poniedziałek, 20 stycznia 2025

Bez tytułu, bo niby jak...

 Prawie dziesięć lat minęło od ostatniego wpisu i, jak chyba każdy w pewnym wieku, zastanawiam się, jak to możliwe. Zaraz stukną mi cztery dychy, a ja pytam: jak? kiedy? Pytania retoryczne, przecież jak świat światem ludzie są wiecznie zadziwieni, że czas tak szybko leci. Ale nie o tym chciałam pisać. Chciałam pisać o podróży, jaką odbywałam w sumie od kilku lat, a w ciągu ostatniego roku to już w ogóle. Cholernie to była trudna podróż, ale mam wrażenie, że najtrudniejsze etapy już za mną. Droga do zgody ze sobą, zrozumienia różnych odpałów które mi towarzyszą i polubienia Agaty taką jaką jest, razem z bagażem jaki niesie. Jeśli masz ochotę zajrzeć przez małe okienko, które jestem gotowa udostępnić, to zapraszam. Myślę, że dzieląc się tym wszystkim, mogę przekazać na własnym przykładzie jedną ważną rzecz: naprawdę warto podjąć trud zadbania o siebie. Warto walczyć. Warto żyć. A poniżej wiersz, który popełniłam na początku ostatniego etapu podróży. Miłego czytania. 

Czy mogę..?


Inni mają gorzej, 

Wcale nie mam źle

Chociaż nie narzekam

Bo w tym nie ma mnie


Inni mają w życiu

Beznadziejnie, smutno, 

Biednie i strasznie,

Samotnie i nudno


Ja tak nie mam

-ja tylko muszę spotkać siebie

Czasem samotną i smutną

I strasznie bez Ciebie


Czy mogę czuć co czuję 

Mimo wszystkiego co mam?