nawet zmoknąć nie mam ochoty). A niderlandzkiego chcę się nauczyć, bo lubię rozumieć, z czego śmieją się ludzie dookoła i uczestniczyć w rozmowie. Większość mi co prawda tłumaczyli, ale wolałabym oszczędzić im tego i sama rozumieć.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Moje obecne obowiązki polegają na opiece nad dziećmi, kiedy wrócą ze swoich zajęć i drobnych pracach domowych, które mieszkając sama też bym wykonywała - czyli tak jak w domu. Czasem wymieniamy się z Jeanette - nie będę robić wszystkiego sama. Ona też nie, o co w sumie chodziło. W ogóle Jeanette jest bardzo ciepłą i symaptyczną osobą. No i dobrze się dogadujemy, znamy swoje pozytywne nastawienie i pewnie dlatego nie boję się pytać o różne rzeczy. Jutro wybieramy się na zakupy - obejrzymy rowery i może jakiś dla mnie wybierzemy (sama chcę za niego zapłacić, ponieważ chciałabym zabrac go do Polski jak będę wracać) oraz kupimy holenderską kartę SIM do Oli telefonu, który wzięłam ze sobą w tym właśnie celu. Znacznie ułatwi to (i obniży koszty) komunikację między nami w ciągu dnia.&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt; &lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Podsumowując: życie jest piękne :) w Holandii też :)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-49095867302467527?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/49095867302467527/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/piekne-zycie-piekne-miejsca.html#comment-form' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/49095867302467527'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/49095867302467527'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/piekne-zycie-piekne-miejsca.html' title='Piękne życie, piękne miejsca...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-8068770908309172268</id><published>2010-05-10T10:06:00.000+02:00</published><updated>2010-05-10T10:06:53.310+02:00</updated><title type='text'>jeszcze jedną nogą w Polsce...</title><content type='html'>&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Powoli się aklimatyzuję. Niesamowite wczoraj było to, że między mną a Schaefferami nie ma typowego za pewne dla takich sytuacji skrępowania. Obie wiemy, że ja się jeszcze muszę powoli we wszystkim tutaj rozeznać, nauczyć się, zapamiętać - plus język, a właściwie dwa. Jeanette stwierdziła wczoraj z radosnym zdziwieniem, że czuje się jakbym była u nich od dawna. Ja też dobrze się tu czuję. Pewnie trochę dlatego, że bardzo żywe są jeszcze we mnie wspomnienia pożegnań. Dziękuję. Teraz patrzę na konika, który przytula się do lampki na moim biurku i myślę o Oli, przed chwilą chowałam na półkę fioletowy szal, w myślach uśmiechając się do Marzenki. Pismo Święte przypomina mi o Piterze (lustro zresztą też ;) ), aniołek, którego powiesiłam nad łóżkiem o Misi, a cudowny głos Michaela Bubble z mojego odtwarzacza o Agnieszce. W drodze czytałam o aniołach wg. księdza Twardowskiego - dzięki Lucy :) Pierwsze kroki w niderlandzkim zawdzięczam Piotrkowi - takoż dzięki. No i pierścionek na palcu sprawia, że mam wrażenie, że mama jest bardzo blisko...&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Ale to przecież nie rzeczy, które ze sobą wzięłam, tylko dobro (teoria bumeranga), którego doświadczyłam i to wszystko co razem przeżyliśmy sprawia, że wcale nie jestem daleko od Was. Wygaszacz ekranu pokazuje mi losowo obrazki z życia, na których jest Was pełno. Mam nadzieję, że to uczucie bycia blisko nie zniknie jakoś szybko, ale obawiam się, że za jakiś czas tęsknota we mnie walnie mocniej. I będzie boleć. Na razie jednak mam pełne ręce roboty, wszystko jest nowe i czeka na poznanie przez Agatę z Polski. Lecę więc poznawać :)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-8068770908309172268?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/8068770908309172268/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/jeszcze-jedna-noga-w-polsce.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8068770908309172268'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8068770908309172268'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/jeszcze-jedna-noga-w-polsce.html' title='jeszcze jedną nogą w Polsce...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-8724045481538983274</id><published>2010-05-09T22:38:00.000+02:00</published><updated>2010-05-09T22:38:22.393+02:00</updated><title type='text'>Z Holandii donoszę...</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: &amp;quot;Courier New&amp;quot;,Courier,monospace;"&gt;na razie donoszę, że żyję i jest mi nadspodziewanie tu dobrze jak na razie. A jak się trochę prześpię po tej dobie pełnej wrażeń (17 godzinna jazda z przesiadką oraz ekscytujące popołudnie w rodzinie goszczącej), to napiszę więcej.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-8724045481538983274?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/8724045481538983274/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/z-holandii-donosze.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8724045481538983274'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/8724045481538983274'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/z-holandii-donosze.html' title='Z Holandii donoszę...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-1599356000255406497</id><published>2010-05-06T11:04:00.000+02:00</published><updated>2010-05-06T11:04:38.945+02:00</updated><title type='text'>post przeklejony z poprzedniego bloga</title><content type='html'>Nieco zaczyna mnie łapać reise fieber, ale tylko troszeczkę. Chyba z  prowadzeniem bloga sobie poradzę, chociaż zasmucił mnie fakt, że zdjęć  tu raczej nie pozamieszczam... Cóż, zawsze mogę wrzucić na n-k albo...  założyć fotobloga ;) A może zdjęć za wiele nie będzie i nie będzie się  czym chwalić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i robi się coraz poważniej - kupiłam bilety. Wyjazd w sobotę 8. maja o  21.00. Na miejscu mam być dnia następnego o 13.58. Pokój już podobno na  mnie czeka (i to na poddaszu, jak zawsze marzyłam..!) tak zresztą jak i  rodzina - mama z dwiema córeczkami (1,5 i 4 latka). Na ile udało mi się  zorientować, bardzo sympatyczne wszystkie. I chociaż ciężko strasznie  żegnać się ze wszystkimi - choćby tylko na kilka miesięcy - to nie mogę  się już doczekać nowych wyzwań, doświadczeń, przygody. W końcu życie  wszędzie może być piękne, no nie..?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No nie. Wyobraziłam sobie kilka miejsc i sytuacji, w których może piękne  nie być. Na szczęście nie przewiduję żeby miały mnie spotkać.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-1599356000255406497?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/1599356000255406497/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/post-przeklejony-z-poprzedniego-bloga.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1599356000255406497'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/1599356000255406497'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/post-przeklejony-z-poprzedniego-bloga.html' title='post przeklejony z poprzedniego bloga'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-692951010059996704</id><published>2010-05-01T18:27:00.000+02:00</published><updated>2010-05-01T18:27:57.591+02:00</updated><title type='text'>15 lat...</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Ten post nie jest o wyjeździe, ale jest o &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;zmianach. I to radykalnych (chociaż wolę mieć wpływ na zmiany w moim życiu). Dzisiaj mija 15 lat od śmierci mojego taty i brata, a rocznica to dość wysoka. Albo duża. Czy jak to się tam mówi. I kiedy dziś we trzy poszłyśmy na cmentarz, popatrzyłam na nas z boku i pomyślałam sobie, że zdałyśmy egzamin. Wszystkie. Nie łatwo żyć bez najbliższych, którzy odeszli. Nie łatwo dorastać bez taty i nie tak łatwo poradzić sobie z żalem. Pewnie łatwo jest się załamać. A żadna z nas tego nie zrobiła, choć przecież różnie bywało. Wierzę, że tata z Adamem jakoś nam pomagali z tej rzeczywistości, w której się znajdują. Czy na tym polega "świętych obcowanie"? Wierzę, że tak. Po 15 latach już nie czuję żalu, nie zastanawiam się już "co by było gdyby"... To nie ma sensu. Chociaż gdybym teraz mogła cofnąć się w czasie i sprawić, że przeżyliby tamten długi weekend, to na pewno bym to zrobiła.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;" /&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;I chociaż tatę znałam krótko, to dziękuję Bogu za takich właśnie rodziców, jakich mi dał. To znaczy: wspaniałych. Takich, którzy nauczyli swoje dzieci uczciwości, dbania o drugą osobę i śmiechu nauczyli (czy można nauczyć śmiechu..? Mam wrażenie, że tak) i pozwolili na spełnianie swoich marzeń. Ja wyjeżdżam - spełniam marzenie. Ola ma konia, zrobiła prawo jazdy - też spełnia. Dziękuję więc. I każdemu dziecku życzę takich rodziców, którzy pozwolą mu latać.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-692951010059996704?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/692951010059996704/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/15-lat.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/692951010059996704'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/692951010059996704'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/15-lat.html' title='15 lat...'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7379250420333619345.post-2737917340260697248</id><published>2010-05-01T18:01:00.000+02:00</published><updated>2010-05-01T18:43:01.445+02:00</updated><title type='text'>Zmiany i nowości</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;Przeniosłam swojego bloga tutaj, bo &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Georgia,&amp;quot;Times New Roman&amp;quot;,serif;"&gt;jest lepszy. I funkcji ma więcej i w ogóle. I chyba ma tak ważną dla kilku osób funkcję rss. Chyba. I jest produktem google, a to duży plus. I więcej nie zamierzam zmieniać. Tutaj zostaję.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7379250420333619345-2737917340260697248?l=gat-za-granica.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/feeds/2737917340260697248/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/zmiany-i-nowosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2737917340260697248'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7379250420333619345/posts/default/2737917340260697248'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://gat-za-granica.blogspot.com/2010/05/zmiany-i-nowosci.html' title='Zmiany i nowości'/><author><name>hybka</name><uri>http://www.blogger.com/profile/12863493364892937260</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='24' height='32' src='http://4.bp.blogspot.com/_AmxqMhT62Ao/S9xPiniXShI/AAAAAAAAAAM/zunkWkZfuGg/s1600-R/826da1a5d9.jpeg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry></feed>
