środa, 6 lipca 2011

strzelając do wroga

Hmm... z mojego bloga zrobił się miesięcznik. Jest tak trochę dlatego, że przez jakiś czas nie miałam w domu połączenia internetowego, a przez kilka dni w ogóle komputera, który stanowczo odmówił współpracy. Na szczęście - znów dzięki Grzeniowi - komputer działa. A dzięki Maćkowi mam dostęp do internetu.

Od kiedy wróciłam, rodzina i przyjaciele troszczą się o moje pierwsze razy. Już trzy udało mi się zaliczyć od momentu przekroczenia granic Warszawy - chociaż na dwa z nich musiałam znów wyjechać. Do rzeczy jednak...

Dzień po moim powrocie w rodzinne progi walnęła mnie niespodzianka. Mój Ukochany do spółki z Moją Siostrą zawiązali mi oczy, zabronili podglądać i wsadzili do samochodu, nic nie tłumacząc i tajniacząc się okropnie. Nie chcąc psuć im niespodzianki nie próbowałam podglądać, chociaż moje podejrzenia* na temat obecności osób trzecich w samochodzie nie dawały mi spokoju. Maćkowi biednemu też :) W związku jednak z tym, że ufam tym, co mnie kochają, nie bałam się jakoś bardzo. Nawet jak po zdjęciu opaski z oczu okazało się, że jestem w... lesie. A potem - o niespodzianko - znów zawiązali mi oczy, poprowadzili po jakichś dołach i kiedy znowu pozwolili patrzyć, okazało się, że otaczają mnie znajomi i przyjaciele, z którymi przez ostatni rok tak bardzo tęskniłam! Cudna niespodzianka! A po czułych powitaniach owi bliscy mi ludzie oznajmili, że teraz będą do mnie strzelać. Za to, że wyjechałam...

Jak powiedzieli, tak też zrobili. Pierwszy raz w życiu grałam w paintball i bardzo mi się podobało. Dostać żółtą farbą między oczy (na szczęście chronione goglami) - bezcenne. Skradanie się do bazy przeciwnika**, przedzieranie się przez chaszcze, a nade wszystko strzelanie do Czerwonych - bezcenne. Tacy Przyjaciele, Siostra, Facet - brak słów wręcz. Bezcenni. Poza tym, że świetnie się bawiłam zarówno podczas samej gry, jak i podczas ogniska które nastąpiło później, byłam niesamowicie wzruszona. Nie ma to jak wrócić do domu i zastać takie powitanie. Dziękuję!



P.S. Zdjęcia dokleję, jak je wreszcie zdobędę.



* słuszne - Grzeniowi gratulujemy opanowania i umiejętności bezgłośnego oddychania
**  Albo się nie skradanie. Jak mi się skończyły kulki, to po prostu poszłam do bazy Czerwonych i spytałam, czy nie oddadzą mi flagi. Nie wiedzieć czemu, nie chcieli pozytywnie rozpatrzyć mojej prośby...

2 komentarze:

  1. Dziękujemy Agatkowi za to, że dane mi było nauczyć się panować nad sobą oraz bezgłośnie oddychać i że poznaję coraz to nowe techniki voodoo, które (zazwyczaj) przywracają martwy sprzęt do życia (a nie odwrotnie) :)

    Grzenio

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzisz, jaka symbioza? Jednak to nie tylko Ty na mnie - ja na Ciebie też mam dobry wpływ :)

    OdpowiedzUsuń